Człowiek nieufny, ostrożny, sceptycznie podchodzący do ludzi i życia, niedowiarek – tak często określany jest św. Tomasz – jeden z 12 Apostołów. W przeczytanej Ewangelii słyszymy, że nazywano go Didymos lub Didymus, co znaczy bliźniak. Od aramejskiego Tĕ’oma, co dosłownie oznacza bliźniak i ma to samo znaczenie. Stąd można wysnuć taki wniosek, że miał on brata lub siostrę bliźniaczą. Tomasz pojawia się na kartach wszystkich Ewangelii. Od czasu do czasu spotykamy go krążącego wśród wszystkich Apostołów. Najbardziej opisowe jest przeczytane dzisiejsze wydarzenie z życia Tomasza, a związane z jego spotkaniem ze Zmartwychwstałym Jezusem.

Gdy Chrystus ukazał się swoim uczniom po swoim zmartwychwstaniu, wtedy akurat nie było Tomasza. Ciekawe to, bo jedynie on miał pecha i go nie było. To właśnie z relacji i słów uczniów, którzy opisali spotkanie ze Zmartwychwstałym, mamy się dowiedzieć, że Tomasz powiedział: „Jeśli nie ujrzę na Jego rękach znaków gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ i jeśli nie włożę ręki mojej w bo Jego, nie uwierzę”. To jedno zdanie, które wypowiedział Tomasz stało się powodem tego, że dziś, gdy ktoś nie do końca wierzy, nazywany jest w krótko: „niewierny Tomasz”. A więc osoba, która nie do końca ufa, jest ostrożna w swoim powiedzeniu „tak” lub „nie”, sceptycznie podchodząca do zastanej rzeczywistości, niedowierzająca faktom, których była świadkiem.

Wydaje mi się, że ta opinia o św. Tomaszu jest jednak trochę go krzywdząca. Nie był on człowiekiem niewierzącym w Chrystusa, ale raczej ogarnęły go wątpliwości. Zresztą te wątpliwości mieli po zmartwychwstaniu wszyscy uczniowie Jezusa. Pusty grób, który odkryły kobiety budził dziwne reakcje nawet u samego Piotra. Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom po raz pierwszy, przestraszyli się i sądzili, że widzą ducha. Tomasz zatem był bardzo szczery w swojej wypowiedzi i nie „owijał w bawełnę” tego co myśli i swoją prywatną opinię wyraził w bardzo wyrazisty i dosadny sposób.

Tomasz był bardzo mocno związany z Chrystusem, darzył go miłością i był gotów na wszystko. Czytamy w Ewangelii: „Chodźmy i my, abyśmy z Nim (czyt. Jezusem) umarli”. Tomasz był gotów oddać swoje życie za Chrystusa. Wspierał Go jak tylko potrafił, czuwał, pomagał z całego serca. Jak zatem można mówić o nie, że jest „niewierny” lub „niewierzący”?

Jest ogromna różnica między wątpliwościami, powątpieniami w wierze, a samą niewiarą. Określenia „niewierzący”, czy „niewierny” jakby dyskwalifikują Tomasza z grona apostołów, natomiast wątpliwości to bardzo ludzkie reakcje. Każdy z nas zapewne je miał w swoim życiu religijnym i własnej wiary. Może ktoś ma za sobą momenty w życiu do których się przyznaje, że był to czas „niewiary”, a raczej ogromnych wątpliwości. Wątpliwości mogą, ale nie muszą być etapem naszej niewiary. Tym bardziej może zrozumieć stan Tomasza, który jak inni uczniowie: cierpiał, rozpaczał, przeżywał ogromny smutek i załamanie, oraz żal po stracie swojego Mistrza.

Cała nadzieje Tomasza upadła, świat zawalił się jak domek z kart. Słowa uczniów: „Widzieliśmy Pana” mu nie wystarczają, bo to było dla niego za mało. On Tomasz – musiał sam zobaczyć, przekonać się, dotknąć Jezusa. Szukał dowodu. Nie wystarczyły mu słowa wypowiedziane przez jego przyjaciół, zapewne z ogromnym  przejęciem, zaangażowaniem, widocznym zapewne podenerwowaniem i podnieceniem przez resztę uczniów. Oni sami zresztą nie byli zaskoczeni wątpliwościami Tomasza, bo sami przecież te wątpliwości przeżywali, ale nie wypowiedzieli ich na zewnątrz tak, jak uczynił to Tomasz. W ten sposób Tomasz znalazł się pośród tych, którzy byli pewni zmartwychwstania Jezusa. On nadal był pełen wątpliwości…

Miejsce wątpliwych jest wśród wierzących. Nie odrzucanie wątpiących lub nawet niewierzących ma cechować postawę chrześcijanina, ale raczej własne świadectwo życia (zgodne z wiarą), które ma być przesiąknięte nakazem miłości Boga i człowieka.

Dlaczego Tomasz został wybrany na tego „kozła ofiarnego” i ojca „niewierzących”? Nie wiem tego, ale może dlatego, że on sam głośno przyznał się do swoich wątpliwości. A przyznanie się do nich w swojej wierze jest bardzo dobrym początkiem spotkania czy też ujrzenia na własne oczy samego Boga i tego jak On działa w naszym codziennym życiu. Kiedyś św. Augustyn miał napisać takie słowa: „Tomasz wątpił, abyśmy my nie musieli wątpić”. Tomasz, gdy zobaczył na własne oczy Zmartwychwstałego Chrystusa złożył wyznanie: „Pan mój i Bóg mój”. To nie są słowa człowieka niewierzącego, ale tego, który wyraża swoją wiarę i więź z Chrystusem. Wiarę, która dotychczas była lekko uśpiona, albo raczej zaślepiona tym, co widziała.

Tomasz nie powiedział: „Pan i Bóg”, ale „Pan mój i Bóg mój”. Ten zaimek „mój” oddaje taki autentyczny i osobisty stosunek do osoby Jezusa. Obyśmy i my tak w Niego wierzyli. Wątpliwości i kryzysy w wierze mogą się zawsze pojawić, ale to właśnie one powinny nas mobilizować do jeszcze większej wiary, bo tylko dzięki niej możemy przetrwać różnorakie próby, które wcześniej czy później nas doświadczą.

Ta historia mogła się zdarzyć tylko we Włoszech. Pewna kobieta była ciągle nachodzona przez jednego zagorzałego komunistę, który stale usiłował jej udowodnić, że Bóg nie istnieje. „Zmartwychwstanie Chrystusa to bajki!!!” – mówił jej stale. Gdy po kilku dniach przekonywania jej, wreszcie udało mu się ją przekonać i wprowadzić wątpliwości w jej serce, wtedy kobieta wzruszyła ramionami i powiedziała: „No dobrze, nie ma Boga, nie ma zmartwychwstania. Ale z to zawsze jest jeszcze Matka Boska!!!”. Obyśmy i my mieli tak wielką wiarę!!!

J 20, 19-31
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»

Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».

Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»

Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».

I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.