Jedynie św. Mateusz przekazał nam scenę z okolic Cezarei Filipowej – tu gdzie obok wyznania Piotra, słyszymy zapowiedź Chrystusa przekazania mu najwyższej władzy w Kościele. Wszystko wskazuje na to, że Pan Jezus znalazł się sam na sam ze swoimi uczniami. Przed długi okres czasu ci uczniowie wpatrywali się wciąż w Tego za którym poszli, zapewne też dyskutowali nie tylko co i o czym mówił Jezus, ale też zapewne rozprawiali, czy to o czym mówi jest zgodne z życiem jakie prowadził. Zastanawiali się też zapewne nad samym sobą, jaki plan Jezus ma względem niech w zapewne nieodległej przyszłości. Ta dyskusja na temat Pana Jezusa nie zamykała się tylko do kręgu samych apostołów. Na Jego temat dyskutowali też ci, którzy przychodzili, aby Go słuchać, ci którzy chcieli zostać uzdrowieni, sami uzdrowieniem, ale również i ci, którzy Jezusa nienawidzili. Chrystus – jednym słowem – był bardzo popularny. Nie potrzebował on reklamy, bo wszystko, co czynił, albo wzbudzało radość, wiarę, optymizm, albo… nienawiść.

Jezus wzbudzał sensacje, ożywienie, zainteresowanie, a przede wszystkim emocje. Dziś bardzo wielu ludzi szuka „klucza” jak być znanym i popularnym, nie tylko w swoim środowisku, gdzie przyszło im żyć, ale i na całym kraju a nawet świecie. Choćby tak, jak np. Peter Axworthy. Jego powieść nosiła tytuł: „Miłość zwycięża”. Niestety nikt jej nie kupował, książka zatem zalegała na półkach księgarń. Axworthy postanowił zatem sobie pomóc. W różnych wielonakładowych gazetach kazał umieścić następujące ogłoszenie: Milioner, lat trzydzieści, sportowa sylwetka, miłośnik muzyki, ożenię się z dziewczyną, która podobna jest we wszystkim do bohaterki powieści „Miłość zwycięża”. Sukces ze sprzedaży książki nie kazał na siebie długo czekać. Po tygodniu wszystkie egzemplarze zostały rozprzedane. Axworthy, tak jak sobie wymarzył, został popularny, osiągnął sukces i stał się bogaczem.

Chrystus również był popularny, ale wcale nie musiał używać takich sposobów, aby tę popularność zdobyć. Nie musiał używać medialnych „tricków”, aby zagościć w ludzkich sercach i umysłach. Niemniej był jednak bardzo popularny. Dlatego pojawia się Jego pytanie do apostołów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” To pytanie było dla uczniów zapewne czymś zaskakującym. Jezusie  krążyły różne opowieści i opinie, nie tylko z Jego kręgu, ale też i spoza niego. Okazuje się też, że różne są zdania – i są one podzielone – na Jego temat. „Jedni uważali Chrystusa za Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza, a jeszcze inni za Jeremiasza, albo jednego z proroków”.

Gdy apostołowie zebrali i przedstawili te opinie Jezusowi, on zadaje dokładnie takie samo pytanie, ale im samym. Chce znać ich opinie, a nie anonimowych innych. Chrystus nie zmienia pytania, ale raczej zmienia opiniotwórcę: z niezidentyfikowanego tłumu, w większości poróżnionego, skłóconego, krzykliwego, znającego pół, a może i mniej prawdy, przechodzi na konkretne osoby. Kieruje pytanie i chce odpowiedzi nie od anonimowej grupy osób, ale konkretnej osoby. Chrystus wie, że bezimienny tłum ma wielką moc zarówno budowania, ale też i niszczenia. Dlatego tak ważny dla niego był pojedynczy człowiek, jego opinia, odczucia, słowa, które wyrażają uczucia. Zwłaszcza opinia ludzi, którzy byli przy Nim była bardzo istotna. Dla Chrystusa ważna była opinia ludzka, która jak sami wiemy, często jest bezlitosna, ale przede wszystkim interesował go konkretny człowiek z jego pytaniami, opiniami, problemami, dylematami oraz tym, czym żył.

Z tego tłumu, oraz 12 apostołów zabiera głos Piotr. Ujawnia się jako ten, który przewodzi temu tłumowi. Mówi od serca: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Ta jego odpowiedź była inna niż te, które podawali ludzie, bo zwarta w niej została nie tylko prawda uznająca mesjańskie posłannictwa Chrystusa, ale także wyznanie synostwa Bożego. Tę prawdę przekazał nam tylko Ewangelista Mateusz (16, 13-20). Co ciekawe, że inni Ewangeliści na ten temat milczą…

Następnie z ust Chrystusa słyszymy „zapowiedź prymatu Piotra”. To właśnie on usłyszał, że jest błogosławiony, czyli „szczęśliwy”, ponieważ to on właśnie został wybrany „narzędziem” w ręku Pana Boga. On: Szymon, bo tak miał na imię przed powołaniem na apostoła, syn Jony, teraz zaś Piotr, czyli Opoka jest tym, na którym zostanie zbudowany Kościół: „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego”. Bardzo ważna i odpowiedzialna funkcja. Za każdym razem, gdy patrzymy na obrazy, na rzeźby i ikonografię, to tam, gdzie jeden apostoł trzyma klucze, od razu wiemy, że są to symbole władzy otrzymanej w Kościele: „Cokolwiek on zwiąże lub rozwiąże na ziemi otrzymał potwierdzenie w niebie”. Ta władza jest przekazywana z wieku na wiek. Każdy Papież jest następcą Piotra, ale on jest przede wszystkim zastępcą Chrystusa tu na ziemi.

Zastępca Chrystusa – z tym stwierdzeniem łączy się zabawna, ale jednocześnie prawdziwa historia, która miała miejsce za czasu pontyfikatu Jana XXIII, który zwany był „Papieżem uśmiechu”, nie tylko dlatego, że sam ciągle się uśmiechał, ale przyczyniał się do uśmiechu innych ludzi. Kiedyś stał on grzecznie i cierpliwie czekał przed szpitalem pod wezwaniem Ducha Świętego. Wcześniej nacisnął guzik dzwonka. Szpital był prowadzony przez siostry zakonne. Siostra, która miała dyżur na furcie zakonnej, gdy tylko zobaczyła Papieża, bardzo szybko pobiegła po przełożoną. Te przyszła bardzo szybko, lekko podenerwowana. Niespodziewana wizyta i to na takim szczeblu nie zdarzyła się jeszcze nigdy w szpitalu Świętego Ducha. Przełożona od razu chciała się przedstawić. – Jestem przełożoną Ducha Świętego – powiedziała. Papież Jan XXIII uśmiechnął się życzliwie i serdecznie i powiedział: – Tak daleko, to ja jeszcze nie zaszedłem. Jestem „tylko” zastępcą Jezusa Chrystusa…

Jestem tylko zastępcą Jezusa Chrystusa… Ta prawda właśnie daje nam pewność co do tajemnicy naszego spotkania z Bogiem w czasie sakramentu spowiedzi. Cokolwiek zostanie rozwiązane, czyli inaczej odpuszczone tu na ziemi, zostanie odpuszczone w niebie.

Dziękujmy Bogu za dar Jego przebaczenia nam ludziom, którzy mimo, że wciąż błądzimy, ciągle jednak mamy „furtkę z kluczem” dzięki której bliżej dotykamy miłości samego Boga. Dziękujmy w sposób szczególny za dar sakramentu spowiedzi.

Mt 16, 13-20

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»

A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».

Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»

Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».

Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».

Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.