Do mistrza przyszedł człowiek z następującym problemem: „- Mistrzu, ja tego nie rozumiem. Przyjdziesz do biednego, to jest on serdeczny i gotowy do pomocy, gdzie tylko może. Przyjdziesz do bogatego, to nawet cię nie zauważy. Co jest z tym pieniądzem?”. Mistrz pomyślał przez chwilę, a potem rzekł: „- Podejdź do okna! Co widzisz?”. „- Co widzę? Góry, rzeka, ludzie pracujący w polu, wóz, który jedzie na jarmark, śmiejące się dzieci, które grają w piłkę”.  „- Dobrze. A teraz podejdź do lustra! Co widzisz?”. ” – Hmmm… Co mam widzieć? Siebie samego…”. „- Popatrz: okno jest zrobione ze szkła i lustro jest zrobione ze szkła. Wystarczy tylko trochę srebra z jednej strony i już widzisz jedynie siebie…”.

Dziś słyszymy słowa Jezusa, przekazane nam przez Ewangelistę Marka (Mk 10, 17-30), które bardzo mocno sparaliżowały apostołów. Idąc bowiem za Jezusem spodziewali się konkretnych owoców swojej pracy. Jedni z nich chcieli być popularni i zdobywać pierwsze „teki ministerialne” i drogę kariery zawodowej przy Jezusie (pamiętamy synów Zebeduesza: Jakuba i Jana o których będzie mowa za tydzień), inni zdobywać nowe ziemie, a jeszcze inni liczyli na konkretny zysk – przychód, konkretny pieniądz (Judasz).

Tymczasem Chrystus mówi: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego”. Apostołowie wiedzieli co to znaczy, bowiem w Jerozolimie faktycznie była jedna brama, nazywana: „Ucho igielne”, przez którą to bramę ledwo przechodził człowiek. Zwierze, a zwłaszcza wielbłąd nie maił najmniejszych szans, aby przez nią się prześlizgnąć.

Dla apostołów i innych ludzi wokół nich, którzy słuchali akurat Jezusa, były to słowa szokujące. W ich bowiem kulturze, dostatek materialny był potwierdzeniem błogosławieństwa bożego. Bogactwo było nierozerwalnie związane z obecnością, błogosławieństwem, łaską, które pochodziły od samego Boga. Tymczasem Jezus mówi do młodzieńca: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie”. Czyli dopiero wtedy będziesz miał błogosławieństwo od samego Boga.

Młodzieniec, jak już wiemy, odszedł zasmucony, bo mimo, że miał wiele zasług, to miał jednocześnie wiele posiadłości z których ciężko mu było zrezygnować. Dzięki bowiem tym pieniądzom i ogromnemu majątkowi czuł on siłę, niezależność, samowystarczalność. Nie potrzebował żadnej pomocy. Bogactwa, które posiadał dawały u swobodę w działaniu, prestiż i pozycję w społeczeństwie, wolność w podejmowaniu decyzji wobec siebie i kierowaniu innymi ludźmi. Poprzez wyrzeczenie się swojego majątku, który posiadał, to wszystko mógłby stracić. Nie wiemy skąd ma ten majątek. Czy sam na niego zarobił i też jak, czy może odziedziczył po rodzicach. Jeśli to drugie, to dochodzi kwestia oddania tego wszystkiego, co posiadał, pozbywając się wszystkiego, co wypracowała ciężką pracą rodzina.

Dlatego tak bardzo się zasmucił, gdyż wiedział, że teraz, w tym momencie nie jest gotowy na to, by to wszystko poświęcić i pójść za Chrystusem. Nie mniej, to pragnienie pójścia za Jezusem było obecne w jego sercu. Było też pewnego rodzaju rozdarciem i dylematem przeszywającego jego serce.

Dziś bardzo wiele osób zastanawia się nad wyborem drogi życiowej. I źle się dzieje, jeśli względy materialne, a konkretnie pieniądz, niszczy naturalne predyspozycje, które nazywamy to powołanie. I mowie tu o każdym zawodzie świata. Gdy człowiek podejmuje decyzje podjęcia takiego, a nie innego rodzaju zawodu i to tylko ze względów materialnych i wynagrodzenia, a praca ta potem nie przynosi mu żadnej satysfakcji i radości. wtedy zawsze wcześniej, czy później pojawi się pustka, której nie da sie wypełnić niczym. Rozmijając się z własnym powołaniem, można mieć ogromne pieniądze i majątek, prestiż i poszanowanie, także poczucie wielkich możliwości i wpływów, a zarazem czuć się jak ten ewangeliczny młodzieniec w którym zabrakło odwagi i jednocześnie satysfakcji w podjęciu innego drogi życia, która pozwala na radość z przeżywania każdej chwili własnego życia.

Rabin Mojżesz Leib często powtarzał: „Jak łatwo jest ubogiemu człowiekowi zdać się na Boga. Cóż bowiem innego posiada, na co mógłby się zdać? A jak ciężko jest bogatemu zdać się na Boga. Całe jego bogactwo woła do niego: Zdaj się na mnie!”

Jezus zwraca uwagę na to, że bogactwa przeszkadzają nam w życiu. Chcemy mieć więcej nawet wtedy, kiedy już mamy dużo. Taka już jest natura człowieka. Zdobywając bogactwa tego świata, tracimy często zdrowy rozsądek. Nasz cenny czas poświęcamy wtedy na gromadzenie wielu niepotrzebnych rzeczy. Wpadamy w koło z którego wydawać by się mogło, nie ma wyjścia…

Tymczasem Jezus nie powiedział, że bogaci nie mają szans dostania się Królestwa Bożego. Zwraca jednak uwagę na to, że „zakręcenie” się wokół takiego świata, gdzie materia jest celem samym w sobie, nie jest dobrym rozwiązaniem. Człowiek całej swojej nadziei nie może pokładać w tym co jest ulotne, co dziś jest wydawać by się mogło tak ważne, a jutro już nie. Dlatego warto nasze życie poświęcić czemuś co ubogaca, a nie niszczy naszego życia. Chrystus wzywa do wolności wobec wszystkiego, co przeszkadza nam być ludźmi. Bogactwa tej ziemi pomagają tylko wtedy, kiedy jesteśmy ludźmi… wolnymi.

Ten Ewangeliczny młodzieniec w tym właśnie momencie, kiedy rozmawiał z Jezusem zorientował się, że całą swoją nadzieję , ufność i przyszłość nie pokładał w Bogu, ale w rzeczach materialnych które go otaczały, które do niego należały. Tak naprawdę został w rozmowie z Jezusem skonfrontowany z tym, że jego egoizm, próżność i pycha przekreśliły prawdziwą i bezpośrednią relację do Boga.

Bogactwo ma to do siebie, że wprowadza ślepotę w nasze patrzenie na rzeczywistość. I nie chodzi o same pieniądze, czy kosztowności, ale poczucie władzy, która odbiera nam często rozum. Traktujemy wtedy innych jako źródło niebezpieczeństwa i wrogów dla naszego życia. Władza, pieniądze, pogarda dla życia ludzkiego – to one często zmieniły nie jedno życie w piekło i to tu na tej ziemi.

John Rockefeller (1839 – 1937), twórca ogromnej fortuny, znanych fundacji dobroczynnych, na krótko przed swoją śmiercią, będąc stuletnim niemal starcem, powiedział do swego przyjaciela: „– Czy wiesz, kto jest najbiedniejszym na ziemi? Powiem ci. Ten, kto nie ma nic oprócz pieniędzy”.

Jezus widział dokładnie, że bożków „władzy i pieniędzy” nie da się tak łatwo wyplenić z ludzkiego serca. Władza i pieniądz dają bowiem poczucie siły i niezniszczalności, a któż nie chciałby mieć mocy władania nad innymi. Wielu ludzi daje się złapać w sidła niewoli i nie jest w stanie „odkleić” się od stołka władzy. Wydaje im się, że tylko on daje pełnię życia i to nie tylko tu na ziemi, ale i tam daleko, w niebiosach. „Będziecie jak Bóg” – skąd my to znamy. Historia lubi się wciąż powtarzać. I tak dzieje się w nieskończoność. Nic nowego…

Sokrates – jak przystało na prawdziwego filozofa – wierzył, że pierwotny instynkt ukierunkowany jest na życie proste i ubogie. Sam nie nosił nawet sandałów, chodził boso. A mimo to ciągnęło go (może jak wilka do lasu?) wciąż na rynek i lubił oglądać wystawione tam towary i przedmioty.

Zapytany przez przyjaciół, dlaczego to robi, odpowiedział: – Chodzę tam chętnie, aby stwierdzić, ile rzeczy istnieje na świecie, bez których mogę się bez trudu obyć.

Wolność od rzeczy materialnych to podstawa naszej egzystencji. Nie zatrzymujemy się bowiem nad tym, co nie jest istotne, ale za to, nasz rozum, duch i ciało kierujemy ku sprawom duchowym, wiecznym, nieprzemijającym. W naszym dążeniu do nieba przecież nie potrzebujemy wiele. Szczególnie rzeczy materialne nie powinna zaśmiecać nam umysłu.

Jezus wie, że ludzie ubodzy to nie Ci, którzy nie mają pieniędzy, ale Ci, którzy nie mają znikąd ratunku. To Ci upuszczeni i osamotnieni, którzy zdani są na łaskę i niełaskę innych ludzi. Nie są samowystarczalni, ale wciąż zależni od czyjegoś humoru i samopoczucia. Ciągle błagający o litość w walce o każdy dzień życia. Jezus im daje siebie, czyli nadzieję. Wtedy ich codzienny los nie jest już taki ciężki, poszerzający granice rzeczywistości.

Kiedy rabinowi wyznał bogaty człowiek, że jada tylko chleb z solą i z wodą, ten zawołał z oburzeniem: – Ależ człowieku, tyś powinien jeść pieczeń i pić miód, jak wszyscy bogacze! I ów człowiek musiał mu uroczyście przyrzec, że go posłucha i będzie dbał o stół.

Kiedy odszedł, wszyscy uczniowie chcieli wiedzieć, dlaczego otrzymał takie niezwykłe polecenie. – Dopiero, gdy zacznie jeść mięso – odparł rabbi zrozumie, że biedak powinien jeść chleb; jak długo je chleb, myśli, że biedak może jeść kamienie.

Z pieniędzmi źle, a bez pieniędzy jeszcze gorzej – chce się powiedzieć. Nadmiar pieniędzy nie pozwala nam być ludźmi wolnymi, a ich brak robi z nas niewolników życia i innych ludzi. Jak znaleźć złoty środek? Jak odnaleźć się w machinie popytu i podaży? Życie nie może przecież „kręcić” się tylko wokół pieniędzy. Ale nie można o nich zapominać, bo są one nieodłącznym elementem naszego codziennego życia.

Podpowiedzią niech będą słowa św. Ignacego Loyoli, który w swojej małej książeczce Ćwiczeń Duchowych, w numerze 23 bardzo jasno i precyzyjnie mówi jak powinna wyglądać relacja człowieka do Boga, ale też i do rzeczy materialnych. Zawarł on to w „Zasadzie pierwszej i podstawowej, tzw. Fundamencie”, który brzmi tak:

„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.

Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony.

Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu”.

Oby każdy z nas w słowach św. Ignacego znalazł sposób na świadome przeżywanie swego życia. Oby materia i bogactwo nie przyćmiły nam Pana Boga, ale pomagały w odkrywaniu Jego miłości względem każdego z nas.

Wartość człowieka

Czymże dla Ciebie jest wartość człowieka?
Majętność, rozum, czy jego uroda ?
Pieniądz łatwo stracić, uroda ucieka,
Rozum bez serca jak bez tlenu woda.

Po cóż ci pieniądz, gdy jesteś samotny.
Po cóż, gdyż nie masz kogo kochać przeto:
Majętność, uroda, rozum- stan ulotny.
Miłość na to wszystko kładzie veto!

To nie dla Ciebie ptaki snują pieśni,
To nie dla Ciebie łzy na cudzej twarzy,
Cud zakochania ci się nawet nie śni,
Prawdziwa miłość ci się nie marzy.

I nie ma sensu twoje istnienie,
Gdy nie masz komu podać swojej dłoni,
Bo przecież miłość jest niczym zbawienie,
Nie za pieniądzem twoje serce goni.

Mk 10, 17-30

Rada dobrowolnego ubóstwa

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»

Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».

On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».

Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego».

A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?»

Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».

Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą».

Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym».

Ucho igielne

Co można zrobić, by osiągnąć szczęście? Nie ma nic  takiego, co ty albo ktokolwiek inny mógłby zrobić. Dlaczego? Dla tej prostej racji, że ty już teraz jesteś szczęśliwy. Jak więc możesz osiągnąć coś, co już w tej chwili posiadasz? Jeśli tak jest, to dlaczego nie doświadczasz tego szczęścia, które już teraz jest twoim udziałem?

Ponieważ twój umysł nieustannie jest dla ciebie źródłem nieszczęścia. Wyrzuć to nieszczęście z twego umysłu, a uczucie szczęścia, które zawsze było w tobie, dojdzie do głosu. Jak może człowiek pozbyć się nieszczęścia?

Znaleźć jego przyczynę i niewzruszenie się w nią wpatrywać. Samo zniknie w sposób automatyczny. Jeśli będziesz patrzył uważnie, to zobaczysz, że jest tylko jedna rzecz, i to tylko jedna, która jest przyczyną nieszczęścia. Nosi ona imię: przywiązanie. Co to jest przywiązanie? Emocjonalny stan kurczowego przywiązania wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Ten emocjonalny stan przywiązania składa się z dwóch elementów: jednego pozytywnego i drugiego negatywnego. Pozytywnym elementem jest błysk przyjemności i podniecenia, wzruszenie, jakiego doświadczasz w chwili osiągnięcia tego, czego pragniesz. Negatywnym elementem jest poczucie zagrożenia i napięcia, które towarzyszy każdemu przywiązaniu. Pomyśl o więźniu w obozie koncentracyjnym, który zdobył trochę pożywienia; jedną rękę kieruje do ust, a drugą ochrania pożywienie przed sąsiadem, który mógłby mu je porwać w chwili nieuwagi. Oto masz przed sobą doskonały obraz osoby zniewolonej przywiązaniami. Tak więc przywiązanie ze swej natury czyni cię podatnym na emocjonalne zamieszanie i zawsze grozi rozbiciem twego wewnętrznego spokoju. Jak możesz się spodziewać, by osoba zniewolona przywiązaniami była w stanie wejść do tego oceanu szczęśliwości, który nazywamy królestwem Bożym? Równie dobrze możesz oczekiwać, by wielbłąd przeszedł przez ucho igielne!

Tragedia każdego przywiązania polega na tym, iż jeśli jego przedmiot nie zostanie osiągnięty, to staje się przyczyną nieszczęścia. Jeśli jednak go osiągniesz, nie stajesz się szczęśliwy – zwykle jest źródłem krótkich przyjemności, po których następuje znudzenie; towarzyszy mu zawsze, co jest oczywiste, lęk, iż można go utracić. Pewnie zapytasz: „Czy nie mógłbym zatrzymać choć jednego przywiązania?” Ależ oczywiście. Możesz zatrzymać ich jak wiele tylko chcesz. Ale ceną zatrzymania każdego z nich będzie utrata szczęścia. Pomyśl tylko: natura przywiązań jest taka, że nawet jeśli zaspokoisz wiele z nich w ciągu jednego dnia, to jedno przywiązanie, którego nie uda ci się zaspokoić, będzie cię dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Wygranie walki z przywiązaniami jest sprawą niemożliwą.

Podobnie jak szukanie wody bez wilgoci, tak istnienie przywiązania bez jednoczesnego poczucia nieszczęścia. Jeszcze nie narodził się taki człowiek, który znalazłby receptę, jak można zatrzymać pożądane przedmioty bez walki, obaw, lęków, wcześniej czy później nie ponosząc klęski. Istnieje tylko jeden sposób wygrania walki z przywiązaniami – odrzucenie ich. Przeciwnie do tego, co się powszechnie wydaje, odrzucenie przywiązań jest rzeczą łatwą. Jedyne, co trzeba zrobić, to widzieć, ale naprawdę widzieć następujące prawdy. Pierwsza prawda: Trzymasz się fałszywych przekonań, mianowicie jesteś pewien, że bez niektórych osób i rzeczy nie możesz być szczęśliwy.

Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniom i zobacz fałszywość takiego przekonania. Możesz się spotkać z oporem własnego serca, ale w momencie, w którym to zobaczysz, dokona się natychmiastowa uczuciowa zmiana. W tej samej chwili przywiązanie straci swoją siłę. Druga prawda: Jeśli ciesząc się różnymi sprawami, odrzucisz jednocześnie przywiązanie do nich, inaczej mówiąc, gdy odrzucisz fałszywe przekonanie, że bez nich nie możesz być szczęśliwy, to zaoszczędzisz sobie wszystkich tych walk i emocjonalnego napięcia, które powstaje zawsze, gdy zapragniesz je ochronić zachować tylko dla ciebie. Jeśli chcesz zatrzymać wszystkie rzeczy, do których jesteś przywiązany, nie rezygnując z nich, choćby z jednej z nich, i cieszyć się nimi coraz bardziej, trzeba by radość, której one są źródłem, była oparta nie na przywiązywaniu się do nich kurczowym trzymaniu się ich. Tylko wtedy zachowasz wewnętrzny spokój i w sposób nią zagrożony będziesz się mógł nimi cieszyć.

Trzecia i ostatnia prawda: Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, to nie przywiążesz się kurczowo do jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli nie dostaniesz któregoś z nich. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, to utrata jednego nie zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego szczęścia. Nie są to właśnie twoje przywiązania, które uniemożliwiają ci szerszy i bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia smakowania rzeczy i ludzi.

W świetle tych prawd nie może przeżyć żadne przywiązanie. Ale ich światło musi świecić nieprzerwanie, jeśli ma być ono skuteczne. Przywiązania mogą się rozwijać tylko w ciemności iluzji. Bogaty człowiek nie może wejść do królestwa radości nie dlatego, by był on złym człowiekiem, ale dlatego, że zdecydował się na pozostanie ślepym.