Ojciec Lacardaire w trakcie wykładu na temat ćwiczeń duchowych, który wygłaszał w pewnym zakonie żeńskim, wyjaśnił następującą myśl: każda dusza winna rozkwitać, wykorzystując możliwie najlepiej sytuację w jakiej się znalazła. – „Wiecie przecież doskonale” – dodał – „że róże potrzebują słońca, podczas gdy hortensje, jeśli mają dobrze rosnąć, trzeba uprawiać w miejscu zaciemnionym”. Po zakończeniu nauki podeszła z podziękowaniem jakaś bardzo wzruszona siostra zakonna: – „Cóż za wspaniała nauka, wielebny ojcze. Od dawna już zastanawiałam się, dlaczego moje hortensje nie chcą się przyjąć…”

W naszym codziennym życiu mają miejsca różne spotkania. Są te zwykłe codzienne, które przelatują jak wiatr, osoby o których szybko zapominamy, ale są i takie, które długo pozostają w naszej pamięci. Nawet można powiedzieć, że pozostają w naszej głowie przez całe nasze życie. Zapewne każdy z nas ma osobę, która jest blisko naszemu sercu. Osobę, którą się interesujemy nie po to, aby tylko dowiedzieć się o niej cokolwiek i wpisać ją na listę znanych nam ludzi, ale przede wszystkim dlatego, bo w niej „coś jest”, „coś z niej emanuje”, jakaś siła ducha, która przyciąga, która intryguje i zastanawia, która równocześnie daję siłę, moc i radość. Smutna jest taka osoba, która nigdy takiej osoby nie spotkała – musi nadal szukać.

Taką osobę w swoim życiu spotkali Apostołowie, a był nim Jezus, który stał się całą nadzieją tej garstki uczniów. Przez 3 lata wciąż odkrywali oni tajemnicę Jego przyjścia na świat. Niestety ich umysły były tak przesiąknięte sprawami ziemi, że Królestwo, które głosił Chrystus, było wciąż było przez nich odkrywane jako ekspansja zdobywania i to siłą kolejną lądów i ziemi. Nie mniej to właśnie w Chrystusie uczniowie widzieli ogromną szansę i nadzieję zmiany dotychczasowego życia.

Przykładem takiej przemiany, po odkryciu Chrystusa w swoim życiu jest Brian Sternberg. Ten chłopak w 1963 roku był mistrzem świata w skoku o tyczce i mistrzem Stanów Zjednoczonych w skokach z trampoliny. Pewnej nocy, w czasie jednego z treningów, spadł tak nieszczęśliwie z trampoliny, że został całkowicie sparaliżowany. Po tej tragedii długo nie mógł się pogodzić ze swoim losem. Był zgorzkniałym, młodym człowiekiem. Jednak dzięki wierze doznał głębokiej przemiany.

5 lat później przyjaciele wnieśli Briana na scenę audytorium Kolorado. Ręce i nogi zwisały mu bezwładnie. Ważył zaledwie 45 kilogramów. Przyjaciele ułożyli go na wózku, podparli poduszkami i przybliżyli do ust mikrofon. Brian zaczął mówić spokojnym, cichym głosem:

„Drodzy przyjaciele… Proszę Boga, aby nie spotkało was nigdy to, co mnie się przydarzyło… Modlę się i proszę Pana, byście nigdy nie zaznali bólu, który mi na co dzień towarzyszy. Oto moja nadzieja i moja modlitwa: oby się wam nigdy nie przytrafiło to, co mnie spotkało. Chyba – drodzy przyjaciele – że to doświadczenie postawi Boga w centrum waszego życia…” Brian Starnberg był żywym przykładem mocy zmartwychwstania przemieniającej życie człowieka.

Tej samej przemiany doświadczyli apostołowie. Widzimy ich zupełnie załamanych, a nawet wręcz zdruzgotanych, rozbitych i w bólu po stracie swojego mistrza. I do takich ludzi – takiego słabego ducha, przychodzi Zmartwychwstały Jezus. Przychodzi „tylko” z dwoma słowami: „Pokój wam”. Nie przychodzi z krzykiem czy dąsem, którym mógłby zarzucić apostołom niewierność, czy brak zaufania Jego słowom. Nie!!! Przychodzi z nadzieją, która objawia się właśnie w tych słowach: „Pokój wam”. Są to słowa, które mają wprowadzić zwłaszcza w sercu i umyśle pokój, a nie wywoływać wojny słów. Wymiana niekontrolowanych słów i krzyk nigdy w życiu do niczego dobrego nie prowadzą.

Tak właśnie zaczyna się misja Kościoła. Tak zaczyna się nowa droga, którą rozpoczęli iść apostołowie. Swoim słowem i przykładem życia mają świadczyć o Chrystusie zmartwychwstałym poprzez wprowadzanie w ludzkie serca i życie słowa Jezusa: „Pokój wam”. Gdzie indziej Jezus mówił: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…”. Są to osoby, które:

– wiedzą, że człowiek ma dłonie, by przebaczać, a nie pięści do bicia;
– mają uszy, aby usłyszeć potrzebujących, a nie by wsłuchiwać się w obmowy;
– mają oczy, aby widzieć ludzką biedę, niesprawiedliwość, a nie widziały tylko siebie samego.

Tam, gdzie mieszka przemoc nie może zamieszkać pokój. Phil Bosmans pisze: „Codziennie podkładamy tysiące bomb: w myślach, uczuciach, słowach, obrazach, w pewnego rodzaju zachowaniach, przez które ludzie zostają poniżeni, odrzuceni, zranieni i okaleczeni. Wszystkie rodzaje broni, od maczugi poprzez nóż, aż po rakietę nuklearną, mają swoje źródło i początek w naszych myślach, w sposobie bycia z innymi – w naszym małym prywatnym i tym wielkim świecie”. Tymczasem chrześcijanin powinien iść tam, gdzie nie ma żadnego światła (pokoju), aby samemu świecić (nieść pokój) – powiedział Reinhold Schneider.

Zapytajmy siebie samych: czy wprowadzam pokój w swoim sercu i czy ten pokój udziela się innym? Może go jeszcze szukam? Jeśli tak, to jaką przyjął formę?

Kardynał Leo Suenens modlił się tak:

„Panie, daj nam oczy, by widzieć, serce, by kochać
i oddech, by przetrwać.
Gdy Cię prosimy o oczy, to błagamy usilnie,
daj nam Twoje oczy, abyśmy widzieli tak, jak Ty widzisz ludzi,
świat i historię, naszą własną historię.
Daj nam serce, bo kochać, serce z krwi nie z kamienia,
abyśmy kochali Boga i ludzi.
Daj nam Twoje tchnienie do modlitwy z głębin,
do modlitwy, której Ty jesteś natchnieniem,
która rodzi się w nas, która tęskni za Pełnią Pana,
i woła o Twój powrót”.

Łk 24, 35-48

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»

Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.

Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.

I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».