Nasze oczekiwanie na przyjście Pana dobiega już końca. Za kilkanaście godzin w gronie najbliższych osób będziemy łamać się opłatkiem, składać sobie najlepsze życzenia, śpiewać kolędy. Tak było rok temu, pięć, dziesięć czy pięćdziesiąt. I ktoś może powie: minie to i wszyscy wrócimy do obowiązków dnia codziennego. Po co to wszystko?

Ten specjalny czas Adwentu i samo Boże Narodzenie, gdzie skupiamy się na tajemnicą Narodzin Chrystusa jest przestrzenią refleksji nad naszym życiem, nad samym sobą. Tymi codziennymi dniami, które pozwolą nam podliczyć kiedyś lata naszej drogi na tej ziemi. Bez refleksji, a więc też czasu, który pozwala nam ucieszyć się tym, co było, nasze życie byłoby „martwym doświadczeniem szarości życia, egzystowanie jak warzywo, które czeka na moment, kiedy przyjdzie na nas czas. Właśnie nasz rozum, wola, uczucia dają nam możliwość refleksji, ale i ucieszenia się tym, co za nami, tym co dzieje się tu i teraz, ale i tym, co przed nami. Każdy z nas staje przed Tajemnicą przyszłości, która potrafi sparaliżować człowieka, zmącić jego umysł, przestraszyć, wprowadzić lęk w serce.

Tego doświadczyła Maria, gdy została poinformowana przez anioła: „Oto poczniesz i porodzisz syna”, ale też i jej mąż Józef: to on został postawiony wobec faktu, że bez jego udziału, Maryja stała się matką. Powszechne jest przekonanie, że tam, gdzie działa Pan Bóg, tam zawsze wszystko jest jasne, proste, pewne, bez problemów czy kłopotów. Tymczasem trzeba powiedzieć, że tak nie jest!!! Bo przed nami jest Tajemnica. Tylko od czasu do czasu gwiazda Betlejem jest w stanie rozjaśnić fragment drogi na której się znajdujemy, kierunek i miejsce w które mamy iść.

Bywają jednak dłuższe okresy w których Bóg doświadcza uczciwość i wytrwałość człowieka. Kształtuje też jego wiarę, nadzieję i sprawiedliwość. Czytając początek Ewangelii św. Łukasza widzimy, że Józef mógł z żalem i pretensją, a nawet złymi emocjami sięgającymi nienawiść, gniew i irytację, zareagować na to, co usłyszał z ust Maryi. Zdarzył się przecież – tak po ludzku biorąc – jawna niewierność. Patrząc po ludzku miał on ku temu prawo, aby oddalić, zostawić Maryję. On tego nie robi, bo wybrał… szacunek. Szacunek dla osoby, którą kochał. Jest wierny miłości. Zastosował też chyba mądrość, którą głosił kiedyś pewien… Indianin (opowiadanie pt. „Trzy fajki”).

Pewien stary i mądry wódz indiański dawał taką radę porywczym młodzieńcom swego plemienia:

– Gdy jesteś rozgniewany na kogoś, kto śmiertelnie ciebie obraził i postanawiasz go zabić, by wymazać hańbę, zanim to uczynisz, nabij tytoniem fajkę i wypal ją.

Gdy skończysz palić „pierwszą fajkę” stwierdzisz, że śmierć byłaby jednak zbyt surową karą za popełnioną winę. Przyjdzie ci na myśl, że zaaplikować będzie trzeba solidne baty.

Jednak nim pochwycisz kij, usiądź i nabij „drugą fajkę” i wypal ją do końca. Pomyślisz wówczas, że mocne i soczyste obelgi będą mogły świetnie zastąpić baty.

Otóż, gdy już będziesz miał pójść i zwymyślać osobę, która ciebie obraziła, usiądź i nabij „trzecią fajkę”, wypal ją, a gdy to zrobisz, będziesz miał jedynie ochotę pogodzić się z tym człowiekiem.

Oczywiście, podając tę przypowieść nie zachęcam nikogo do palenia fajki, ani nawet papierosów. Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem tych używek w codziennym życiu z jednego prostego względu: szkoda zdrowia. To, co chciałbym raczej powiedzieć to, że przy każdy nieporozumieniu dajmy sobie czas, który jest najlepszym lekarstwem na bolączki w naszych relacjach. Czas przynosi radę. Należy oczekiwać jej cierpliwie. Bywa, że trzeba zawierzyć chwili. Jednak trzeba też pamiętać, że czas jest ” „bezwzględnym rzeźbiarzem ludzi”.

Maryja była niewinna i w tę prawdę Józef uwierzył. Ufał jej, bo na to zasługiwała. Przez ten szacunek okazał się być godnym wziąć odpowiedzialność za Syna Bożego i Jego Matkę.

Obrączka ślubna jest znakiem miłości i wierności. Niestety, czasem miłość i wierność mogą się w burzę zamienić. W każdym małżeństwie nadejść mogą dni bardzo krytyczne, kiedy wydaje się, że wszystko już stracone. Nieraz przez głupotę czy zazdrość nastąpi rozłam. Szczeliną wlewa się w twe serce i twój dom ciemna noc… Wówczas pozostaje jedyny ratunek – otwarcie się na światło przez pojednanie w przebaczeniu.

Nigdy nie jest za późno na pojednanie,
gdyż nigdy nie jest za późno, by kochać,
i nigdy nie jest za późno, by być szczęśliwym.

Przed nami ostatnie godziny Adwentu. W przygotowaniu do spotkania z Chrystusem pamiętajmy, że przechodzimy czas próby, gdzie warto pamiętać o drugim człowieku, okazać mu szacunek i pojednanie, szczególnie tam, gdzie jest ono potrzebne. Zwłaszcza tym najbliższym naszemu sercu. Niech to będzie matka, ojciec, córka, syn, siostra, brat, żoną, mąż, przyjaciel. Także ta osoba o której już dawno zapomnieliśmy, wymazaliśmy z naszej pamięci.

Warto zatrzymać się o choć troszkę albo nawet dłużej wsłuchać się w drugiego człowieka, bo często w zabieganiu nie słyszymy kto i co mówi. Okres Bożego Narodzenia, a także okres pojawiającego się Nowego Roku (tym razem 2018) to chwila, gdzie powinniśmy mieć czas dla Boga, dla ludzi i siebie samego, a nie czasem biegania za rzeczami, które są tylko namiastką szczęścia. Prezent świąteczny jest bardzo ważny, bo jest symbolem pamięci o drugim człowieku. Ważne jest jednak to, żeby nie stał się on jedyną rzeczą, którą zapamiętamy w czasie tych Świąt.

Życzę Wam wszystkim wiele radości i szczęścia. Pokój w sercu to istota tych Świąt. Pamiętajmy, że szacunek wobec innych buduje pokój na ziemi. Jednocześnie z optymizmem patrzcie w to, co przed Wami. Chrystus zachęca nas we wsłuchanie się w nasze serce – anioła miłości, który podpowie nam co i jak mamy czynić.

Łk 1, 26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja.

Wszedłszy do Niej, Anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami ». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie on wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».

Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»

Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. a oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».

Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego».

Wtedy odszedł od Niej Anioł.