W 1842 roku Kongres nie potraktował poważnie Samuela Morse’a, który przedstawił swoje plany zorganizowania systemu telegraficznego, obejmującego cały kraj. Jeden z senatorów wyraził nawet opinię, że Morse jest człowiekiem „umysłowo chorym”. W 1876 roku dyrektor jednej ze spółek wyśmiał Alexandra Grahama Bella, nazywając wynaleziony przez niego telefon „bezużyteczną zabawką”. Podobnie w 1878 roku, brytyjski parlament wyśmiał plany Thomasa Edisona związane ze światłem elektrycznym nazywając jego wynalazek „niezasługującym na uwagę” środowiska naukowego. W 1908 roku ludzie wykpili Billy Durant’a sugerującego, że pewnego dnia samochody zastąpią konia i powozy. Dwaj młodzi chłopcy z Cleveland wymyślili sławnego później „Supermana”, bohatera komiksów. Na początku jednak spotkali się ze strony wydawcy z ostrą krytyką swoich pomysłów, nazwanych „głupimi” i „nie do przyjęcia”. W końcu odstąpili swoje prawa autorskie związana z rysunkami za niewielką sumę $130. W czasach, kiedy Jezus żył na ziemi, wiele Jego wskazań (m.in. „miłujcie nieprzyjaciół swoich”) uważano za „niemądre” lub „zasadniczą pomyłką”. Wielu ludzi nadal nie traktuje tych wskazań poważnie.

Dziś Chrystus mówi takie słowa: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony”. Prawdopodobnie Thomas Carlyle niewiele się mylił twierdząc, że „gdyby Jezus dziś przyszedł na ziemię, ludzie nie ukrzyżowaliby Go. Zaprosiliby Go na przyjęcie, wysłuchaliby to, co ma do powiedzenia, a później bo Go wyśmiali za Jego plecami”.

I jak wiemy, już za czasów Jezusa byli tacy, którzy chcieli pochwycić Go na mowie, wyśmiać i skazać na śmierć. Byli to Faryzeusze i Uczeni w Piśmie dla których Jezus był niewygodny. Ale byli także i tacy, którzy zaufali Jezusowi i zobaczyli, że słowa, które głosił są prawdziwe i są czystą prawdą. Należeli do tej grupy uczniowie, a także m.in. jeden z dostojników żydowskich i imieniu Nikodem.

Dzisiejszy fragment Ewangelii Jana (3, 14-21) przedstawia nam piękną rozmowę Jezusa z tym właśnie człowiekiem, Nikodemem, który obserwował Jezusa, słucha tego, co miał do powiedzenia. Któregoś dnia tak bardzo napełniony wątpliwościami i pytaniami nie wytrzymał i odważył się pójść do Jezusa nocą. Tę porę uznał za najlepszą do spotkania z Nauczycielem. Nikodem był faryzeuszem. To bardzo ważna informacja o tym człowieku. Zapewne dużo go kosztowało sił, aby nie ulec presji swojej grupy, myślenia tylko tak jak oni, tzn. wysłuchania i wyśmiania tego, co miał do powiedzenia drugi człowiek. Było to możliwe tylko dlatego, bo Nikodem szukał prawdy. Chciał zbliżyć się do niej nawet za cenę wyśmiania. Przez to przełamał w sobie tendencję do klasyfikowania, ustawiania i szufladkowania innych ludzi, a także wyśmiania tego, co drugi człowiek ma do powiedzenia. Szufladkowanie, to zaliczenie kogoś lub coś do jakiejś kategorii mechanicznie, według utartego schematu i tak niestety wygląda ludzkie postrzeganie rzeczywistości. Wszystko szufladkować i kategoryzować. Nawet Boga, nawet ludzi z ich zachowaniami i ich upodobaniami. Niektórzy nie pojmują, że nie wszystko można zmieścić w szufladach. Szufladkowanie to lęk przed nowym, a także – można tak powiedzieć – przed tym, co daje nam drugi człowiek, ale także i przede wszystkim Bóg.

Samuel Morse’ (twórca systemu telegraficznego), Alexander Graham Bell (twórca telefonu), Thomas Edison (twórca światła elektrycznego), czy Billy Durant (twórcy idei nowego systemu transportowego), wszyscy oni zostali wyśmiani w swoich czasach i to przez ludzi, którzy im nie uwierzyli. Dziś każdy z nas korzysta z tych cudów techniki, które jak bardzo ułatwiają nam codzienne życie. Jest to możliwe, bo w końcu znaleźli się i tacy ludzie, którzy wsłuchali się w to, co mówili ci naukowcy i pomogli im w zrealizowaniu ich marzeń.

Ktokolwiek bowiem szuka prawdy w końcu ją znajdzie. Ktokolwiek ma odwagę samodzielnie myśleć, to w końcu zatrzyma się nad propozycją Jezusa. Nie dotyczy ona rzeczy doczesnych, ale przyszłych. Dotyczy życie wiecznego i dlatego tym bardziej warto się nad tym zatrzymać. Można uwierzyć, albo wyśmiać. Wybór zawsze należy do każdego z nas z osobna, indywidualnie.

Nikodem szukał prawdy i ją znalazł. Zmienił tym samym swój sposób myślenia, i tym samym codziennego postępowania. Z niewolnika stał się człowiekiem wolnym, otwartym o odważnym. Jezus dał mu wiarę, nadzieję i miłość, których tak bardzo mu brakowało. Oby każdy z nas miał taką odwagę w szukaniu z pasją tego, co dla niego jest dobre i tak bardzo przydatne, aby to coś dało radość każdego dnia tu na ziemi.

J 3, 14-21

Jezus powiedział do Nikodema:

«Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».