Każdy z nas „został stworzony na obraz i podobieństwo Boga”. Zatem drogi Boga powinny być drogami człowieka. Ćwiczenia Duchowne (ĆD) – św. Ignacego Loyoli, założyciela Towarzystwa Jezusowego (TJ), zakonu jezuitów – precyzują, jak ta droga człowieka do Boga powinna wyglądać. Zasada i Fundament ĆD precyzują: „Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją” (ĆD 23). Wydaje się to proste i łatwe, ale gdy czytamy fragment tekstu Ewangelisty św. Jana (8, 1-11), to okazuje się, jak bardzo daleko jest człowiekowi do poznania logiki, którą posługuje się Bóg. Chyba w żadnym innym fragmencie Ewangelii, poza „Przypowieścią o Miłosiernym Ojcu”, tak bardzo nie jest pokazana konfrontacja ludzkiego i Bożego sposobu widzenia tego świata.

To już raz przerabialiśmy…

Powracając wciąż do przypowieści o „Miłosiernym Ojcu” pamiętamy, jak to przebaczył on wszystkie winy swojemu młodszemu synowi, których ten miał wiele na swoim sumieniu. Gdyby ojciec poddał się logice ludzkiej, temu „ludzkiemu myśleniu i wartościowaniu”, prawdopodobnie nigdy by nie przebaczył. Bo przecież po ludzku było wiele straconych pieniędzy, włożonej osobistej pracy, zszarpanej reputacji i prestiżu w miejscu zamieszkania i pracy zawodowej. Było też ludzkie odtrącenie, skrzywdzenie i zranione zaufanie.. Ojciec, tak jak Bóg, mimo tego wszystkiego, czego doświadczył od syna, to wybacza. Mało tego, cieszy się jak małe dziecko, że oto ten się zagubił, a dziś się odnalazł. Cieszy się bardzo z nawrócenia swojego syna. Ewangelia o kobiecie cudzołożnej, jest również przypowieścią o przebaczeniu.

Konfrontacja…

Jesteśmy świadkami konfrontacji jakiej został poddany Jezus. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, chcieli wykorzystać zaistniałą sytuację (grzech cudzołóstwa kobiety, J 8, 1-11), aby zniszczyć Jezusa. Czyż to nie paradoks, że za pomocą jednego grzechu, chcą wprowadzić drugi, aby osiągnąć swój nikczemnie zaplanowany cel. Bo przecież nie chcieli oni tej kobiety ratować. Celem był Jezus, którego bardzo nienawidzili. Chcieli zniszczyć nie jawnogrzesznicę, ale innego człowieka – Jezusa, który im nie pasował do ich poglądów. Dlatego robili wszystko, żeby się Go pozbyć i wyeliminować z ich zamkniętego świata.

Dlatego wykorzystują zaistniałą sytuację, aby zniszczyć rozmówcę – Jezusa, który dotąd był biernym świadkiem tej zaistniałej sytuacji. Przez sam fakt, że znalazł się On w tym miejscu, planowane jest założenie na niego pułapki.

Takie jest Prawo…

Prawo Mojżesza przewidywało karę śmierci poprzez ukamienowanie dla tych osób, którzy zostali przyłapani na cudzołóstwie. Faryzeusze i uczeni w Piśmie pytają Jezusa celowo, zadając podchwytliwe pytanie, na które – wg prawa – nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli każe ją wypuścić bez jakiejkolwiek kary, oznacza to, że zostanie uznany za tego, który łamie Prawo Mojżeszowe. Jak wiadomo, złamanie tego prawa dawało rozmówcom niezbity argument, aby wyrzucić go „legalnie” ze społeczności lub nawet postawić przed sądem. Jeśli zaś powiedziałby, że ta kobieta powinna zostać ukamienowana, zarzucono by mu łamanie prawa rzymskiego (Galilea była prowincją Rzymu!), które nie przewidywało za ten rodzaj przewinienia kary śmierci.

Dostosowanie się…

Widzimy zatem bardzo wielką „elastyczność”, jaką kierują się faryzeusze i uczeni w Piśmie. Tylko po to, aby dopiąć swego – czyli schwytać Jezusa, zarzucić Mu winę osądzić i w końcu zabić – posługują się zręcznie dobranymi słowami, które mają moc sprawczą tego, na czym im najbardziej zależy: pozbycia się Jezusa.

„Słowa to diabelska pułapka” – powiedział José Saramago – „nam się zdaje, że pozwoliliśmy opuścić naszym ustom tylko to, co nam odpowiada, aż tu nagle pojawia się pomiędzy nimi jakieś niechciane słowo, nie mamy pojęcia, skąd się wzięło, nie wzywano go i to z jego powodu, a nierzadko mamy później problem z przypomnieniem go sobie, kierunek rozmowy raptownie zmiana kurs, zaczynamy potwierdzać to, czemu wcześniej zaprzeczaliśmy, albo vice versa”. W taki własnie tzw. „kozi róg” miał zostać postawiony Jezus, który doskonale wiedział, dokąd prowadzi „nikczemna gra” Jego prześladowców.

W naszym codziennym życiu często można spotkać ludzi, którzy w rozmowie kierują się właśnie taką logiką. Nie przemawiają w takiej rozmowie merytoryczne argumenty, które przybliżają do prawdy, ale przeważnie zwycięża egoizm, zawiść i chęć „podchwycenia” kogoś na słówku, które ma odwrócić od tematu dyskusji. W konsekwencji ma to pogrążyć rozmówcę. Nie szuka się zatem prawdy, lecz destrukcji i zadania ciosu osobie z którą się rozmawia. Szuka się raczej winy i nią próbuje się udowodnić, że ktoś jest winny. Stawienie rozmówcy przed trudnym wyborem powiedzenia: „tak, zgadzam się” lub „nie, nie zgadzam się” często jest postawieniem pod ścianą i kwestią czasu jest, kiedy zostanie wykonany wyrok.

Nastawienie do rozmówcy…

U podstaw zadania podchwytliwego pytania jest zawsze negatywne nastawienie rozmówcy. Widoczna zatwardziałość serca, ciągłe szukanie argumentów, które z góry zakładają udowodnienie zakładanej uprzednio winy… Aby zobrazować to, jak to działa, posłużę się dowcipem, który utkwił mi w pamięci:

Miś z prosiaczkiem płyną łódką po jeziorze. Miś spogląda co chwilę na prosiaczka. Trwa to już dobrą godzinę. Prosiaczek wreszcie zdenerwowany i poirytowany całą tą sytuacją pyta misia: – O co chodzi misiu? Dlaczego tak ciągle na mnie patrzyć „spod łba”? – A, bo wy świnie zawsze coś kombinujecie… – odpowiedział miś.

Prosiaczek i przyjaciele

Ocenianie innych…

Jezus widzi przewrotność ludzi – swoich oskarżycieli i nie poddaje się ich logice myślenia. Wie co ma robić, bo znał ich myśli (Łk 6,8). Wie też, że nienawiść zaślepia i uniemożliwia wydanie sprawiedliwego wyroku. Człowiek, który nienawidzi, nigdy nie zobaczy pozytywnych cech swojego rozmówcy.

Przytoczę tu fragment kazania, które znalazłem w swoich notatkach (przepraszam, że nie zapisałem autora), który myślę, że oddaje doskonale to, o czym mowa…

„Ocenianie drugiego człowieka jest niebezpieczne również i z tego względu, że w swych ocenach patrzymy nieraz przez pryzmat własnej grzeszności. Dla ilustracji przytoczę przykład z życia wybitnego astronoma. Peercival Lowwell prowadząc badania nad systemem słonecznym był szczególnie zafascynowany Marsem. W roku 1877 dowiedział się, włoski astronom odkrył linie na powierzchni Marsa. Lowwell resztę swoich lat spędził przy olbrzymim teleskopie w Arizonie obserwując Czerwoną Planetę i sporządzał mapy kanałów, które zauważył. Był on przekonany, że te kanały są dziełami inteligentnych istot, możliwe, że starszych i mądrzejszych niż istoty ludzkie. Teoria Lowwell’a była dość popularna w tamtym czasie. Dzisiaj wiemy, że była ona błędna. Czerwona Planeta została dokładnie sfotografowana i nie zauważono na niej żadnych kanałów. Dzisiaj wiemy także, dlaczego Lowwell widział te kanały. Cierpiał on na bardzo rzadką chorobę, która powoduje, że człowiek widzi własne naczynia krwionośne we własnych oczach. Kanały, jakie widział astronom, były niczym więcej jak naczyniami krwionośnymi na jego gałkach ocznych. Dzisiaj to schorzenia jest znane jako syndrom Lowwell’a.

Syndrom Lowwell’a może wiele wyjaśnić w dziedzinie moralności. Człowiek, który ma chory wzrok sumienia (chorobą sumienia jest min. popełniony grzech), nie jest w stanie widzieć poprawnie rzeczywistości. Będzie ją oceniał przez pryzmat własnej słabości. I tak złodziej będzie patrzył na każdego jak na potencjalnego złodzieja. Dla rozpustnika (rozpustnikiem można być także tylko w myśli) każde spotkanie z innym będzie rodzić podejrzenia grzechu. Przykładów można by mnożyć wiele. Osądzanie i poprawianie świata trzeba zacząć od siebie. Chrystus radzi wyjąć wpierw belkę ze swego oka, zanim zabierzemy się do wyciągania źdźbła z oka naszego brata.

Jeśli bić się w piersi – to we własne, a nie cudze. Oczywiście, bicie się w cudze piersi jest wygodniejsze, tylko że nie jest to droga do zmiany siebie i świata”.

Jezus zatem daje sobie chwilę, aby się zastanowić. Pisanie przez Niego palcem po ziemi, jest takim symbolicznym akcentem na to, żeby pokazać, że nie działa On od razu, porywczo, bez przemyślenia. Jest to również dla nas nauka, jak podejmować jakikolwiek dialog z drugim człowiekiem. Zawsze należy się przygotować do rozmowy z drugim człowiekiem, zwłaszcza, gdy dotyczy to spraw „ważnych i napiętych”. Po przemyśleniu tego, co się dzieje, Jezus całą tą maskaradę, te wszystkie podchody i kombinacje, ale przede wszystkim nienawiść rozmówców, „kwituje” jednym zdaniem: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8, 7). I nadal kontynuował to, co dotychczas robił: powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi (J 8,8). Wrócił do swojego życia…

Szacunek, mimo wszystko…

Na koniec tego rozważania, trzeba „oddać  pokłon” rozmówcom Jezusa. Mimo farsy, którą Mu zgotowali, na to Jego pytanie odpowiadają teraz już szczerze i bez jakiejkolwiek „ściemy”. Nie odpowiadają kolejnym kłamstwem, ale reagują prawdą wobec rozmówcy i prawdą wobec siebie. Nie znalazł się nikt taki, kto podniósłby kamień. Każdy z tych, którzy przed chwilą w grupie krzyczał obelżywe słowa wobec cudzołożnej kobiety, teraz już wiedział, że nie jest wcale mniejszym grzesznikiem, niż ona. Nikt osobiście nie odważył się podnieść kamienia. Nikt nie potępił po zastanowieniu się i skonfrontowaniu jej postępowania z własnym. Dlatego też Jezus mówi: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz! (J 8, 11).

Nie ma zatem zbytnich dociekań: kto, gdzie, z kim, dlaczego i kiedy… Nie ma wchodzenia w szczegóły w to, kto jest mniej lub bardziej winny. Nie ma u Jezusa oceniania, kategoryzowania, szufladkowania ludzi. Jest za to ogromne miłosierdzie i przebaczenie. To one dają mu wolność do rzeczywistości ludzkiej w której postawił Go sam Ojciec.

Zamiast zakończenia…

Nie oceniaj człowieka po wyglądzie
Nie oceniaj innych według siebie
Nie oceniaj ludzi pochopnie
Nie oceniaj innych swoja miarką
Nie oceniaj ludzi po pozorach
Nie oceniaj nikogo, zanim go nie poznasz
Nigdy nie oceniaj człowieka, z którym nie zamieniłeś ani słowa
Nie oceniaj źle, bo sam możesz być źle oceniony
Nikogo nie oceniaj – możesz potępiać zachowanie, ale nie człowieka
Nie oceniaj człowieka z wyglądu, jeśli nie znasz Jego wnętrza

——————-

J 8,1-11

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?

Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?

A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.