Czytając Ewangelię Jana, Jego 15 rozdział (9-17), słyszymy m.in. takie słowa, które padają z ust Pana Jezusa: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.

W południowej Walii młoda kobieta z niemowlęciem na ręku udała się w drogę do swoich znajomych. Nagle zaskoczyła ją burza śnieżna. W tumanach śniegu zagubiła drogę i nie dotarła do celu. Następnego dnia rozpoczęto poszukiwania. Znaleziono ją zamarzniętą w zaspie śnieżnej. W trakcie odkopywania wszyscy byli zaskoczeni tym, że była ona ubrana tylko w koszulę. Później zagadka została wyjaśniona. Matka zdjęła swoje wierzchnie ubranie i owinęła nim niemowlę. Dzięki temu chłopiec ocalał, a był nim jeden z wybitniejszych premierów Wielkiej Brytanii, Lloyd George.

Miłość nie tylko czyni świat piękniejszym, ale jest nieodzownym warunkiem pełniejszego poznania Boga i zbawienia człowieka. Van Gogh kiedyś powiedział, że „najlepszym sposobem poznania Boga jest miłość. Kochaj przyjaciela, żonę, kochaj każdego, a odkryjesz pewną drogę poznania Boga”.

Miłość jednak jest roztropna. Z czego to wynika?  Ano, był sobie kiedyś dobry człowiek – taki, co to myszki nie potrąci. Sam cieszył się życiem i szanował każde stworzenie. I oto przyleciał do niego komar, siadł na ręce, aby napić się krwi. Dobry człowiek poczuł wprawdzie ukłucie, ale pomyślał: biedny, mały komarek, niech przynajmniej raz będzie syty! Komar napił się ile mógł i odfrunął, wdzięcznie falując skrzydełkami. Był tak szczęśliwy i radosny, że rozpowiadał wszystkim naokoło o dobrym człowieku i jego smacznej posoce. Za parę godzin niebo pociemniało od komarów, które chciały zobaczyć dobrego człowieka i skosztować krzepiącego napoju. I zaczęły dobierać się do dobrego człowieka: kłuć i kłuć, pić i pić, ale żaden z nich nie mógł się nasycić, bo ich było zbyt dużo jak na jedne pięć litrów ludzkiego krwiobiegu. W ten sposób dobry człek przelał swoją krew w owadzie odwłoki ani na moment nie przypuszczając, że głupio i źle zrobił, odłączając dobroć od rozumu.

Często popełnia się błąd polegający na tym, że usiłuje się kochać wszystkich ludzi tak samo, mierząc miłość tą samą miarą czyli mając jedną miłość dla wszystkich. Tymczasem trzeba pamiętać przynajmniej o podstawowym ewangelicznym rozróżnieniu. Jezus dzieli miłość człowieka na trzy kategorie: miłość bliźniego, miłość wzajemną i miłość nieprzyjaciół. Wszystko zaś zależy od tego, kim jest dla nas człowiek, którego kochamy, czy mamy kochać.

Bliźni, to każdy człowiek znajdujący się w potrzebie, obok którego nie wolno nam przejść obojętnie. Ilustracją tej miłości jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. W tej miłości chodzi o udzielenie pomocy drugiemu człowiekowi.

Miłość wzajemna stanowiąca nowe przykazanie ogłoszone w Wieczerniku, odnosi się do tych, którzy nas kochają, zatem jest to obustronna przyjaźń, połączenie serc, wzajemne objawianie sobie miłości. Takich ludzi jest mało. To mąż do żony i odwrotnie, to rodzice dla dzieci i dzieci dla rodziców, to przyjaciele, to ludzie prawdziwie zakochani. Tu już nie chodzi o zaradzenie potrzebom danej osoby, lecz głębokie wewnętrzne spotkanie oddanych w Bogu serc.

Wreszcie miłość nieprzyjaciół, miłość człowieka, który jest naszym wrogiem. On nic nie potrzebuje, on nas nienawidzi i pomocy – gdyby nawet potrzebował – nie przyjmie. Będzie milczał. Męczy go to, ale nie jest w stanie przejść nad swoim grzechem i zatwardziałością serca. Wobec takiego człowieka nie możemy stosować ani zasad miłości bliźniego, ani tym bardziej miłości wzajemnej. O co chodzi w tej miłości? Przede wszystkim, by nie pozwolić, aby jego nienawiść zaczęła w nas wzrastać. Okazywana nienawiść odruchowo budzi w człowieku niechęć i pragnienie odwzajemnienia się tym samym. Jezus mówi o modlitwie za wrogów, gdyż ona uniemożliwia wzrost nienawiści. Zatem nie chodzi o jakieś nadzwyczajne okazywanie miłości, o ciągłe wychodzenie do wroga i wyciąganie do niego ręki. Nie, tu chodzi o obronę własnego serca przed jego nienawiścią, którą on chce w nim rozniecić. Zostawić go zatem należy w osamotnieniu, i buncie, które sam wybrał. Równocześnie chodzi o to, by potęgą swej dobroci zwyciężać zło, które tkwi w sercu naszego wroga.

Warto sobie jasno uświadomić te trzy rodzaje miłości drugiego człowieka: miłość wzajemną, miłość bliźniego i miłość nieprzyjaciół. Zawsze jest miłość, ale prawa jakie nią rządzą, w zależności od postawy drugiego człowieka, są różne i nie należy ich mylić.

To Bóg sprawia, że jesteś zdolny uśmiechać się przez łzy; nie poddawać się, gdy czujesz, że nie masz już siły; modlić się, gdy brak ci słów; kochać, choć raz po raz masz złamane serce; siedzieć spokojnie, gdy masz ochotę rozłożyć bezradnie ręce; być wyrozumiałym, gdy wszystko zdaje się tracić sens; słuchać rzeczy, których wolałbyś nie słyszeć; dzielić się z innymi tym, co czujesz, bo jest to niezbędne, żeby brzemię zelżało. Wszystko jest możliwe, gdyż Bóg takim je czyni /Faye Sweeney, Bóg czyni cię zdolnym/.

Uwierz Jezusowi, potędze Miłości!!!

J 15, 9-17

Przykazanie miłości

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.

Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali».