Ewangelista Marek opisuje nam konkretne wydarzenie: cud uzdrowienia trędowatego. Trędowaci, to ludzie, którzy w czasach Jezusa byli zupełnie zepchnięci na margines życia publicznego. Byli wręcz odizolowani od reszty społeczeństwa. Mieszkali oni – jak to bardzo dobrze widać w filmie: „Ben Hur”, w katakumbach, grotach drążonych w skałach, gdzie kończyli swój żywot na tej ziemi. Najczęściej niestety w samotności, bez opieki i zdani na samych siebie. Trędowaci mieli obowiązek małym dzwoneczkiem informować społeczeństwo, że są chorzy i zarażeni. Chory musiał zawsze wołać: „nieczysty” i tym samym ostrzegał wszystkich dookoła, żeby nikt się do niego nie zbliżał, by nikt nie podzielił jego losu. Ludzie ci umierali w strasznych męczarniach. Chorzy, prócz opuszczenia przez ludzi, uważani byli z tych, których opuścił również Bóg. Stąd byli ludźmi głęboko zranionymi nie tylko na ciele – fizycznie, ale też i duchowo. Byli uważani za „odciętych” od Boga i ludzi.

I taki właśnie człowiek podchodzi do Jezusa. Złamał on zakaz zbliżania się do osób zdrowych. Jego desperacja musiała chyba osiągnąć już apogeum. Wygląd fizyczny zapewne nie dawał sił, ale za to jego duch – nadzieje lepszego jutra, w to, że może być uzdrowiony jest wielka – jego duch zatem kieruje go do Jezusa. Prosi on Jezusa: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Nie ma w tym jakiegoś przymusu, bo mimo choroby jest w tym człowieku szacunek dla tego z którym rozmawia: z Jezusem. Trędowaty nie mówi: uzdrów mnie, pokaż mi jaką masz moc, wykaż się, nakazuję ci, pokaż co potrafisz… Nie! On daje tylko propozycję i …czeka na odpowiedź, a wybór należy już tylko do rozmówcy. Pozostawia zatem wolność!!!

I tu mamy pierwszą myśl, wziętą z tego fragmentu Pisma Świętego. My również kontaktujemy się z innymi ludźmi. Przez nasze usta przepływa nieraz ogromny strumień słów. Raz są to ważne kwestie, innym razem mnie, a czasami w ogóle nie. Rozmawiając jednak z drugą osobą zawsze musimy pamiętać o pozostawieniu wolności naszemu rozmówcy. Należy uszanować temat rozmowy, należy uszanować wybór i stanowisko, także przekonania tego z którym rozmawiamy. Narzucanie swojej woli, a zwłaszcza siłą, nigdy nic nie zmieni, a wręcz odwrotnie, może pogorszyć całą sprawę. To dotyczy spraw ważnych i mniej istotnych. Ta prawda: uszanowanie wyboru drugiej osoby, mimo, że czasami wiemy, że może się to dla niej skończyć nie najlepiej, jest podstawą dialogu między ludźmi. Ta prawda przydaje się zwłaszcza w rodzinach, między małżonkami i dziećmi.

Wygląd trędowatego, ale też i jego postawa zrobiły chyba mocne wrażenie na Jezusie, bo jak czytamy: „Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony”. I tu mamy drugą myśl czytań. Zobaczmy jak to z nami jest? My również poruszamy nasze serca, gdy widzimy kto w jakim stanie się znajduje. Przypatrzmy się naszej reakcji, gdy widzimy np. osoby niepełnosprawne, może bez rąk, nóg, chorzy, głodni na ulicy, a a zwłaszcza dziecko, które kromkę chleba widziało ostatni raz kilka dni temu…

Na widok krzywdy ludzkiej każdemu z nas chyba zawsze „krwawi serce”, a ból przelatuje przez całe ciało, litość zaś wyciąga ręce do pomocy. Niestety wielu jest i takich, którzy te naturalne, piękne odruchy „ludzkiego serca” wykorzystują. Należy wtedy włączyć w ten odruch także naszą roztropność, czyli rozum. Aby zachować w sobie to, co każdy powinien mieć – miłosierdzie. Nasza pomoc będzie wtedy wykorzystana dobrze.

Na koniec Jezus: surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź i pokaż się kapłanowi”. Uważaj, nikomu nic nie mów!!! I jakby na przekór temu, co Jezus mu powiedział, ten uzdrowiony człowiek rozgłosił to, co się stało, komu tylko się dało i to do tego stopnia, że „Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych”.

Uzdrowiony z trądu był tak bardzo szczęśliwy, że musiał podzielić się tym, co otrzymał od Jezusa. Krzyczy zatem do wszystkich wokół siebie. Rozgłaszając jak wielkie szczęście go dotknęło, przy okazji wymienia także sprawcę tego uczynku. Przez zbyt wielką spontaniczność, trędowaty niechcący krzywdzi tego, który mu pomógł. Zrobił tak mimo ostrzeżeń Jezusa, że tak właśnie będzie. I zobaczmy co się dzieje: dotychczas ten, który był odizolowany od społeczeństwa (trędowaty) po uzdrowieniu, wraca do tego społeczeństwa, wraca z wielką radością, chwałą. Ten zaś, który go uzdrowił – przez tak wielką popularność odchodzi od tego społeczeństwa, zaczyna się ukrywać i zaczyna przebywać odizolowany od ludzi w miejscach pustynnych. Jezus izoluje się, bo wie, że zbytnia popularność nie pozwoli mu ukończyć „dzieła Ojca, który jest w niebie”. Wie, że popularność może zniweczyć ten plan.

I tu dochodzimy do trzeciej myśli dzisiejszych czytań. Ewangelia przestrzega nas przed pogonią za sławą. Sławą, która – czy tego chcemy, czy też nie – kradnie naszą prywatność. Sława ma to do siebie, że pochłania każdego, kto się jej podda. Człowiek wtedy może wpaść w pułapkę pychy, która doprowadza go do stanu uwielbienia, ukazywania tego, jaki to on jest wielki. Sława przeważnie połączona jest z wrzawą, wielkimi wymaganiami, jakie stawia społeczeństwo. Wtedy życie może, ale nie musi, przyjąć formę nieustannego pościgu, gonitwy, zabiegania, ale też i ucieczki. To prowadzi często do dramatów. Sami wiemy jak skończyła się taka ucieczka przed wścibskimi fotoreporterami np. księżniczki Diany. To są często dramaty ludzi sławnych. Nie mogą pójść do sklepu, na kolacje, do sklepu…

Postać trędowatego koncentruje nas na trzema myślami, które można odnieść do naszego codziennego życia. Uczymy się zatem od tego człowieka:
1. otwartości w dialogu, umiejętności rozmowy z drugim człowiekiem, szanując jego wolność, jego wybór. Chrystus uczy nas, że aby osiągnąć swój cel w rozmowie z drugim człowiekiem nie potrzebny jest krzyk, czy przekleństwa /które dziś często mają zastąpić rozumowe argumenty/, ale zwykła …życzliwość.
2. miłosierdzia, które otwiera każdego człowieka nie tylko wobec innych, ale także samego siebie
3. reflektowania nad wypowiedzianymi przez nas słowami, bo choć są okazaniem życzliwości, mogą obrócić się przeciw temu, który nam pomógł. Uczymy się zatem „spontaniczności kontrolowanej”.

Módlmy się dziś, abyśmy za przykładem tego ewangelicznego trędowatego, za każdym razem umieli z każdej sytuacji życiowej i konkretnego spotkania z drugim człowiekiem, mogli wyciągnąć konkretne wnioski i wskazania, aby tym samym podnieść jakość naszego duchowego życia.

 

Mk 1, 40-45

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić ». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.