Możemy powiedzieć, że każdego roku przybliżamy się do Tajemnicy Zmartwychwstania. Każdego roku coś w nas, z jednej strony umiera, ale wciąż też rodzi się i powstaje do życia. Mamy więc umieranie, ale też i zmartwychwstanie. Jedno bez drugiego nie może istnieć, życie wtedy nie miałoby sensu, byłoby nieludzkie…

Kiedyś Troska siedziała nad brzegiem rzeki zajęta lepieniem czegoś z mułu. Miała przy tym wiele radości i zadowolenia – to, co udało się jej wykonać, podobało się jej. Zwróciła się dlatego do Pana Boga, aby jej dzieło ożywił, aby tchnął w nie duszę. Bóg uczynił tak, jak życzyła sobie troska. I sprawa powinna się na tym skończyć. Tak się jednak nie stało. Pomiędzy Ziemią a Troską doszło do sporu: czyje to dzieło właściwie jest, do kogo ono należy? Ziemia mówiła: To jest ze mnie wzięte. Troska odpowiadała: Zgoda! Ale ja to wymyśliłam i nadałam temu kształt. Musiał interweniować Pan Bóg: Ten twór będzie nazywał się człowiekiem. Za życia człowiek będzie należał do troski, po śmierci jego ciało będzie należało do ziemi, a dusza wróci do Mnie!

W naszym codziennym życiu doświadczamy wielu trosk, każdego dnia trzeba wstać do pracy, zająć się dziećmi, kupić jedzenie. Co dzień przeżywamy smutki i rozterki, odczuwamy niepokój, napotykamy problemy. Ale też nie możemy zapominać o tym, że każdy dzień może przynieść nam także radość, nadzieję, optymizm i chęć podjęcia trudu kolejnego zadania. To jest właśnie nasze umieranie i zmartwychwstanie, które nazywamy, po prostu, codziennym życiem. Życiem, które przynosi nam wiele niespodzianek.

Bryan MacMahon w książce pt: „The Master„, wspominając lata, gdy był nauczycielem w Listowel, opisuje takie wydarzenie.

Pewnego dnia przyszedł do niego zrozpaczony rolnik. Powiedział, że tego zimowego poranka urodziło mu się dziecko. Przy porodzie był arogancki i nieuprzejmy lekarz, który, wychodząc z pokoju żony, powiedział obojętnie, bez cienia współczucia: „Twoja żona jest w porządku, ale dziecko umarło”. Bryan przejął się tym i chciał coś zrobić, aby pocieszyć nieszczęśliwe małżeństwo. „Poszedłem do pokoju i zobaczyłem sine dziecko. Wyglądało jak martwe. Żona była prawie nieprzytomna. Wziąłem zatem dziecko i poszedł do kuchni, w której płonął ogień. Rozgrzałem małe ciałko i namaściłem olejem. Nie było widać śladu życia. Masowałem 20 minut. Nagle dziecko westchnęło. Ciało zaczęło zmieniać kolor. Uradowany, nie przestałem masować. Nagły krzyk dziecka oznajmił, że wyrwało się z objęć śmierci. Doświadczyłem jego zmartwychwstania. Teraz jest ono dla ciebie. Mistrzu, zostawiam je w Twoich dobrych rękach”.

Od czwartku do soboty dotykaliśmy wielkich tajemnic i symboli: w czwartek Ustanowienia Eucharystii – Ostatniej Wieczerzy, w piątek – Tajemnicy Krzyża, w sobotę – Tajemnicy Grobu i pustki po stracie Kogoś cennego. A dziś stoi przed nami: Tajemnica Zmartwychwstania Pana Jezusa. Tajemnica, która objawia nam miłość Boga do człowieka. Miłość, która jest silniejsza niż śmierć, miłość, która jest symbolem nadziei, wiary i symbolem naszego uzdrowienia i życia.

Archeolog Gene Savoy wraz z kolegami zagubił się w peruwiańskiej dżungli. Wszyscy byli świadomi, że jeśli przed nocą nie znajdą drogi do obozu, to już nigdy nie wyjdą stamtąd żywi. Gorączkowo zaczęli szukać ścieżki, którą przyszli na to miejsce. Nagle uświadomili sobie, że przez nerwowe bieganie jeszcze bardziej pogarszają swoją sytuację. Zatrzymali się zatem i przez długi czas zachowywali milczenie. I wtedy przez głowę Savoya przemknęła myśl: Bóg jest w dżungli, ona jest także Jego mieszkaniem. Gene przypomniał sobie swoich rodziców, którzy uczyli go, że Bóg stworzył cudowny świat i jest w nim obecny. Dlaczego miałem zamknięte oczy na obecność Pana Boga w peruwiańskiej dżungli? Czy Bóg nas nie stworzył? Czy Bóg nie mieszka w nas? Czy Bóg w nas nie żyje? Gdy zadawał sobie te pytania, rodził się w nim wewnętrzny pokój. Zawierzył wszystko Bogu, w którego domu był. Złożył na Niego swoje troski. Potem, wspominając ten moment, powiedział: „Patrzyłem na wspaniały szmaragdowy świat dzikich orchidei, na barwne i pachnące kwiaty oraz na mniej kolorowe ptaki. Na pewno Bóg był tam również. Moje serce zaznało ogromnego spokoju. I gdy tak trwałem w nabożnym milczeniu, nagle usłyszałem szept w mojej duszy: „Idź w lewo”. Poszedł i natrafił na ścieżkę prowadzącą do obozu. Gene, wracając mysią do tego wydarzenia, powiedział: „Jestem dumny z moich odkryć archeologicznych. Ale największym moim odkryciem było uświadomienie sobie wszechobecności Bożej”. Doświadczył przejścia ze śmierci do życia.

Dzisiejszy świat pod wieloma względami przypomina dżunglę. Króluje w nim często prawo silniejszego, bardziej obrotnego, bardziej cwanego. A w plątaninie różnych poglądów, złudnych obietnic można się zgubić, tracąc przez to życie duchowe, a nawet fizyczne. Doświadczyć śmierci. Tymczasem Bóg jest światłem, które wyprowadza z zagubienia. Odnajdując Boga, doświadczamy zmartwychwstania, odnajdujemy właściwe drogi naszego życia. Odnajdujemy sam cel tego życia. Dlatego dziś prośmy Boga, aby codzienne doświadczenie Jego obecności i działania tu na ziemi, przybliżało nas do do Niego w niebie.

Chciałbym życzyć Wam i sobie też w te Święta Zmartwychwstania Pana Jezusa, radości mimo codziennych trosk, często przygniatających i obciążających nasze życie, sprowadzających je do tego zwykłego szarego dnia!

Życzę mimo tego wszystkiego, przede wszystkim naszego chrześcijańskiego – paschalnego optymizmu. Z wiarą i radością wołajmy nie tylko w kościele: „Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu Chryste”, ale przede wszystkim: „Wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale!”.

Niech ta wspaniała prawda ma coraz wyraźniejszy wpływa na nasze codzienne postawy życiowe. Niech Chrystus Zmartwychwstały – Żywy, zagości w Waszych sercach i tym życiem: wiarą, nadzieją i miłością dzieli się z drugim człowiekiem na co dzień. Wszystkiego najlepszego i Wesołego: Alleluja!!!