Obchodzimy Uroczystość Chrystusa Króla – tego, który na końcu świata „przyjdzie w całej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie. Wtedy zasiądzie na swym tronie pełnym chwały”. Dlatego też dzisiejsze czytania i refleksja z nimi związana jest skoncentrowana na przemijaniu, a konkretnie nad rzeczami ostatecznymi. Stąd pytanie o niebo… Stąd też pytanie o piekło…

Aby wyjaśnić, czy raczej przybliżyć rozwiązanie – odpowiedź na to pytanie, ktoś kiedyś posłużył się dwoma obrazami. Jeden obraz przedstawia jak do sali z zastawionym stołem wchodzą ludzie, którzy mają bardzo długie ręce, ale tak długie, że nie potrafią z nich zrobić użytku, nie mogą bowiem tymi rękami jeść. Siedzą przy stole, biorą jedzenie i… no właśnie. Za każdym razem, przy każdej próbie, jedzenie spada na podłogę, na stół, gdzieś obok, tylko nie do ust. Po chwili stół przedstawia smutny obraz: zmarnowane jedzenie, które jest rozrzucone wszędzie, brudni ludzie i na dodatek są nadal głodni. To obraz piekła…  Na drugim obrazie mamy ten sam stół, ludzi o takich samych długich rękach, oni też nie mogą nimi się nakarmić, ale za to… karmią jeden drugiego. Porządek, radość, szczęście, wszyscy są najedzeni… W niebie znajdzie się tylko ten – to komentarz autora tych dwóch obrazów – który więcej myśli o innych, niż o samym sobie. Piekło przeznaczone jest dla egoistów, którzy nie potrafią, nie są w stanie pomyśleć o innych ludziach…

Do nich Chrystus powie: „Idźcie precz ode mnie przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i aniołom! Bo byłem głodny, spragniony, przybyszem, nagi, chory i w więzieniu – i za każdym razem nie udzieliliście Mi pomocy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i mnie nie uczynili…”

Dzisiejszy fragment Ewangelii św. Mateusza (25, 31-46) mówi nam właśnie o postawie egoizmu, który zamyka człowiekowi drogę do nieba. Samolubstwo zamyka bowiem każdego z nas w hermetycznie zamkniętym świecie, gdzie panuje pustka, samotność i beznadzieja.

Takim ludziom kiedyś zostanie powiedziane: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci”. Bo sami wybraliście sobie taki los… A liczy się czyn miłosierdzia względem drugiego człowieka. Bardzo często, gdy mowa jest o pomocy drugiemu człowiekowi, to pojawia się wizja tylko ofiarności materialnej. Często jednak taka pomoc stawiana jest przez ludzi potrzebujących tej pomocy na którymś tam z kolei miejscu. Ważniejsze jest dobre słowo, pociecha, danie nadziei, czy choćby samo przebywanie przy drugiej osobie. Często wystarczy tylko wsłuchać się, czy spróbować zrozumieć drugą osobę, życzliwy uśmiech, spojrzenie z miłością i zrozumieniem, które leczą rany. Słowo, które nadaje kierunek wspólnego działania, a nie szamotania się czy stania w jednym miejscu. Przyjaciele patrzą sobie w oczy, a na dodatek wspólnie patrzą w tym samym kierunku. Chcą ze sobą współpracować. Aby ta współpraca mogła mieć miejsce wystarczy czasami tylko jedno życzliwe i przyjazne słowo.

Kiedyś mąż i żona męczyli się na schodach z ciężką komodą. Zauważył to ich szwagier: – „Pomogę wam” – powiedział. I chwycił za jeden bok mebla. W kilka minut później, nie mogąc poruszyć komody nawet o 1 cm, całą trójka odpoczęła chwilę. – Co za mordęga z wnoszeniem tej komody na górę” – skomentował szwagier. Mąż i żona buchnęli śmiechem. – „My chcemy ją znieść na dól” – odpowiedzieli razem…

Czasami wystarczy jedno słowo, aby nasze życie stało się łatwiejsze. Słowo, które ułatwi codzienną egzystencję nam, ale też i drugiej osobie, innym ludziom z którymi przyszło nam żyć. Bo to my ludzie nadajemy kierunek naszej egzystencji i z niej będziemy kiedyś rozliczeni, w chwili śmierci zdamy relację służby naszemu Królowi – Jezusowi Chrystusowi. Tam nie będzie egoizmu, ale tylko prawda, bo Bóg jest prawdą. Chrystus mówi: „Prawda was wyzwoli”. Tą prawdę kierujmy się w naszym życiu, a wtedy nie będzie w nas schizofrenii, która kierowała życiem faryzeuszy i uczonych w prawie i piśmie. Oni byli na zewnątrz dobrzy, wewnątrz zakłamani do końca.

„Prawda was wyzwoli”. Z tej prawdy będziemy zdawać egzamin, który oby wszyscy tam w niebie zaliczyli na „piątkę”.

Mt 25, 31-46

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”

A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”

Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».