Uroczystość Objawienia Pańskiego, potocznie zwana Niedzielą Trzech Króli – Mędrców. Obchodzimy pamiątkę dnia w którym Chrystus objawił się ludziom. Ewangelista, św. Mateusz, opowiada o tym, że Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon… (…) (a gdy przybyli na miejsce): „ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny”.

Za każdym razem, gdy czytam fragment tej Ewangelii, zadaję sobie pytanie: Dlaczego Mędrcy udali się inną drogą do swojej ojczyzny? Czy ta droga, wskazana dzięki spotkaniu z Chrystusem była lepsza? Wygodniejsza? Nie wiadomo, ale z pewnością była dla nich bezpieczniejsza, ponieważ przy rodzinie z Nazaretu i namowie dobrego anioła, poznali prawdziwy zamysł, Heroda względem Jezusa i ich samych. Zrozumieli, że stali się tylko narzędziem do osiągnięcia celu, jakim miało być zabicie dzieciątka Jezus.

Czytamy gdzie indziej, że „Król Herod przeraził się, a z nim cała Jerozolima” – ta Jerozolima, której Izajasz prorokował, że „zadrży i rozszerzy się jej serce”. Skurczone serce Heroda boi się utracić to, na czym oparł on swą władzę, bo nie wierzy, że miłość można otrzymać za darmo w darze i to w obfitości. Metoda Heroda jest prosta, chce posłużyć się Mędrcami dla uzyskania własnego celu. Fałszywe słowa, które kieruje do nich, że również i on chciałby oddać pokłon Jezusowi, zostają zdemaskowane. Kłamstwo zawsze zostaje zdemaskowane, jest to tylko kwestia czasu…

W naszym życiu spotkaliśmy się niejednokrotnie z tym, że za pięknym słowami i uśmiechem, często kryje się jest fałsz i tak naprawdę inny cel drugiej osoby. Ile razy w naszym życiu dobre słowa, które do kogoś skierowaliśmy, gesty miłości, radości i pokoju, po pewnym czasie obróciły się przeciwko nam. Jeśli nie zorientowaliśmy się na czas, okazało się, że dobroć naszego serca została wykorzystana. Życie często pokazuje nam, że dobre serce może zostać użyte przeciwko człowiekowi. Na jego własną zgubę.

Przypomina mi się pewna prawdziwa historia, która bardzo dobrze pokazuje ten mechanizm. Kiedyś młody mężczyzna, robiąc zakupy, zauważył starszą kobietę, która uporczywie wpatrywała się w niego. Gdy stanął w kolejce do kasy kobieta stanęła za nim. Młody mężczyzna z grzeczności przepuścił ją przed siebie. „Przepraszam – powiedziała kobieta – że tak się wpatrywałam w pana. Jest pan bardzo podobny do mojego syna, który… niedawno zmarł”. Młody mężczyzna odpowiedział: „Bardzo pani współczuję. Czy mógłbym coś dla Pani zrobić?” Starsza pani, uśmiechając się, rzekła „Może domyślasz się, co może mi ulżyć w cierpieniu. Zawsze robiłam zakupy z moim synem. Gdy będę odchodzić, czy mógłbyś mi powiedzieć: Do widzenia, mamo? Będzie to tak, jakby mój syn jeszcze raz był ze mną na zakupach”. „Zrobię to z przyjemnością – odpowiedział młody mężczyzna. Gdy kobieta zapakowała swoje zakupy i odchodziła od kasy, mężczyzna, zgodnie z umową, głośno powiedział do niej: „Do widzenia, mamo”. Kobieta z uśmiechem pomachała mu ręką. Następnie kasjerka podliczyła jego zakupy i wystawiła rachunek na 140 dolarów. „Co? 140 dolarów? Pani popełniła z pewnością pomyłkę. Kupiłem tylko kilka rzeczy, to nie powinno kosztować więcej niż 25 dolarów” – powiedział zdumiony mężczyzna. Na co kasjerka odpowiedziała: „Twoja matka powiedziała, że ty zapłacisz za nią…” (Connection, wrzesień 2002)

W życiu czasem jest tak, że przychodzi nam słono zapłacić za to, że byliśmy wobec kogoś otwarci, chętni do pomocy, a także pełni współczucia. Boli to, że ktoś wykorzystał nasze dobre serce i dobre słowo w złym celu, przeciwko nam.

Metoda manipulacji drugim człowiekiem nie była obca Herodowi – posługiwał się nią przez całe życie, piastując najwyższe stanowisko w państwie. Przez rządzę władzy, chciał wykorzystać dobre serca Mędrców ze Wschodu. Na szczęście Mędrcy, po tym, jak zobaczyli Jezusa, wybrali inna drogę do własnych domów.

Symboliczny gest pójścia za namową dobra – idą inną drogą do celu – jest bardzo mocno zaakcentowany w Ewangelii św. Mateusza. Jest to ostanie zdanie opisujące tę historię, w tak symboliczny sposób.

Mędrcy, już z Jezusem w sercu, przedzierają się inną drogą, aby osiągnąć zamierzony cel. Herod nie jest im potrzebny, nie chcą się z nim spotkać, bo wiedzą na jakie niebezpieczeństwo mogą zostać narażeni. Nie chcą z nim konfrontacji, nie chcą mu tłumaczyć kim jest Jezus, bo wiedzą, że on i tak nie wysłucha tego, co mają do powiedzenia, nie będzie chciał tego zrozumieć. Wiedzą też, że Herod wykorzystując swą pozycję, może tylko negatywnie wpłynąć na ich życie. Mędrcy wybierają inną drogę, zostawiają Heroda w rozterce, bojaźni i niepewności jutra.

Myślę, że jest to również jakaś wskazówka dla nas. Zawsze chcemy konfrontować, zmierzyć się z przeciwnikiem, udowodnić mu jaki jest, pokazać mu jego błędy, czasami wyśmiać lub wyszydzić, umniejszyć jego wartość. Myślę, że nie tędy droga. Jeśli ktoś działa ze złymi intencjami, z pomocą zła, to wcześniej, czy później zostanie skonfrontowany nie tylko z Prawdą – Jezusem, ale też z samym sobą. Wtedy prawda sama się obroni.

Dzisiejsza Uroczystość Objawienia Pańskiego, jest zachęta dla nas, abyśmy się nie bali dobra, prawdy, żebyśmy omijali zło, tak jak Mędrcy w drodze powrotnej ominęli Heroda. Często jest to trudne, niewygodne, bolesne. Mówi się nawet, że „dobro musi być ukarane, zmieszane z błotem, nad interpretowane”. Nie zrażajmy się jednak trudnościami, bądźmy dobrymi ludźmi, mimo, że wiele nas to kosztuje. Starajmy się zawsze kierować nasze błądzące, szukające, czasem krwawiące od ran zadanych przez innych serce – ku dobru, prawdzie i miłości. Bóg wszystko widzi i jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza. Ufni w tę prawdę podążajmy i objawiajmy Bożą prawdę swoim codziennym życiem.

Mt 2, 1-12
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.