Wciąż świadczysz sobą o Bogu…

Świadectwo Jana Chrzciciela

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

Opowiadanie pt. „Proboszcz, jakich wielu?”

Ksiądz Edmund Fleury w książce „Jak przez ogień” opisuje swą przyjaźń z Dziekanem, duchownym: inteligentnym, realistą, praktycznym, bez kompleksów, skłonnym do ironii i wesołości. Wiele lat pracy wśród wiernych dało i jemu radę.

Obojętność, egoizm i złośliwość parafian prowadzą do kryzysu. W dzień Bożego Narodzenia Dziekan wygłaszał do wiernych ostatnie kazanie: „Rozbiłem wśród was swój namiot. Jak Izraelici nie chcieliście we mnie uznać człowieka Bożego. Dlatego opuszczam was…”

Zrozpaczony i zrezygnowany ksiądz odchodzi z parafii. Chroni się u swego przyjaciela, proboszcza pobliskiej parafii. Od tej chwili powieść ukazuje, czym jest, czym być może przyjaźń między księżmi.

Proboszcz w świetle tragedii Dziekana widzi swoje problemy: czystość, wierność powołaniu – żaden z nich nie pomyślał o porzuceniu kapłaństwa – miłość do ludzi. Wspomina wszystkie upokorzenia, klęski, bunty. Teraz, gdy opiekuje się Przyjacielem te doświadczenia są dla niego planem Bożym. Musiał je przeżyć, aby lepiej zrozumieć Dziekana i pomóc mu. Troszczy się więc o niego, zabiera do sanktuarium, gdzie nieszczęśliwy ksiądz znajduje spokój duszy u stóp łaskami słynącej Madonny.

Proboszcz pielgrzymuje do kościoła, w którym przyjął święcenia i tam ofiarowuje swoje życie w zamian za powrót Dziekana do porzuconej parafii. Wracają obydwaj do swoich parafian. Proboszcz wkrótce zapada na ciężką chorobę. Dni jego są policzone…

Przed śmiercią wyjawia Dziekanowi swoją tajemnicę: „Jedna wiara, jedna miłość, ta sama ofiara, ta sama siła – jak jeden poemat… Nie zrobiłem nic nowego, tylko naśladowałem… Bez przelania krwi nie ma odkupienia. Ażeby dokonało się zbawienie trzeba, żeby człowiek przeszedł, „jak przez ogień”.

Refleksja

Dziś trudno pozbyć się wrażenia, że wielu ludzi posiadło wszystkie mądrości tego świata. Znają się na wszystkim i doradzają tak, jak potrafią. A wiadomo, że jak ktoś zna się na wszystkim, to znaczy na niczym konkretnym. Stąd ludzie nam czasami pomogą, częściej zaś komplikują sobie i komuś życie…

My również często mówimy, że gdyby nas to spotkało to samo, co kogoś, to postąpilibyśmy zupełnie inaczej. Potem okazuje się, że nasze życie dowodzi coś zupełnie odwrotnego. Upadliśmy bowiem jeszcze niż, niż osoba którą krytykowaliśmy, potępialiśmy, czy „użyczaliśmy” naszych komentarzy……

Ofiarować komuś coś bezinteresownie, to więcej nic dać. Świadectwo naszego zaangażowania w budowanie lepszego świata tu na ziemi i ciągłym dawaniem nie tego co mamy, ale tym kim jesteśmy.  Nie jest i nie powinno być tylko zwracaniem komuś uwagi, ale konkretną pomocą. Pomagając drugiemu człowiekowi, pomagamy bowiem także i sobie samemu…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy posiadłeś wszystkie mądrości tego świata?
2. Czy pomagasz drugiemu człowiekowi w jego upadku?
3. Czy jesteś człowiekiem, który ochoczo ofiaruje swoją pomoc?

I tak na koniec…

„Nieraz próbuję tego dociec, jestem czy nie jestem. Tylko, że sam dla siebie człowiek nie jest świadectwem. Musi zawsze ktoś drugi poświadczyć. Sam dla siebie człowiek jest zbyt wyrozumiały. Jak może, tak się broni przed sobą. Kluczy, wymija się, omija, aby nie dalej, nie głębiej, nie tam, gdzie coś ukrywa. Sam przed sobą każdy chciałby wyjść jak na ślubnej fotografii” (Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli)