Nie mówimy sami od siebie…

Narada kapłanów

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.

Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród.

Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.

Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?

Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.

Opowiadanie pt. „W każdą niedzielę”

Roku Pańskiego 304 w Kartaginie, 39 chrześcijan razem ze swym kapłanem stanęło przed sądem. 21 mężczyzn i 18 kobiet. Pochwycono ich w Abitynii, miejscowości obok Kartaginy zgromadzonych na Eucharystii w domu niejakiego Oktawiusza Feliksa. Proces zakończył się męczeństwem całej wspólnoty. – Dlaczego przekroczyłeś zarządzenie cesarza? – zapytał tyran jednego z oskarżonych. – Jestem chrześcijaninem – padła odpowiedź.

Rozsierdzony sędzia zareagował natychmiast: – Nie o to pytam! Dlaczego zebraliście się w tym dniu. – W niedzielę – odpowiedział inny męczennik – żaden chrześcijanin nie może żyć bez Zgromadzenia. Bez nas Uczta Pana nie może być odprawiana.

Prokonsul zwrócił się do właściciela domu: – Dlaczego ich przyjąłeś? – To moi bracia i siostry.

Sędzia kontynuował : – Powinieneś ich powstrzymać. – Nie mogłem – padła odpowiedź – my chrześcijanie nie możemy żyć bez Eucharystii.

Refleksja

Nasze słowa, które przekazujmy drugiemu człowiekowi, mimo, że są wypowiedziane naszym słowami, powinny być jednocześnie „boskiego pochodzenia”. Słowa, które kierujemy do innych powinny mieć w sobie dobro i życzliwość, bo tylko wtedy możliwe jest porozumienie. Nie jest to łatwe tam, gdzie różnica poglądów nie pozwala na spokojny dialog…

Jezus uczy, że tam gdzie jest nienawiść, trzeba odejść na bok. Ukryć się w skałach i przeczekać nawałnice ataku przeciwnika. Danie czasu drugiej osobie, aby zrozumiała swój błąd kosztuje nas czas. A my przeważnie nie lubimy czekać, stąd często sprawy próbujemy załatwić po swojemu. Popadamy wtedy często w jeszcze większe kłopoty. Tymczasem milczenie i czekanie, mimo że jest czasochłonne, jest najczęściej jedynym lekarstwem dla upartego serca…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego nasze słowa powinny pochodzić z serca?
2. Jak zażegnać nienawiść?
3. Czy milczenie i czekanie jest łatwe?

I tak na koniec…

„Słowa podobne są do promieni X. Jeśli się nimi umiejętnie posługiwać, przenikają wszystko” (Aldous Huxley)