Stała przed grobem płacząc…

Maria Magdalena, Piotr i Jan przy grobie

Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.

I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.

Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu.

Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział.

Opowiadanie pt. „O cebuli i staruszce”

Fiodor Michajłowicz Dostojewski (1821-1881) opowiada w swojej legendzie pt. „Cebulka” o tym, jak ważne w naszym życiu są czyny miłości, nawet mikroskopijne.

Żyła kiedyś staruszka, która nigdy w życiu nie uczyniła nikomu nic dobrego: nikogo nie kochała, na wszystkich była obrażona i zła. Kiedy umarła, przyszli wysłańcy Lucyfera i ulokowali ją w morzu ognistym. Jej Anioł Stróż przypatrywał się temu bezradnie. Żal mu było swej podopiecznej i usiłował w pamięci odgrzebać jakiś dobry uczynek tej kobiety, aby o tym zakomunikować Panu Bogu i prosić ewentualnie o interwencję.

I nagle przypomniał sobie pewien szczegół. Poszedł szybko do Pana Boga i przedstawił sprawę: – Ta stara kobieta wyrwała raz cebulkę ze swego ogrodu i dała ją proszącej żebraczce.

Bóg na to: – Dobrze, weź więc tę samą cebulkę i rzuć ją w morze tak, aby owa staruszka mogła ją uchwycić. Jeżeli potrafisz w ten sposób wyciągnąć swoją podopieczną, to będzie żyła na wieki w moim królestwie. Jeżeli natomiast cebula nie wytrzyma, staruszka zostanie razem z nią, tam gdzie jest.

Anioł zrobił, co mu Pan Bóg przykazał: rzucił cebulkę prawie że w ręce staruszki, krzyknął, żeby się mocno trzymała i zaczął ostrożnie ciągnąć. Tę całą akcję ratowania spostrzegli oczywiście inni współmieszkańcy morza. Im też się marzyło inne życie i chcieli wykorzystać nadarzającą się szansę. Przyczepili się więc do tej staruszki, aby razem z nią wydostać się na zewnątrz. Ale kobieta nie miała nawet teraz ani krzty dobroci. Odpychała ze złością każdego, kto chciał się okazyjnie wyratować. – Tylko mnie należy się ratunek – krzyczała – to moja cebula, nie wasza, wy podli.

Kiedy to powiedziała, pękła wiotka roślinka: nie wytrzymała takiego ciężaru złości ludzkiej. Stara kobieta wydała sama na siebie wyrok – poszła z powrotem w ogniste morze i cierpi tam aż do dnia dzisiejszego. A Anioł Stróż odszedł z płaczem…

Refleksja

Gdy stoimy nad grobem i ciałem osoby nam bliskiej, czujemy wewnętrzny smutek, że oto skończyło się coś nieodwracalnie. „Było, minęło i nie wróci” – mówimy. Żal i ból przedziera nasze serca, które utopione w goryczy smutku nie widzi już nadziei na lepsze jutro. Nie widzimy bowiem już z tej sytuacji żadnego wyjścia…

Jezus ukazuje nam, że łzy są nam potrzebne. To one „oczyszczają” nasze oczy w widzeniu tego świata. Nie są to oczy, które widzą świat przez pryzmat samych radości i sukcesów, ale także porażki i nawet śmierci. Równoważy to widzenie przez nas świata, który mimo, że dobry, to jednak jest skażony grzechem. Jest jednak nadzieja, która daje światło na lepsze jutro. Zmartwychwstanie jest po to, abyśmy nie widzieli świata tylko przez pryzmat codziennego krzyża…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Co czułeś stojąc nad grobem osoby Ci bliskiej?
2. Co robić w sytuacji „bez wyjścia”?
3. Czy łzy są potrzebne w naszym życiu?

I tak na koniec…

„Człowiek mógłby żyć samotnie przez całe życie. Ale chociaż sam mógłby wykopać swój grób, musi mieć kogoś kto go pochowa” (James Joyce)