Panie, dawaj nam zawsze tego chleba…

Mowa eucharystyczna

W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu.

Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

Opowiadanie pt. „Szukanie i służba”

Oto zwierzenia lekarza: Mama osierociła nas z bratem we wczesnym dzieciństwie. Pozostaliśmy na wychowaniu ojca. Pamiętam chwile ogromnej tęsknoty za matką. Często wtedy ze łzami modliłem się do Matki Najświętszej, aby była moją Matką, aby zabrała mnie do zmarłej mamy. Czas płynął naprzód. Kończąc studia medyczne miałem kolosalne kłopoty ze zdaniem ostatniego egzaminu dyplomowego – z chirurgii.

Był to rok 1952. Oblałem ten egzamin dwukrotnie. W rozpaczy poszedłem do Kościoła i długo błagałem Najświętszą Matkę o pomoc. Uczyniłem już wtedy ślub, przysięgę: jeśli zdam ten egzamin to nigdy nie zabiję nie narodzonego dziecka. Wybrałem bowiem specjalność ginekologa. Egzamin zdałem nadspodziewanie łatwo. W 1956 roku ogłoszono ustawę o przerywaniu ciąży. I tak się zaczęło. Jeden mały kamyk wywołuje całą lawinę. Aby zagłuszyć wyrzutysumienia przestałem chodzić do kościoła, do spowiedzi i Komunii św. Zacząłem brnąć w to życiowe bagno coraz głębiej i głębiej. Całkowicie ogłuchłem na głossumienia. Zaczęły się zdrady małżeńskie. W końcu upadłem tak nisko – zgodziłem się uczestniczyć w likwidacji kaplicy szpitalnej w miejscu mojej pracy…

Było to późnym latem 1977 roku. Poszedłem rano w niedzielę, jak zwykle, na spacer z pieskiem. Sam nie wiem, jak się znalazłem w pobliżu kaplicy, gdzie akurat zaczynała się Msza Św. Usłyszałem kazanie o istocie Eucharystii. Nigdy w życiu nie doznałem takiego wstrząsu. Ksiądz mówił o życiu Maksymiliana Kolbego w obozie koncentracyjnym. Opowiadał, jak Ojciec Maksymilian w pasiaku, leżąc na podłodze pod pryczą – w obawie przed esesmanami – mając do dyspozycji tylko blaszany kubek i skibkę obozowego chleba, składał Bogu Najświętszą Ofiarę.

To była dla mnie chwila przełomowa. Uratowała mnie Matka Boża. Uratowała z tego straszliwego bagna życiowego, w którym tonąłem już całkowicie. Przeżyłem powtórne narodziny. W moim gabinecie doktora na honorowym miejscu wisi obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Ilekroć słyszę: – „Panie doktorze, przyszłam na zabieg” – z całym przekonaniem patrząc prosto w oczy, mówię: niech pani powtórzy to jeszcze raz, ale nie do mnie, proszę to powiedzieć Matce Najświętszej. Wiele kobiet rezygnuje ze swego zamiaru po wizycie u mnie. I oto końcowe wyznanie doktora medycyny: – „Matko Przenajświętsza, nie znajduję słów, w jakich mógłbym wyrazić Tobie moją miłość, uwielbienie i wdzięczność”.

Refleksja

Każdego dnia spożywamy – mniej lub bardziej regularnie – nasze codzienne posiłki. To one dają nam energię wspomagające nasze siły fizyczne. Codzienny pokarm i woda podtrzymują nasze życie doczesne, aby prawidłowo rozwijać się i funkcjonować w codzienności. Często to życie ziemskimi kategoriami przysłania nam cały świat…

Chrystus zachęca nas do tego, abyśmy nie skupiali się tylko na pokarmie ziemskim, który mimo, że bardzo ważny zostawia w nas głód samego Boga. Nasze życie duchowe powinno być wspomagane codzienną pracą, która przyniesie konkretne owoce w naszym życiu, jeśli ukierunkowane jest na samego Boga. Wtedy nie staniemy się „samotną wyspą” bezradności i osamotnienia…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy jesz regularnie posiłki?
2. Jak wzbudzić w sobie „głód Boga”?
3. Jak łączyć rozwój życia duchowego z codzienną pracą?

I tak na koniec…

Miłość nie jest podobna do głodu. Jest nienasycona, wciąż chce więcej. Kiedy ktoś kocha, kocha coraz więcej (John Maxwell Coetzee)