Uczynić swoją wolę…

Mowa Eucharystyczna

Jezus powiedział do ludu: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.

Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».

Opowiadanie pt. „Nareszcie żyję…”

On nie kochał mnie. Kochał we mnie kobietę, a mówiąc dokładniej kobiecość: byłam tylko typem kobiety, który mu odpowiadał. Kiedy dostrzegł, że jestem „kimś”, kiedy spotkał moje „ja”, poczuł się zażenowany, nie wiedział, co począć z czyimś ja, z żyjącą osobą. Odtąd coś w życiu przeszkadzało, zawadzało. Coś, a może raczej ktoś odbierał mu prawo do tego, aby był sam, z rzeczą, która jest jego własnością; ktoś, kto dochodził swoich praw, a przede wszystkim prawa do tego, aby być uznaną za osobę jedyną, niepowtarzalną. Tego było za dużo.

Odsunął się, wydawał się jakby zagrożony w swoim posiadaniu. Stałam się dla niego intruzem; pozwoliłam sobie bowiem być sobą, podczas gdy on domagał; się ode mnie, abym była przedmiotem, przyjemnym i wygodnym okazem kobiecości. Oddalił się; zaczął szukać gdzie indziej i pewnego dnia znalazł inną kobietę, która – przynajmniej tak mu się wydawało – zgodziła się być jego rzeczą.

Po bardzo ciężkich miesiącach, kiedy przechodziłam kolejno od wściekłości do rozpaczy i gdy osaczały mnie wszelkie pokusy, teraz już nie mogę mieć do niego żalu. Dziś już osiągnęłam spokój, a raczej to spokój wziął mnie w posiadanie.

A zawdzięczam to jemu. Przez cierpienia niekochanej żony zostałam doprowadzona do zrozumienia, jaką miłością Bóg mnie miłuje. Wiem teraz, że Bóg nie kocha mnie jako istotę ludzką ani dlatego, że kocha ludzkość, lecz dlatego, że jestem Agnieszką. Bóg nie jest jak słońce, które daje swe ciepło wszystkim stworzeniom: obojętnie i bez uczucia. On daje mi swoją miłość, daje mi Siebie, ponieważ ja jestem sobą. Bóg to nie pani z towarzystwa dobroczynnego, która kocha biednych, lecz nigdy nie poświęci chwili czasu, aby każdemu z nich spojrzeć w oczy i poznać imię tego, kogo wspomaga. Po co – ona kocha „biednycn”. Nic takiego nie ma w Bogu.

To mnie, Agnieszkę, kocha Bóg, a kocha dlatego, że jestem Agnieszką. On zna moje imię wieczne. Nazywa mnie moim imieniem. Niecierpliwie czeka mojej odpowiedzi. Nie jest zazdrosny o moją samodzielność i osobowość. Dla Niego nie jestem rzeczą, którą się nabywa i której się używa, lecz wolnością, która daje siebie, a którą On bezgranicznie szanuje.

Dzięki Jego miłości jestem pogodzona sama z sobą i z innymi. Bóg wyzwolił w moim sercu źródła nadziei. Nareszcie żyję!

Refleksja

Wciąż odkrywamy nasze życie takim, jakim ono jest. A jakie jest? Uważamy czesto, że szare, mroczne, bez uroku i nadziei, ale też i radosne – dające pełnię sensu. Nie znamy siebie do końca, tak więc każdego dnia pojawiają się dylematy i nadzieje, które pokonujemy poprzez codzienne wybory. Nie każdy jest tym, kim chciałby być, gdyż brakuje mu odwagi, aby pójść za Tym, który daje życie…

Jezus bardzo chciał, aby nasze postępowanie było świadomym  kroczeniem po drogach tego życia. Wszystko po to, aby osiągnąć szczęście, by dzielić się nim z innymi ludźmi. Od nas bowiem zależy w dużej mierze jak to życie przeżyjemy sami i czy podzielimy się nim z drugim człowiekiem. Im więcej radości w nas, tym więcej jej wśród innych ludzi…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego warto odkrywać życie takim, jakie ono jest?
2. Dlaczego życie wciąż nas zaskakuje?
3.  Dlaczego warto kroczyć za Jezusem?

I tak na koniec…

Czas to nie dro­ga szyb­kiego ruchu po­między kołyską a gro­bem, czas – to miej­sce na za­par­ko­wanie pod słońcem (Phil Bosmans)