Każdy z nas idzie do Niego…

Pasterze u żłobka

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Opowiadanie pt. „O kulawym pasterzu”

W pobliżu Betlejem żył sobie kiedyś stary pasterz: wielki i barczysty; ale nogi miał już bezwładne i poruszał się jedynie o kulach. Dlatego większość czasu spędzał na ogół przy ognisku, pilnując, aby nie wygasł ogień.

Kiedy w świętą noc anioł zwiastował radość wielką z narodzenia Pana, obojętnie przyjął wezwanie do szukania Dzieciątka. Sam jeden pozostał przy ognisku, śledząc odchodzące w ciemność postacie swych kolegów: – Lećcie, lećcie! Cóż tam wielkiego mogło się zdarzyć; widmo; zjawa – mamrotał pod nosem.

Owce spały, owczarki leżały spokojnie. Słychać było tylko głęboką ciszę. Kulą podgarnął ogień, dołożył świeżego drewna: A może to nie zjawa nie sen? A może rzeczywiście zjawił się anioł? A może to prawda? -zaczęło mu chodzić po głowie. Więc zebrał wszystkie siły, wziął kule pod ramię i utykając, wyruszył w drogę śladami kolegów.

Kiedy dotarł wreszcie do stajni, świtało już. Wiatr skrzypiał rozklekotanymi wrotami; powietrze było jeszcze pełne zapachów korzennych, w rozdeptanej ziemi liczne ślady stóp. Zrozumiał; że znalazł to miejsce, o którym mówił anioł; ale gdzie jest owo Dziecko: Zbawiciel świata; Chrystus Odkupiciel? Po aniołach również ani śladu. Już chciał się głośno zaśmiać i ciesząc się, z cudzego niepowodzenia miał zamiar zawracać; gdy odkrył w sianie mały dołek, w którym leżało Dzieciątko. I w tym momencie coś szarpnęło jego sercem; sam nie wiedział, co się z nim stało. Przykucnął przed pustym żłóbkiem, głośno myśląc: Nic nie szkodzi, że Dziecko nie obdarzyło mnie swym uśmiechem, że nie słyszałem śpiewu aniołów, że nie podziwiałem blasku Maryi. Wierzę, że to miejsce Jego narodzenia. Pełen radości i uniesienia wyruszył w drogę powrotną.

Po jakimś czasie spostrzegł, że swoje kule zostawił przy żłóbku. Chciał się wrócić po nie, ale dopiero teraz uświadomił sobie, że idzie przecież mocnym i pewnym krokiem; że kul już nie potrzebuje.

Refleksja

Nasza podróż do Jezusa nie jest łatwa. Zawsze jest jakaś „kula u nogi”, która wstrzymuje nasze proste dojście do Niego. Zdruzgotani doświadczeniami codziennych trosk, kłopotów, zmartwień czy też nieszcześć, często ranimy świadomie lub też nie, bardzo wielu ludzi wokoło siebie. Jest nam wtedy źle. Czujemy się poobijani…

Chrystus ukazuje nam prostą drogę jak do Niego dojść. Wydaje się ona prosta, ale tylko wtedy, gdy patrzymy na nią z pewnego dystansu. Potrzeba nam zatem chwili i odejścia od naszych obowiązków i trosk. Wszystko po to, aby zobaczyć siebie „z daleka” w drodze do Chrystusa. Stół wigilijny jest miejscem, gdzie widzimy wszystko oczami Chrystusa, bo tam jest miłość. Nowe się rodzi…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy podróż do Jezusa jest łatwa?
2. Co jest Twoją „kulą u nogi” w spotkaniu z Jezusem?
3. Czy łatwo odejść i spojrzeć z dystansu na swoje obowiązki i troski?

I tak na koniec…

„Prawdziwa podróż odkrywacza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu” (Marcel Proust)