Warto zadziwić się…

Pasterze u żłóbka. Obrzezanie

Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.

A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki].

Opowiadanie pt. „O cudownym chłopcu”

Żył sobie kiedyś cudowny chłopiec, który już w wieku dziecięcym posiadł wszystkie mądrości i talenty. Przed domem rodziców dniem i nocą stały więc niekończące się kolejki tych, co chcieli zasięgnąć u niego rady czy pociechy. A on zadziwiał wszystkich swą wiedzą i wymową. Sława jego rosła na cały świat.

Wkrótce postanowił sam na własnej skórze doświadczyć tego świata, o którym tyle wiedział i o którym tyle mówił. I wyruszył w drogę. Jakże się zmartwił, gdy już po godzinie marszu stanął na skrzyżowaniu, gdzie musiał dokonać wyboru, gdyż nawet cudowny chłopiec nie może iść naraz w trzy różne strony. Musiał więc coś wybrać i z czegoś zrezygnować. I tak przy każdej kolejnej krzyżówce malał jego świat i topniały możliwości. Każda droga, każdy wybór wpychał go w coraz węższe koleiny. Kiedy więc zjawiał się na wiecach, jego zdania były coraz krótsze, mowa coraz mniej płynna. Ciążyła na nim niepewność rzeczy nie poznanych, które musiał raz na zawsze porzucić.

I tak szedł z miejsca na miejsce, opuszczając tysiące dróg i możliwości. Coraz mniej mówił, coraz bardziej był nieśmiały. A z cudownego dziecka stał się zwykłym starcem. Pewnego dnia usiadł na przydrożnym kamieniu i zaczął mówić sam do siebie: Ja ciągle w życiu tylko przegrywałem; traciłem wszystko po kolei – ziemię, wiedzę, marzenia. Z dnia na dzień stawałem się coraz mniejszy. Każdy krok odwodził mnie od czegoś. Lepiej trzeba było zostać w domu, gdzie wszystko posiadałem i wszystko wiedziałem; gdzie nie musiałem podejmować decyzji, więc miałem wszystkie możliwości.

Zmęczony, podniósł się z wysiłkiem i poszedł jednak dalej, do końca drogi, którą szedł. Teraz już nie było rozgałęzień; jeden jedyny kierunek prowadził prosto przed siebie. Kiedy doszedł do celu i ostatnim tchem wypowiedział ostatnie słowo, jakie zostało mu z całej wiedzy i retoryki, zauważył, że znajduje się na szczycie. I że to wszystko, z czego zrezygnował, znajduje się u jego podnóża.

Refleksja

Nie jest dziś łatwo zadziwić się czymkolwiek. Dzięki technologii i tym co daje nam współczesny świat, wyglądający niejednokrotnie jak z kolorowej bajki, ciężko nam ucieszyć się co jest w około nas. Nic nas już bowiem nie bawi, bo wszystko zostało przez nas już przeżyte. Widzieliśmy bowiem już wiele w telewizji, usłyszeliśmy w radio, czy w internecie, czy to od koleżanki lub kolegi, którzy podzielili się z nami swoim spostrzeżeniami…

Jezus zwraca nam uwagę na to, że w drodze do Niego warto zadziwić się wszystkim co jest w zasięgu naszego wzroku. Wszystko po to, aby potem przy osiągnięciu celu ucieszyć się nie tylko Nim, ale całą drogą, która do Niego prowadzi. Warto bowiem ucieszyć się nie tylko samym celem, do którego zmierzamy, ale też i środkami, które do niego prowadzą. Tyle w ten sposób będziemy mieli satysfakcję z całego naszego życia…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy potrafisz zadziwić się wszystkim?
2. Dlaczego nie tylko cel, ale i środki do celu są ważne?
3. Dlaczego inni są pomocni w naszej drodze?

I tak na koniec…

Pragnę się zadziwić, a jestem nudzony, łaknę wstrząśnienia, a słyszę jałowe bajędy, żądam niezwykłości, a częstują mnie płaskimi pochlebstwami (Stanisław Lem)