Uczymy się wiele jako dzieci…

Dwunastoletni Jezus w świątyni

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie.

Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.

Opowiadanie pt. „O mrówce i Himalajach”

Według starej legendy indyjskiej Himalaje – najwyższy łańcuch górski na świecie – były kiedyś małą mrówką. Mrówka-matka zostawiła pewnego dnia swą córeczkę samą w mrowisku i poszła szukać coś do jedzenia. Rodzicielka uczyła dzieci, że kiedy zostają same, mają stale myśleć o Bogu i wciąż do Niego się modlić, gdyż – argumentowała – istota modląca się jest zabezpieczona w Bogu i nic jej się nie może stać, nic złego przydarzyć.

Gdy tylko mrówka-matka wyszła za próg, zjawił się mrówko-niedźwiedź, aby na śniadanie spożyć między innymi naszą małą mrówkę. I już wysunął swój jęzor, ale ofiara stała się natychmiast większa niż jego pysk. Miś jednak nie dawał za wygraną i starał się wszelkimi sposobami dostać młodą mrówkę. Daremnie.

Mrówka rosła i rosła, aż jej plecy dotknęły nieba. Wtedy Bóg pogłaskał czule grzbiet mrówki i przyzwolił, aby już taka pozostała na zawsze. To są właśnie Himalaje – modląca się mrówka – fundamentem wsparte o ziemię, a szczytem sięgające nieba.

Refleksja

Mamy wielką szanse nauczyć się wiele i to od tych najmniejszych tzn. naszych dzieci. To one potrafią swoją szczerością i autentycznością pociągnąć niejednego z nas i nauczyć prostoty życia. Od nich uczymy się także, że szczerość otwiera nie jedno ludzkie serce. Śmiech, radość i gest otwartej ręki to nauczyciele, którzy potrafią otworzyć niejedne drzwi nie tylko domów, miast, czy państw, ale przede wszystkim ludzkich serc…

Jezus jako dziecko, a potem jako już dorosły mężczyzna, przebywając z dziećmi, uczył ludzi, że otwartość dziecka jest jedyną metodą, aby jednać ludzkie serca. Dziecko bowiem ma coś z niewinności, otwartości i bezbronności, która otwiera nasze ludzkie serca. Nasze dorosłe życie jest bowiem zależnością od innych ludzi. To od naszej otwartości, ale też i innych ludzi zależy, czy to życie na ziemi, przeżyjemy jak dzieci Boga, które dziękują Bogu za dar życia tu na ziemi…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego warto uczyć się od dzieci?
2. Dlaczego otwartość dziecka otwiera ludzkie serca?
3. Czego uczymy się zależąc od innych?

I tak na koniec…

Trzy rzeczy zostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka (Alighieri Dante)