W kościele szukamy człowieka…

Dwunastoletni Jezus w świątyni i życie w Nazarecie

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Opowiadanie pt. „Dla siebie nawzajem”

Wojna 1992 roku na froncie serbsko – chorwackim. Zwiad przeczesuje wioskę opuszczoną poprzedniego dnia przez nieprzyjaciela. W zniszczonym domu żołnierze znaleźli kołyskę z małym dzieckiem. Zwiadowca sięgnął po dziecko. W ostatniej dosłownie chwili jego koledzy zauważyli drut przeciągnięty od kołyski do miny. Stanęli jak wryci przed okrucieństwem zdolnym poświęcić niewinne życie dziecka, aby tylko zaszkodzić wrogowi.

Jeden z żołnierzy, narażając swoje życie odwiózł dziecko z frontu do sierocińca w Zagrzebiu. W drodze spadła na niego hiobowa wieść – podczas bombardowania rodzinnej wioski zginęli żona i dwoje dzieci. Bezradny stał nad grobami najbliższych. Rozbity psychiczne mężczyzna nie wiedział co ze sobą zrobić. Powrócił na front…

W swoim wielkim bólu przypomniał sobie po pewnym czasie o sierocińcu, postanowił odwiedzić „znajdę”. Dziecko – o dziwo! – rozpoznało swego wybawcę. Pozwoliło się objąć, ukołysać. Trzymając sierotę w ramionach zrozumiał nagle: to dziecko nie ma nikogo na świecie i on też jest samotny. Nie zastanawiał się długo. Zaadoptował małą dziewczynkę i powoli odnalazł spokój serca, zranionego bólem po utracie najbliższych.

Człowiek został stworzony dla drugiego człowieka. Ludzie muszą się odnaleźć dla siebie nawzajem.

Refleksja

„Nie radzę sobie, pogubiłem się…” Te słowa to nie tylko stwierdzenie, że komuś „pomieszało się” w życiu, ale również informacja, że nadal „ktoś nie wie, co dalej robić…”  Także wielu z nas zastanawia się co dalej robić, co jest dla mnie dobre, a co złe…

Rodzice Jezusa szukają go, bo się zgubił. Ale czy na pewno? A może to oni poszli własną droga i się pogubili? Ich nie pokój i podenerwowanie nie dały jasne spojrzenia na to, co się dzieje w ich życiu. Na szczęście jest Jezus, który  uspokoił sytuację. Rodzice mimo, że nie rozumieli sytuacji, zaufali swojemu synowi i dzięki temu odzyskali spokój ducha. My również szukamy ludzi, którzy zostali dla nas stworzeni, aby uspakajać naszego ducha…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Co robisz, kiedy zbliża się w Twoim życiu „zawierucha”?
2. Czy masz osobę/y, dzięki którym odzyskujesz spokój ducha?
3. Czy Jezus pomaga Ci i jeśli tak, to jak pomaga w odzyskaniu równowagi w życiu?

I tak na koniec…

„Kto chce znaleźć w życiu szczęście, powinien związać się z jakimś celem, a nie z ludźmi czy rzeczami” (Albert Einstein)