Brud trzeba oczyścić…

Uzdrowienie trędowatego

Gdy Jezus przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast trąd z niego ustąpił.

A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich.

Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.

Opowiadanie pt. „Przeistoczenie”

W książce W. Huenermana „Ojciec Damian” znajdujemy opis chwili gdy heroiczny misjonarz trędowatych, załamany trudnościami chce porzucić swą placówkę i wracać do kraju. Przed odjazdem odprawia ostatnią Mszę św.

W momencie Przeistoczenia zdało mu się, że w Hostii ujrzał oblicze Chrystusa. Ku swemu zdumieniu i przerażeniu dostrzegł, że twarz Jezusa pokrywa trąd!

Zrozumiał w tym momencie słowa: „Cokolwiek uczyniliście drugiemu człowiekowi, mnieście uczynili”. Zrozumiał i pozostał z trędowatymi.

Refleksja

Uzdrowienie potrzebuje czasu. Każdy „trąd”, który niszczy i deformuje nasze sumienia i w konsekwencji życie, jest możliwy do wyleczenia. Brzydota naszych małych i tych większych grzechów, ich pułapka w której przyszło nam żyć, powinna nas coraz bardziej mobilizować, aby „zawalczyć” o wolność w naszym życiu…

Jezus uwalnia od trądu, który rujnuje życie. On jest jak woda, która oczyszcza to, co jest raną. On też obmywa to, co piecze, boli, czy też zadaje ból. Tylko w ten sposób możliwa jest skuteczna terapia, która daje ukojenie z bólu. Obyśmy każdego dnia pili wodę czerpaną ze „zdrojów zbawienia”…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Co jest w Tobie trądem?
2. Co wymaga w Tobie uleczenia?
3. Czy czerpiesz ze „zdrojów zbawienia”?

I tak na koniec…

„Tak naprawdę mogę kochać ludzi tylko wtedy, gdy oczyściłem z nich swoje życie” (Anthony de Mello, Przebudzenie, Uzależnienie od miłości)