Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni…

Powściągliwość w sądzeniu

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

Opowiadanie pt. „O garbusie i sądzie”

Zdarzenie to miało miejsce w przedwojennym Lwowie. Znaną postacią był wówczas garbus-kataryniarz: z jednej strony lubiany przez dorosłych i dzieci, z drugiej wciąż zaczepiany i wyśmiewany przez wyrostków. Pewnego razu straciwszy panowanie nad sobą, rzucił w takiego prześmiewcę kamieniem, i to tak nieszczęśliwie, że trafił młodzieńca w skroń i zabił.

Garbus oczywiście trafił do sądu. Na procesie groziło mu więzienie za nieumyślne zabójstwo. Obrony oskarżonego podjął się pewien słynny adwokat. Swoją mowę rozpoczął tak, jak wszyscy, od inwokacji: – Wysoki Sądzie!… Ale na tych dwóch słowach skończył. Po minucie sędzia odezwał się nieśmiało: – Mecenasie, proszę kontynuować… – Wysoki Sądzie -powiedział ponownie obrońca i znów przerwał. Milczenie, konsternacja. Sędzia zaczął się niepokoić: – Czy pan może nie – jest przygotowany? – Wprost przeciwnie – odparł adwokat i znów rozpoczął: – Wysoki Sądzie… i znów popadł w milczenie.

W tym momencie sędzia nie wytrzymał i rąbiąc pięścią w stół, wybuchł gniewem; czerwony ze złości, wyrzucił z siebie całą kanonadę pouczeń, żeby sobie nie robić żartów z instytucji państwowych, żeby poważnie traktować swoje obowiązki itd.

Wówczas adwokat zareagował z całym spokojem: – Dziękuję, ja już moją mowę obrończą skończyłem. Widzicie Państwo, ja tylko trzy razy powiedziałem to samo i to szlachetne „wysoki sądzie”, a na mojego klienta przez czterdzieści lat wykrzykiwali wszyscy naokoło: garbus. Na takie dictum sąd uniewinnił kataryniarza…

Refleksja

Przywykliśmy do sądzenia innych po pierwszym naszym „odruchu serca”. Tymczasem to nie serce, ale zmysły podpowiadają nam często złą interpretację zastanej rzeczywistości oraz osób, które biorą udział w danej sytuacji. Ocenianie i sądzenie innych nie jest trudne, bo przecież zawsze znajdzie się jakiś „hak”…

Jezus uczy nas przyjmować i pojmować rzeczywistość patrząc na nią naszym sercem. Nie jest to łatwe, bo te nasze serca często są poranione i krwawią przez liczne doświadczenia w spotkaniu z drugim człowiekiem. Nie są one czyste, bo pożądliwość ciała jest w nas wciąż obecna. Stąd pojmujemy rzeczywistość w sposób niepełny lub fragmentaryczny. Zmysły, które często mają tendencję do egoistycznego patrzenia na świat nie pomagają naszemu sercu. Jezus zaś przyszedł przede wszystkim po to, aby przemienić nasze serca. Serce czyste i bezinteresowne daj mi Panie, bo będzie wciąż puste, bo wypełnione grzechami…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego osądzamy innych?
2. Jak poznawać rzeczywistość wokół nas?
3. Dlaczego egoizm przeszkadza nam w widzeniu świata?

I tak na koniec…

„Trzeba by wyrzec się moralnego osądzania kogokolwiek. Nikt nie odpowiada za to, czym jest, nie może też odmienić własnej natury. To jasne jak słońce, wszyscy to wiedzą. Dlaczego zatem kadzić czy oczerniać? Dlatego, że żyć to oceniać, wydawać sądy, i że powstrzymywanie się od nich wymaga – jeśli nie jest wynikiem tchórzostwa – ogromnego wysiłku” (Emil Cioran, Zeszyty 1957-1972)