Nie płacz, nie trzeba…

Młodzieniec z Nain

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.

Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.

A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Opowiadanie pt. „O słowach i Panu Jezusie” (Apokryf współczesny)

Na wieść o Jego wielkich czynach szło za nim nie tylko wielkie mnóstwo ludzi, lecz cisnęły się też do Niego słowa cierpiące na rozmaite choroby, Przychodziły, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swoich dolegliwości. I gdziekolwiek przybył wszędzie zjawiały się zaraz chore słowa. Czasem znoszono je na noszach.

O zachodzie słońca przyniesiono do Niego sparaliżowaną GAZETĘ, a niosło ją czterech redaktorów. A że nie mogli zbliżyć się do Niego z powodu tłumów, weszli przez dach i przez otwór spuścili schorowane i wychudłe czasopismo. Jezus widząc ich wiarę, odpuścił gazecie wszystkie grzechy, nie nakładając najmniejszej pokuty: A przejrzawszy myśli uczonych; powiedział do sparaliżowanej: Wstań i idź twoimi drogami!

Gdy tłumy napierały na Niego, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza pewna LIRYKA, co cierpiała od lat na upływ słów. Wiele przecierpiała od różnych krytyków, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze górnej. Słyszała ona o Jezusie, więc całą drogę mówiła sobie: bym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też, skoro to uczyniła, ustał jej słowotok i poczuła, że jest uzdrowiona ze słabości. A wtedy Jezus zapytał: Kto się mnie dotknął? Gdy wszyscy się wypierali, liryka widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się drżąca i upadłszy przed Nim, wyznała Mu całą prawdę.

Gdy wszedł do pewnego miasta, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, moje ROZKAZY są chorej ludzie bardzo od nich cierpią. Rzekł mu Jezus: przyjdę i uzdrowię je. Lecz setnik odpowiedział: Panie nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach, ale powiedz tylko słowo, a wystarczy. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tłumu: Tak wielkiej wiary nie znalazłem jeszcze u nikogo. I od tej godziny rozkazy były znowu zdrowe.

Gdy wychodził z miasta, zbliżyły się ostrożnie do Niego WIADOMOŚCI pokryte trądem i wrzodami, cały czas przebywające z dala od ludzi i prawdy. Teraz podeszły i uklękły przed Nim, prosząc Go: Panie jeżeli chcesz, masz moc nas oczyścić. Jezus ulitował się nad nimi, wyciągnął rękę i rzekł: Chcę, błądźcie oczyszczone! A ledwo to powiedział, natychmiast zostały oczyszczone. Potem upomniał je jeszcze surowo i wnet odprawił.

Pewnego razu po południu przyprowadzono do Niego KAZANIE głuchonieme i proszono; żeby położył nań rękę. On wziął je na bok od rzeszy, potrząsnął i zaraz otworzyły się jego uszy i rozwiązały się więzy języka. I nabrało natychmiast rumieńców.

Pewnego dnia przyszedł też LIST z uschniętą treścią: Biedaczyna nie śmiał nawet prosić o cud dla siebie. Błagał tylko o błogosławieństwo dla adresata. Przynoszono Mu również dziecięcy SZCZEBIOT, lecz uczniowie szorstko zabraniali tego.

On jednak na każde słowo kładł ręce i uzdrawiał z niedomagań. I wiele słów poszło za Nim. A tłumy zdumiewały się widząc, że nieme mówi, ułomne jest zdrowe, chrome chodzi; niewidome widzi.

Refleksja

Pojawiające się łzy mogą być oznaką wielkiej radości, ale też i smutku. Niestety częściej pamiętamy to drugie, bo zostaje jakoś mocniej „wyryte” w naszym sercu. Dłużej pamiętamy zadaną nam krzywdę, bo narusza ona nasze bezpieczeństwo. Łzy szczęścia, chociaż też przez nas pamiętane, to jednak ulotne i przelatują szybko z naszej pamięci. Pozostają często tylko jakieś wspomnienia…

Jezus uczy nas, że mamy zaufać Bogi i temu co On Tu i teraz daje. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, gdy dzieje się nam źle. Zobaczenie „coś więcej”, niż obecne w naszym życiu cierpienie, koncentruje nas raczej na „tu i teraz”. Nie pozwala zatem widzieć szerzej i więcej. Szczególnie działanie Boga wydaje się wtedy zupełnie „abstrakcyjne” i jakoś „nieobecne”. Tym bardziej trzeba wierzyć, że to co się dzieje tu i teraz, dzieje się dla naszego dobra…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy bardziej obecne są w Twoim życiu łzy szczęścia czy rozpaczy ?
2. Czy pamiętamy dłużej zadaną krzywdę, czy otrzymaną radość?
3. Dlaczego nie jest łatwo ucieszyć się tym: „tu i teraz”?

I tak na koniec…

Są takie oczy, nie pozna pan po nich, że płakały. Wystarczy je otrzeć. A są takie, że płacz długo w nich stoi, nawet gdy dawno płakały (Wiesław Myśliwski)