Przemieniamy się każdego dnia…

Przemienienie Jezusa

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.

I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie». I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Opowiadanie pt. „Poszukujący ateista”

Starszy człowiek, który był ateistą, udał się do pewnego znanego księdza. Miał nadzieje, że w ten sposób rozwiąże problemy swojej wiary. Nie był w stanie uwierzyć, że Jezus z Nazaretu naprawdę zmartwychwstał. Szukał dowodów, które pozwoliłyby mu uwierzyć w zmartwychwstanie…

Kiedy dotarł do domu parafialnego, w którym mieszkał ksiądz, znajdował się już u niego jakiś gość. Ksiądz dostrzegłszy przez uchylone drzwi czekającego starca, wyszedł z kancelarii i z uśmiechem podał mu krzesło. Pożegnawszy się z przebywającym u niego gościem, zaprosił starca do siebie. Wysłuchał uważnie jego wątpliwości, a potem przez długi czas rozmawiali.

Po burzliwej dyskusji, ateista stał się wierzącym. Powrócił do przyjmowania sakramentów, wypełniania Słowa Bożego i uwierzył w Matkę Bożą. Szczęśliwy i trochę zdziwiony kapłan, zapytał go kiedyś:

– Niech mi pan powie, co w tej długiej rozmowie stało się dowodem, przekonującym pana, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał, że Bóg rzeczywiście istnieje?

– Sposób w jaki podał mi ksiądz krzesło, abym nie zmęczył się oczekiwaniem – odpowiedział starzec.

Refleksja

Kiedy otwieramy nasze serca, to zgadzamy się na to, aby ktoś miał do niego dostęp. W ten sposób zawierzamy nasze życie drugiej osobie, która ma nieograniczone możliwości.

Stajemy się w ten sposób w jakiś sposób bezbronni wobec rzeczywistości, która może nam pomóc, ale też i zranić. Warto jednak zaufać, bo bez tego nasze życie staje się bezsensowne, skazane tylko na siebie, skazane na egoizm. W ten sposób, nawet jeśli pojawiają się rany, przemienia się wewnętrzne „ja” – stary człowiek, a przemieniamy się w nowego…

Jezus przemieniał życie ludzi, których skupiał przy sobie, gdy do nich przemawiał, leczył, dawał życiowe porady. Przykład Jego życia porywał wielu, ale autentyczna przemiana dokonała się w niewielu. Ci, którzy poszli za nim, musieli cierpieć, bo przemiana wpierw myślenia sercem, umysłem, a potem i postępowaniem, nie przychodzi nikomu łatwo. Jest to droga okupiona wewnętrznymi i zewnętrznymi ranami, które otwierają nowe pokłady energii miłości, która w każdym z nas ciągle istnieje…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego warto otwierać nasze serca na drugą osobę?
2. Dlaczego nie możemy żyć tylko dla siebie?
3. Co nam potrzeba, aby się wewnętrznie przemienić?

I tak na koniec…

„Prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie niczego już w zamian nie oczekuje” (A. de Saint-Exupery)