Zakręcić się w około siebie…

Ścięcie Jana Chrzciciela

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: «To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim». Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego Filipa. Jan bowiem upominał go: «Nie wolno ci jej trzymać». Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.

Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: «Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela». Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

Opowiadanie pt. „O misce”

Tak się złożyło, że bieda nie ominęła też domu rabina. I tak, gdy nadeszło Święto Namiotów, rabbi nie miał żadnego „artykułu spożywczego”, którym mógłby uświetnić ten dzień. Po nabożeństwie został więc w bożnicy, bo wiedział, że w domu i tak nic do jedzenia nie dostanie. Ale jego żona, nic mu o tym nie mówiąc, sprzedała swoje ostatnie klejnoty i kupiła za to świąteczne pieczywo, trochę – ziemniaków i świece.

Kiedy rabbi pod wieczór wrócił do domu, zobaczył odświętnie nakryty stół. Ogromnie się tym ucieszył; zatarł ręce, usiadł do wieczerzy i z wilczym apetytem zaczął zajadać kartofle. Wygłodniały wielodniowym postem jadł szybko i łapczywie. Ale w pewnym momencie uprzytomnił sobie; jak bardzo pochłania go ta czynność. Więc przestał jeść, odłożył łyżkę i powiedział sobie w duchu: – Mój kochany, przecież ty nie siedzisz już w domu, lecz w misce z kartoflami.

Refleksja

Każdemu z nas grozi widzenie rzeczywistości tylko przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie słuchamy wtedy opinii innych ludzi, bo wydaje nam się, że my wiemy zawsze najlepiej. Egoizm bierze w nas górę. Z biegiem czasu każda inny osoba przestaje dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie. To my nadajemy ton temu, kto co ma do powiedzenia. Nie dajemy innym nic powiedzieć, bo z góry zakładamy, że nie ma nic do powiedzenia. Zostajemy sami ze sobą samym i swoimi myślami…

Jezus wiedział, że egoizm grozi każdemu z nas. Nie ma tu mocnych, bo każdy chce być doceniany, zauważony, dowartościowany. I nie ma w tym nic złego, jeśli przy okazji nie niszczymy innych ludzi. Egoizm potrafi zabić każdą przyjaźń i tym samym każdą relację między ludźmi. Nikt bowiem nie przepada za tym, jak traktowany jest przedmiotowo jak rzecz, którą można przestawiać z miejsca na miejsce oraz użyć i wyrzucić w każdym momencie. Jezus wie, że nie tędy droga, zwłaszcza w naszych relacjach z drugim człowiekiem…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego egoizm bierze w nas górę?
2. Dlaczego jesteśmy często egoistyczni?
3. Dlaczego chcemy być potrzebni innym ludziom?

I tak na koniec…

Egoizm nie polega na tym, że żyje się tak, jak się chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy (Oscar Wilde)