Protekcja nie popłaca…

Synowie Zebedeusza

Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz?

Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie.

Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?

Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci.

A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Opowiadanie pt. „O wychowaniu i sercu”

Pewien ojciec – opowiada chasydzka legenda – miał nie lada kłopoty wychowawcze ze swym synem. Młodzieńcowi ani się śniło, iść za radami i wskazaniami rodziciela. Szkoła i nauka były dla niego największą katorgą: Najchętniej oddawał się zabawom i leniuchowaniu.

Zatroskany ojciec udał się więc z tym „trudnym” chłopcem do słynnego rabina, aby ten coś tu pomógł i zaradził. Rabbi wysłuchawszy o co chodzi, kazał ojcu wyjść na miasto i załatwić, co ma do załatwienia; a dziecko w tym czasie ma zostać u niego.

Mędrzec zostawszy sam na sam z młodzieńcem, podszedł do niego i przycisnął jego głowę do swej piersi.

Po wielu latach z tego krnąbrnego synalka wyrósł wielki rabbi. Przy każdej sposobności opowiadał, że owe godziny spędzone wówczas u rabina były istotnymi godzinami jego wychowania.

Refleksja

Każdy z nas ma tendencje, aby poukładać sobie życie według własnego scenariusza. Aby to osiągnąć zmuszeni jesteśmy szukać pomocy z zewnątrz. To zaś pociąga za sobą konsekwentnie wchodzenia w różnego rodzaju relacje i układy, które odbierają nam naszą wolność. Powstaje pewien paradoks, bo stajemy się wtedy sługami wielu po to, aby być wolnymi. Wpadamy w zamknięte kręgi zależności z których nie ma już wyjścia. Już musimy tak postępować, bo nie ma innego wyjścia…

Jezus wie, że dopiero zasmakowanie bycia sługą daje nam „prawo” do zasiadania po Jego prawicy i lewicy. Tylko przyjmując postawę dziecka mamy szanse zrozumieć tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Odruch serca, miłosierdzie, a nie tylko ofiary, mają nas przybliżyć do bycia na potrzeby innych. Wtedy nie będziemy już walczyć o „stołki władzy”, ale będziemy pomagać innym, aby osiągnęli swój własny cel. Egoizm prowadzi na szczyt z którego można łatwo spaść. Nie mamy być zatem sługusami, ale sługami Boga…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego pokładanie tylko w sobie nadziei jest zgubne?
2. Dlaczego warto trwać w wolności?
3. Dlaczego nie warto „walczyć  o stołki”?

I tak na koniec…

Byle smród co walczy z wentylatorem uważa się za Don Kichota (Stanisław Jerzy Lec)