Ciebie Boże chwalimy i wysławiamy…

Powołanie Mateusza

On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Opowiadanie pt. „O świętym i jego cieniu”

Był sobie kiedyś mąż tak bogobojny, że nawet aniołowie chylili przed nim czoła. Mimo tej wielkiej świętości był jednak zwyczajnym człowiekiem: wykonywał proste codzienne prace i dobroć, jaka promieniowała z niego, była czymś naturalnym, jak zapach rozsiewany przez kwiaty. Wszyscy wiedzieli o jego świętości, tylko on sam nie miał pojęcia, że jest – święty.

Pewnego dnia przybył do niego anioł niebieski i rzekł: – Bóg posyła mnie tutaj, abyś wyraził jakieś życzenie do spełnienia, ma to być Boża nagroda za twe życie. Ale człowiek nie okazał tą propozycją większego zainteresowania. Więc anioł chciał mu pomoc w wyborze i tak wywiązał się następujący dialog:
– Może chcesz mieć dar uzdrawiania chorych?
– Nie. Wolę, aby Bóg sam to robił.
– Może chcesz mieć dar nawracania grzeszników?
– Nie, nie wypada mi dotykać serc ludzkich: to sprawa aniołów.
– A może chcesz być takim przykładem cnót, że ludzie będą zmuszeni iść twoimi śladami?
– Nie, bo w ten sposób ściągałbym na siebie uwagę publiczności.
– Więc jakie masz wreszcie życzenie? – niecierpliwił się anioł.
– Chcę posiadać łaskę Bożą; posiadając ją, mam wszystko, czego sobie życzę.

Anioł jednak nalegał, aby życzenie było konkretne, bo inaczej będzie narzucone z góry.

– Dobrze, to proszę, aby przeze mnie działo się dobro, ale ja nie chce tego w ogóle widzieć.

Tak więc postanowiło Niebo, aby cień świętego miał moc cudotwórczą. I wszystko, co znalazło się w tym cieniu (pod warunkiem, że było to poza plecami świętego) doznawało cudownego przemienienia: chorzy powracali do zdrowia, ziemia stawała się bardziej urodzajna, na pustyniach wytryskiwały źródła, grzesznicy wracali do Boga, a twarze smutnych rozjaśniały się uśmiechem.

Refleksja

Powinniśmy być wolni od nakazów rytualnego prawa, aby raczej wczytać się w to, czego chce od nas Bóg. Nie chce On bowiem samej ofiary, ale raczej miłosierdzia względem innych ludzi. Nie należy czytać Biblii dlatego, bo tak trzeba, wypada, czy należy. Nie należy tego czynić również ze względu na innych. Powinno to raczej wypływać z potrzeby naszego serca.

Podobnie jest też z przykazaniami. Nie są to nakazy same dla siebie po to, by wprowadzić sztucznie porządek moralny. Przykazania są przede wszystkim po to, aby nasze serca były nieskalane, czyste i wolne od wszelkiego przywiązania tu na ziemi. Życie wg przykazań daje poczucie wolności. Wtedy „nad nami” jest tylko Bóg. Podejmowanie decyzji w wolności jest warunkiem naszej dobrej kondycji cielesnej, psychicznej i duchowej. Przesiąknięci Bożym darem jesteśmy w stanie pomagać sobie i innym.

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czego chce od Ciebie Bóg?
2. Czy zakazy i nakazy moralne pomagają Ci w codziennym życiu?
3. Czym są uwarunkowane podejmowane przez Ciebie decyzje?

I tak na koniec…

„Gdy pragnie się podjąć decyzję, najniebezpieczniejszą rzeczą jest zasięgnięcie czyjejś rady. Oprócz dwóch czy trzech osób, nie ma na świecie nikogo, kto by pragnął naszego dobra” (Emil Cioran, Zeszyty 1957-1972)