Uczniowie, w rozmowie z Jezusem słysząc to, co im powiedział, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! (Mt 17, 1-9). Wtedy w ich życiu nastąpiła przemiana. Przystąpili do czynu. Dziś kilka słów uczuciu, które jest obecne w naszym codziennym życiu, bo o… lęku.

Lęk jest różnie ujmowany przez wielu autorów. Najogólniej można powiedzieć, że jest on reakcją emocjonalną na sytuację zagrożenia i zgodnie z poglądem wielu autorów można stwierdzić, iż nie ma lęku bez uczucia zagrożenia. Codzienne życie stwarza mnóstwo nieuniknionych sytuacji, w których człowiek czuje się zagrożony, doznaje lęku obezwładniającego jego ciało i umysł. A zatem można powiedzieć, że lęk-towarzyszy nam przez całe życie i wpływa na nie z różnorakim nasileniem i czasem trwania. Doznają go zarówno ludzie zdrowi jak i cierpiący na różne zaburzenia (w tym zaburzenia lękowe). Ocenia się, że około 5 -10% (a nawet 15%) ludzi na świecie cierpi na zaburzenia lękowe.

Anthony de Mello chętnie przytacza historie, wyjaśniające tajemnice naszej rzeczywistości. Pośrednio też powstawania w nas lęku. Podaje, że my ludzie bardzo często jesteśmy zamknięci w klatce własnych przyzwyczajeń, niczym niedźwiedź krążący w jedną i w drugą stronę po sześciometrowym wybiegu. Gdy po kilku latach usuniemy pręty, niedźwiedź nadal będzie się poruszał w obrębie owych sześciu metrów, tak jakby nadal pozostawał w klatce. Dla niego klatką nadal tam jest. Jego tęsknota obumarła wskutek długich lat niewoli. Pojawił się lęk który nie pozwala pójść dalej…

Chrystus dziś mówi do nas: Wstańcie, nie lękajcie się. Nie bójcie się pójść do przodu. Inaczej: nie oglądajcie się wstecz (z przeszłości wyciągajcie jedynie wnioski na przyszłość), ale ruszajcie z odwagą przed siebie. Poznawajcie to co nowe, nie bójcie się tego co jest tu i teraz. Poszerzajcie swoje horyzonty widzenia, swój punkt patrzenia. Próbujcie ogarnąć wola i umysłem to, co widzicie, słyszycie, dotykacie, czego doświadczacie tu i teraz. Ubogacajcie tym swoje wnętrze. Próbujcie stale wychodzić poza granice swojego widzenia….

Tylko ludzie spoglądający w głąb własnego wnętrza potrafią właściwie patrzeć na zewnątrz, tylko ci, którzy noszą w sobie tęsknotę za światłem, wykraczającym poza widzialną rzeczywistość, mają wyczucie tego świata. Dla nich nie jest on wszystkim. Tęsknota koryguje to, co dostrzegają i w ten sposób wszystko nabiera właściwej miary.

W jednym ze swoich Ćwiczeń medytacyjnych, św. Ignacy (założyciel zakonu jezuitów) opisuje „trzy klasy ludzi”. Wszystkie trzy klasy pragną naśladować Jezusa, lecz wszystkie trzy są również przywiązane do czegoś, co uniemożliwia urzeczywistnienie tego pragnienia. Pierwsza klasa ludzi – to klasa marzycieli. Widzą problem. Widzą niebezpieczeństwo. Boją się i lękają przed wykonaniem pierwszego kroku. Zbyt mocno lubią jednak swoje przywiązanie, by się od niego uwolnić. Nie podejmują się więc niczego.

Druga klasa – to klasa spryciarzy. Widzą problem. Widzą również niebezpieczeństwo. I oni zbyt lubią swoje przywiązanie, aby się od niego uwolnić. Chcą jednak ustrzec się przed niebezpieczeństwem. I tak, na przykład, będą się codziennie modlić, by nie powstrzymaj ich to od naśladowania Jezusa.

Trzecia klasa – to klasa ludzi czynu. Widzą oni swój problem. Dostrzegają również niebezpieczeństwo. I oni lubią swoje przywiązanie. W przeciwieństwie jednak do dwóch poprzednich klas, gotowi są zrezygnować z tego przywiązania, jeśli po modlitwie uświadomią sobie, że tego Bóg właśnie od nich oczekuje.

Świadomi tego, jak jest w naszym życiu, prośby Boga o siły w przezwyciężaniu naszych codziennych lęków, które bardzo często okazują się być zwykłymi przyzwyczajeniami, abyśmy wstając, podnosząc się z naszych upadków mogli z odwagą stanąć przed Chrystusem i Jemu mogli powierzyć siebie samych. Aby to On w nas działał, a nie nasza pycha.

Każdy czas jest dobry na naszą przemianę. Nasze życie warte jest tego, aby powiększać jakość przeżywanych dni. Warci jesteśmy tego, aby ucieszyć się każdym dniem, który daje nam Bóg. Warunkiem jest jednak to, że musimy chcieć zmieniać jego wartość poprzez intensywną pracę nad sobą samym. Kształtowanie swojego charakteru jest naszym obowiązkiem…

Jezus przemieniał ludzi swoim życiem. Swoją obecnością wpływał na ich życie, zmieniając je na lepsze i to każdego dnia, realizując misję Ojca. Ta przemiana potem wpływała także na innych ludzi, którzy swoją wiarą przemieniali świat. Ta misja, która jest misją Kościoła, trwa do dziś i będzie trwała do ponownego przyjścia Chrystusa…

Każdy z nas chce być lepszy. Często jednak okoliczności zewnętrzne, charakter osoby, ale też i ludzie nie pozwalają nam być tymi, którymi byśmy chcieli być. Mamy świadomość tego, że jest to pewien proces na który wpływa wiele elementów, które są mniej lub bardziej niezależne od nas. To często rodzi frustrację, że chcemy tak wiele, a jest tyle co zawsze. Przemiana jednak zawsze zaczyna się od serca, bo to ono jest ośrodkiem, który jest „centrum dowodzenia”. Jemu zatem należy poświęcić najwięcej naszej uwagi…

Jezus nawoływał do przemiany naszych serc. Zachęcał do zmiany nastawienia serca, aby nie było w nim lęku o to, co jest przed nami. Lęk bowiem zawsze niszczy w człowieku jakąkolwiek inicjatywę polepszenia obecnej sytuacji. Bojaźń i lęk zamykają go w świecie z którego nie ma już wyjścia. Potrzeba nam zatem, aby każdy moment naszego życia poddać Jezusowi, który pomoże nam dźwigać krzyże, których po ludzku nie jesteśmy w stanie nieść sami. Z Nim jednak, to zupełnie coś innego…

Mt 17, 1-9

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.

A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza».

Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie».

Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.

A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się». Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».