Dziś przed naszymi oczami pojawia się obraz przedstawiony przez Dzieje Apostolskie. Jest to obraz męczeństwa św. Szczepana. Ten pierwszy męczennik za wiarę może nas tak wiele nauczyć. Swoją śmiercią przestrzega nas, ostrzega nas, żebyśmy nie chwytali za kamienie po to, aby zabić, skaleczyć, zranić drugiego człowieka z nienawiści, zazdrości, pogardy czy też dla zwykłej zabawy, ale próbowali raczej wsłuchać się w to, co ma on nam do powiedzenia.

Wczoraj, wzorem pasterzy z Betlejem wędrowaliśmy z domu do domu. Odwiedzaliśmy nasze rodziny, znajomych, przyjaciół – ludzi drogich naszemu życiu. Udaliśmy się do nich, aby podzielić się otwartą ręką i chlebem – symbolem życzliwości, otwartości i miłości. Bo faktycznie, Dzień Bożego Narodzenia to dzień dobroci, szczęścia, uśmiechu, sentymentu, ale przede wszystkim bycia z najbliższymi. Na pasterce życzyłem wielu, aby zapamiętali życzenia, które składali sobie nawzajem, po to, aby je wprowadzać w codzienne życie: 365 dni, czyli przez najbliższy rok 2018. To wszystko po to, aby ten czas był gestem otwartej, życzliwej ręki, gdzie chleb będzie pokarmem dla wielu. Jeżeli bowiem z tej ręki wypuścimy ten chleb, to bardzo szybko w jego miejscu, łatwo i bez przeszkód, znajdzie się kamień.

Dzisiejsze Święto św. Szczepana tę prawdę właśnie nam przypomina. Zawsze tam, gdzie nie ma w ręce chleba (symbol otwartości, życzliwości i pokoju), tam będzie kamień (symbol zatwardziałości serca, nieczułości, złości, gniewu i nienawiści). Jeżeli serce nie będzie wypełnione chlebem dobroci, to wypełni je skamielina, kamień, skała – nieczuła na ludzkie wołanie i prośby.

W Wigilię Bożego Narodzenia, podczas wojny francusko-pruskiej w 1870 roku, francuscy i niemieccy żołnierze spoglądali nawzajem na siebie z okopów, z bliskiej odległości patrzyli nawzajem na siebie. Nagle, jeden z żołnierzy francuskich zaczął śpiewać kolędę pt. „Cicha noc, święta noc”. Stał na szczycie okopu, jego buty były wbite w błotnistą glinę i patrzył na Niemców. Nie padł ani jeden strzał. Kiedy francuski żołnierz skończył, z kolei jeden z żołnierzy niemieckich (pruskich) wspiął się na szczyt okopu i zaśpiewał następną kolędę. I znów nie padł ani jeden strzał. Świadkowie tej sceny nie zapomnieli jej do końca swojego życia.

Ten wspaniały, niestety odosobniony epizod ukazuje nam istotny wymiar Świąt Bożego Narodzenia. Jest to czas pojednania ze swoim bliźnim. Z tym, którego może zraniłem poprzez obmowę, kłamstwa na jego temat, niesprawiedliwe domysły, oceny i dociekania. To współczesne kamienie, które przynoszą drugiemu śmierć. Jest to czas, kiedy możemy przełamać lody własnej nienawiści, czy może zwykłej obojętności wobec drugiego człowieka.

Jest to czas z przebudzenia się ze swego dotychczasowego snu, w którym wielu z nas, nieświadomie pielęgnuje urazy, które są właśnie przyczyną do walki – wojny w każdym domu rodzinnym, wśród przyjaciół, kolegów, w miejscu pracy i odpoczynku. Gdzie jest permanentna walka „na kamienie”. Tylko po to, aby zadać przeciwnikowi „szczery” ból.

To bardzo ważne dla nas chrześcijan, aby Święta Bożego Narodzenia przeżyć dobrze i świadomie ten wyjątkowy dzień. Co znaczy świadomie?

Posłużę się smutnym przykładem wziętym z codziennego życia. Bardzo smutny obraz, ale jakże dobitnie pokazujący to, o czym mowa… Przepraszam od razu za drastyczność opisanej sceny…

Kiedyś, podczas procesów oświęcimskich, we Frankfurcie nad Menem, na ławie oskarżonych siedział sanitariusz o nazwisku Kleer. Znany był z tego, że zabijał swoich więźniów zastrzykiem fenolu. W serce…

Między sędzią, a oskarżonym wywiązał się następujący dialog: „-

„- Oskarżony, ile zastrzyków dziennie pan wykonywał?” – zapytał sędzia. „- Trudno opowiedzieć, ale ok… 300, może 400…. Pamiętam też, że raz było ich tylko… 200” – kontynuował Kleer. „I to było mało?” – zapytał sędzia. „Tak. Ale wtedy mi się bardzo spieszyło.” – ożywił się oskarżony. „ Dlaczego?” – zdziwiony sędzia pytał dalej. „- Chciałem się ogolić, wykapać, zmienić mundur…”  – ze spokojem mówił nadal Kleer. „- Po co?” – z coraz większym zainteresowaniem pytał sędzia. „- A więc chciałem” – zastopował Kleer. „- Co oskarżony chciał?” – napięcie niepokoiło już pytającego. „- Chciałem świętować Wigilię, Wysoki Sądzie…” – powiedział z dumą oskarżony…

Prawdziwa, ale bardzo smutna i zarazem szokująca historia o człowieku, który może co roku obchodził Święta Bożego Narodzenia, ale w jego życiu jednak nic nowego się nie narodziło: zamiast serca nadal miał kamień…

Męczeństwo św. Szczepana wzywa nas do refleksji nad tym, co dziś mamy w ręku: chleb, czy kamień? Odpowiedź na to pytanie może być początkiem radykalnych przemian w naszym życiu, a szczególnie naszego serca. Chrystus jest tym, który po to przyszedł na świat, aby dać naszemu ludzkiemu życiu: wiarę, nadzieję i miłość. Prośmy o nie każdego dnia w ciągu następnych 365 dni roku, ale także w całym naszym życiu.

Dz 6, 8-10; 7, 54-60

Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.

Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego.

A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”.

A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.

Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu”.

Po tych słowach skonał.

Mt 10, 17-22

Jezus powiedział do swoich Apostołów:

„Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić.

Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.