Wczoraj w Uroczystość Wszystkich Świętych myśleliśmy o tych, którzy już osiągnęli szczęście wieczne. Dzisiaj naszą modlitwą obejmujemy wszystkich zmarłych, którzy „pragną” wejść do Królestwa Bożego. Nie jest to dzień skargi z powodu utraty kogoś bliskiego, ani dzień pocieszenia i ukojenia bólu, ale dzień modlitwy. Również dzień refleksji nad sobą.

Stara legenda opowiada, ze pewien król zwołał największych uczonych do siebie i polecił im spisać wszystkie mądrości świta. Uczeni pilnie zabrali się do pracy i po czterdziestu latach przedstawili królowi sto grubych ksiąg. „Nie zdołam tego przeczytać, nie pozwala mi na to mój czas, a tym bardziej moje zdrowie. Kochani uczeni! Musicie wszystko skrócić, pozostawcie tylko to, co jest najważniejsze!” – prosił król uczonych. Po dziesięciu latach uczeni przyszli z nowym dziełem do króla. Tym razem przynieśli dziesięć tomów. I to było dla siedemdziesięcioletniego króla zbyt wiele. Odesłał ich z prośbą, aby pozostawili tylko to, co powinien przede wszystkim wiedzieć. Uczeni zabrali się do pracy i zebrali mądrości świata w jednej księdze. Król był już umierający, mimo to pragnął usłyszeć najważniejszą mądrość świata w jednym zdaniu. Uczony stojący przy śmiertelnym łożu, powiedział: „Najważniejszą mądrością świata jest ta, że człowiek rodzi się, cierpi i umiera.”

Człowiek rodzi się, cierpi i umiera! I nic więcej? Czy to jest największa „najmądrzejsza” mądrość świata? Czy nic innego nie można powiedzieć o życiu człowieka?

Człowiek i jego życie widziane oczyma bez wiary jest nierozwiązywalną zagadką, a śmierć -zagadką nad zagadkami. Człowiek widziany oczyma bez wiary jest istotą bez sensu, całkowitym nieporozumieniem, zbytecznym dzieckiem szalonej przyrody. Jego życie jest przegraną walką. Z chwilą narodzin rozpoczyna się łańcuch cierpień, których końcem jest grób, ostateczna klęska i przegrana. Mówi się, że życie jest drogą do grobu, a jednak człowiek przez całe życie walczy o przetrwanie. Do walki przeciwko śmierci mobilizuje wiedzę, technikę, medycynę i pieniądze. Można by powiedzieć, że życie to nieustanna i daremna walka ze śmiercią.

To jednak tylko pozory. Człowiek i jego życie postrzegane oczyma wiary wygląda zupełnie inaczej. W głębi naszej istoty, na dnie duszy, tkwi pragnienie, myśl i przekonanie, że śmierć nie jest czarną kropką po tym życiu, ale początkiem innego życia. Pusty grób’ Jezusa Chrystusa „dowodzi”, że Jego historii nie można zamknąć w trzech wyrazach: urodził się, cierpiał i umarł. Musimy dodać: On zmartwychwstał i żyje! Ostatnie słowo nie należy więc do śmierci, lecz do życia. Dlatego nie rzucamy naszych zmarłych psom; grzebiemy ich i stawiamy im pomniki.

Dzień zmarłych jest dniem nieśmiertelnych. Nasi zmarli żyją i to jest dla chrześcijanina największa pociecha. Grób nie jest końcem ale początkiem życia bez końca, kresem łez a początkiem wiecznej pieśni. Nasi zmarli nie zniknęli, przesiedlili się tylko do nowej ojczyzny. Bo śmierć jest zmianą na lepsze.

Trafnie wyraził to bośniacki pisarz Mesa Selimović: „Śmierć jest przesiedleniem z domu do domu. To nie jest unicestwienie, ale drugie narodzenie. Podobnie jak pęka skorupka jajka, kiedy pisklę zupełnie się rozwinie, tak też przychodzi czas na rozłąkę duszy i ciała.”

Jednak tylko człowiek doskonale czysty i święty, oczyszczony od wszelkich ziemskich brudów, zasługuje na wieczną nagrodę. Przedtem trzeba spłacić wszystkie długi. Świętość Boża przyjmuje tylko świętych. Wielu przeniosło się do wieczności w stanie łaski Bożej, ale bez pełnej świętości. Muszą więc spłacić długi i w czyśćcu cierpieć za grzechy. Dlatego Kościół – matka wszystkich ochrzczonych – staje nad grobami swoich dzieci i modłami wyprasza u Boga „wieczny pokój”, aby mogli stanąć przed Bogiem.

Dzień ten, to również dzień przestrogi dla żywych. Na ścianie kostnicy szpitala w Mostarze widnieje łaciński napis: „Mortui vivos docent” – Umarli pouczają żywych. Groby naszych bliskich uczą nas jak żyć po chrześcijańsku, by śmierć była tylko snem w Chrystusie, nasz czyściec krótki, a wieczność szczęśliwa.

Siostry Służebniczki NMP Niepokalanej tak śpiewają nad grobem swojej współsiostry:

„Me życie jest cieniem, me życie jest chwilką,
Co ciągle ucieka i ginie.
By kochać Cię Panie, te chwilę mam tylko
Ten dzień dzisiejszy jedynie.
Ach, skończy się wkrótce to moje wygnanie
Wiecznego blask zalśni mi słońca.
I śpiewać Ci będę na wieki, o Panie
To „dzisiaj” bez kresu i końca.”

Łk 23, 44-46. 50. 52-53; 24, 1-6a

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha.

Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany.

W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach.

Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał».