„O wszystkich tych wydarzeniach usłyszał również tetrarcha Herod i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Jana ja ściąć kazałem. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć”. (Łk 9, 7-9)

——————————————-

Trzy razy anioł budził pobożnego kapłana Arsemiusa. Trzy razy ukazał mu różne obrazki z życia ludzi. W pierwszej odsłonie mąż Boży zobaczył człowieka zbierającego chrust. Choć już nazbierał tyle, że nie mógł podnieść, dokładał wciąż gałązki, tak że wiązka była coraz większa i cięższa. Drugim razem Arsemius ujrzał człowieka, który usiłował przelać wodę ze stawu do dziurawej skrzyni. Oczywiście, że nie dało to żadnego rezultatu. W następnym widzeniu opancerzony rycerz z rozbiegu atakował włócznią bramę miejską. Daremnie: odbijał się od niej jak gumowa piłka. Kapłan zaniepokojony tymi obrazami, poprosił o komentarz do tajemniczych wizji. Oto on: Pierwszy człowiek, to ten, który wciąż pomnaża swoje winy. Drugi chce uczynić dobro, ale wybiera fałszywe środki. Trzeci chce pychą i siłą zdobyć życie. Ale cały jego trud jest daremny, gdyż bramę życia otwiera tylko klucz pokory i miłości.

Antoine de Saint-Exupéry napisał w swojej książce: „Twierdza” takie słowa: „Albowiem wydawało mi się, że człowiek jest taki właśnie jak twierdza. Kruszy mury, żeby zapewnić sobie wolność, ale wtedy staje się fortecą zburzoną i wydaną gwiazdom. Wtedy rodzi się lęk nieistnienia.” Poczucie niepokoju towarzyszy naszemu życiu. Niepokoimy się o różne rzeczy: pracę, pieniądze, jedzenie, zdrowie, o siebie samych i najbliższych w rodzinie i innych. Martwimy się o rzeczy istotne dla naszego życia, ale i też i te mniej ważne. Jest to naturalny odruch każdego człowieka, bo bazuje on na poczuciu bezpieczeństwa. Tylko człowiek niemądry nie dba o tak ważne sprawy, które są mu potrzebne do codziennej egzystencji…

W wypadku Heroda chodziło jednak o jeszcze coś innego. Bo przecież miał on pieniądze, odzienie, zdrowie, pracę oraz pałac, gdzie mógł spać i jeść pod własnym dachem. Miał też ogromne bogactwo za które mógł sobie kupić co tylko sobie wymarzył i co tylko chciał. Ale miał też coś bardzo dla niego ważnego, co dawało mu to wszystko. Była to władza i to na niej budował swoje życie. Dlatego bał się to wszystko stracić. Strata tego jednego, ale jakże ważnego elementu w tej całej jego układance życia – władz – pozbawiłoby go wszystkiego. A na to nie mógł sobie pozwolić…

Herod zatem podejmuje pod wpływem swojego niepokoju, mnóstwo dziwnych i strasznych decyzji, które wpływają potem nie tylko na jego osobiste życie, ale i życie, niczemu winnych, poddanych. Każe zatem zabijać tych wszystkich, którzy w jego mniemaniu, zagrażają jego życiu. Zabił już Jana, teraz chce się dowiedzieć coś o Jezusie. Stąd mamy to pytanie, które przekazuje nam Ewangelista Łukasz: „Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę? I chciał Go zobaczyć”. Herod znalazł kolejnego człowieka, który mu zagraża, jest bardziej od niego znany. Towarzyszy tym decyzjom nieustanny niepokój i lęk… To, co przeżywał w swoim sercu i umyśle oddaje doskonale ten krótki wiersz, który kiedyś znalazłem w Internecie:

„Herod ujrzeć pragnął tego,
Który cuda ludziom czynił.
Jana bał się… i co z tego?
Głowę ściął mu choć bez winy…

Może nocą Jan przychodził,
W snach się jemu wciąż objawiał.
Sen już krótszy nie nadchodzi…
Lęk zabija, a nie zbawia!”

Lęk jest różnie ujmowany przez wielu autorów. Najogólniej można powiedzieć, że jest on reakcją emocjonalną na sytuację zagrożenia. Zgodnie z poglądem wielu autorów można stwierdzić, iż nie ma lęku bez uczucia zagrożenia. Codzienne życie stwarza mnóstwo nieuniknionych sytuacji w których człowiek czuje się jakoś zagrożony, doznaje lęku obezwładniającego jego ciało i umysł. A zatem można powiedzieć, że lęk towarzyszyłam przez całe życie i wpływa na nie z różnorakim nasileniem i czasem trwania.

Jakże wielu dziś ludzi popełnia ten sam błąd co Herod. Zaczyna się od zwykłego niepokoju, a potem poprzez kolejne złe decyzje popadają oni w coraz większe tarapaty. Wszystkie złe decyzje, których „motorem” jest lęk,  niestety kończą się tak samo: śmiercią duchową, a czasami też i fizyczną… Jezus mówi odrzućcie wszelki lęk, bo on jest przyczyną wszelkiego zła… Bóg niepokoi tylko tych, którzy są skoncentrowani na sobie, tak jak Herod. Kto ceni Miłość, znajdzie w Bogu sprzymierzeńca.

Herod był zaniepokojony dobrem, które czynił Jezus. Dla niego bowiem nie istniało dobro i zło, ale tylko to co było po jego myśli i to co było wbrew jemu. Niestety, taka definicja dobra jest dość często spotykana. Jest wielu ludzi, którzy za dobro uważają tylko to, co im służy, a od nich niczego nie wymaga. Życie takiego człowieka jest do pewnego momentu satysfakcjonujące, ale szybko przychodzi pustka – brak poczucia sensu życia. Życie takiego człowieka zmierza donikąd, bo jest w nim tylko strach.

„Non abbiate paura…” – „Nie lękajcie się…”, tak brzmiały pierwsze słowa wypowiedzi z uroczystości inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, 22 X 1978 roku „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, mówił nowy Papież, wskazując na osobę Jezusa, jako Tego, który może pomóc w przezwyciężeniu ludzkiego strachu. Nie lękajcie się – otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się – Chrystus wie, co jest we wnętrzu człowieka, tylko on jeden wie.

Jak wiele racji miał wtedy Jan Paweł II. Niedługo minie 27 lat od tamtych wypowiedzianych przez niego słów, a człowiek nadal „tak bardzo często nie wie, co w nim jest. Tak bardzo często jest niepewny sensu swojego życia na ziemi, miota się między zwątpieniem a rozpaczą. Pozwólcie – proszę Was, błagam Was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. On jeden ma słowa życia – życia wiecznego.”

Parę dni temu, na spotkaniu Papieża Franciszka z młodzieżą w Centrum Kulturalnym ks. Felixa Vareli, w swym spontanicznym przemówieniu mówił on o potrzebie akceptowania tych, którzy myślą inaczej niż my: „Musimy wyrosnąć ponad indywidualizm. Kiedy religia staje się zamkniętym kręgiem, traci najlepsze, co ma, traci rzeczywistość adorowania Boga, wiary w Boga. Jest zamkniętym kręgiem słów, modlitw, mówienia: «Ja jestem dobry, ty jesteś zły», nakazów moralnych. A kiedy mam moją ideologię, mój sposób myślenia, a ty masz swój, zamykam się w kręgu mojej ideologii. Trzeba mieć serca i umysły otwarte. Kiedy ty myślisz inaczej niż ja, dlaczego nie pójdziemy porozmawiać? Dlaczego zawsze rzucamy kamieniem w to, co nas dzieli, w to, czym się różnimy? Dlaczego nie podamy sobie rąk w tym, co nas łączy? Zacznijmy rozmawiać o tym, co jest nam wspólne. A potem możemy mówić o rzeczach, w których się różnimy. Mówię jednak: rozmawiać, a nie kłócić się, zamykać się. Ale jest to możliwe tylko wówczas, kiedy potrafi się rozmawiać o tym, co nam wspólne z innymi, o tym, w czym umiemy współpracować” – powiedział Franciszek.

Chrystus każdego dnia do nas mówi: Wstań, nie lękaj się. Nie bój się pójść do przodu. Inaczej: nie oglądaj się wstecz (z przeszłości wyciągnij jedynie wnioski na przyszłość), ale ruszaj z odwagą przed siebie. Poznawaj to co nowe, nie bój się tego co jest tu i teraz. Poszerzaj swoje horyzonty widzenia, swój punkt patrzenia. Próbuj ogarnąć wolą i umysłem to, co widzisz, słyszysz, dotykasz, czego doświadczasz tu i teraz. Ubogacaj tym swoje wnętrze. Próbuj stale wychodzić poza granice swojego widzenia….

Pewne mongolskie przysłowie mówi: „Żaba żyjąca w studni ocenia rozmiar nieba według krawędzi studni”. Mongołowie to naród zakochany w bezkresach stepów. Z historii znana jest ich ruchliwość i pragnienie swobody. Te cechy do dziś charakteryzują plemiona koczownicze. Powyższe przysłowie ukazuje wyraźnie ich mądrość wobec panoszącej się duchowej ciasnoty. Czasami podobni jesteśmy do takiej żaby, która ocenia rozmiar nieba po brzegach studni. Dostrzegamy jedynie to, co znajduje się na pierwszym planie. Żaba pływa w wodzie i tylko od czasu do czasu spogląda w górę. Podobnie i my pływamy pośród wielu zadań naszej codzienności. Od czasu do czasu podnosimy wzrok i spoglądamy w niebo, lecz nie dostrzegamy jego bezkresu.

Anselm Grün, w swojej „Książce o tęsknocie” napisał: „Tylko ci, którzy naszą w sobie tęsknotę za nieskończonością potrafią dostrzegać bezkres nieba. I w tym leży paradoks: tylko ludzie spoglądający w głąb własnego wnętrza potrafią właściwie patrzeć na zewnątrz, tylko ci, którzy noszą w sobie tęsknotę za światłem, wykraczającym poza widzialną rzeczywistość, mają wyczucie tego świata. Dla nich nie jest on wszystkim. Tęsknota koryguje to, co dostrzegają i w ten sposób wszystko nabiera właściwej miary”.

W jednym ze swoich Ćwiczeń medytacyjnych, św. Ignacy (założyciel zakonu Jezuitów) opisuje „trzy klasy ludzi”. Wszystkie trzy klasy pragną naśladować Jezusa, ale wszystkie trzy są również przywiązane do czegoś, co uniemożliwia urzeczywistnienie tego pragnienia. Pierwsza klasa ludzi – to klasa marzycieli. Widzą problem. Widzą niebezpieczeństwo. Boją się i lękają przed wykonaniem pierwszego kroku. Zbyt mocno lubią jednak swoje przywiązanie, by się od niego uwolnić. Nie podejmują się więc niczego.

Druga klasa – to klasa spryciarzy. Widzą problem. Widzą również niebezpieczeństwo. I oni zbyt lubią swoje przywiązanie, aby się od niego uwolnić. Chcą jednak ustrzec się przed niebezpieczeństwem. I tak, na przykład, będą się codziennie modlić, by nie powstrzymaj ich to od naśladowania Jezusa.

Trzecia klasa – to klasa ludzi czynu. Widzą oni swój problem. Dostrzegają również niebezpieczeństwo. I oni lubią swoje przywiązanie. W przeciwieństwie jednak do dwóch poprzednich klas, gotowi są zrezygnować z tego przywiązania, jeśli po modlitwie uświadomią sobie, że tego Bóg właśnie od nich oczekuje.

Świadomi tego, jak jest w naszym życiu, prośby Boga o siły w przezwyciężaniu naszych codziennych lęków, które bardzo często okazują się być zwykłymi przyzwyczajeniami, abyśmy wstając, podnosząc się z naszych upadków mogli z odwagą stanąć przed Chrystusem i Jemu mogli powierzyć siebie samych. Aby to On w nas działał, a nie nasza pycha. O to módlmy się każdego dnia naszego życia.