Powinniśmy odrzucić przekonanie, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Aby tak się stało, potrzeba nam odwagi i przebudzenia. W naszej codzienności często widzimy lepsze rozwiązania, ale wybieramy najczęściej te, do których przywykliśmy.

Roman Brandstaetter zwierza się w „Kręgu biblijnym”, że postanowił kiedyś napisać opowieść o tym, co by się działo na świecie, gdyby Chrystus nie istniał. Gdy zacząłem obmyślać – pisze autor – akcję i konflikt, charaktery osób, stosunki polityczne i społeczne (…) doznałem wrażenia, jakby z głębi czasu zionęła ku mnie potworna otchłań niemożliwa do określenia. W żaden sposób nie mogłem sobie wyobrazić nieobecności Chrystusa w ludzkich dziejach. (…) Nie zdołałem wykrzesać z siebie ani jednego obrazu. Tworzywo okazało się jałową miazgą, której nie umiałem nadać kształtu. Stanąłem oko w oko z demoniczną próżnią, w której ani siebie, ani sensu świata nie mogłem odnaleźć…

Louis Marie de La Révellière-Lépeaux (1743-1824), adwokat zajmujący się filozofią i jednocześnie jeden z przywódców rewolucji francuskiej, postanowił stworzyć nową religię republikańską. Nazwał ją teofilantropią. Oparł ją na myśli dawnych filozofów i Ewangelii. Sądził, że udało mu się stworzyć religię doskonałą. Jednak jego nowa religia nie znalazła wielu zwolenników. Skarżył się swoim kolegom, że jego religia nie rozwija się tak szybko, jak chrześcijaństwo. Nie mógł pojąć dlaczego tak się dzieje. Wtedy dwaj przyjaciele: Barnes i Talleyrand odpowiedzieli mu: „Daj się ukrzyżować, przez trzy dni pozostań w grobie, a potem zmartwychwstań, a zobaczysz, ilu znajdziesz zwolenników…”

Od czwartku do soboty dotykaliśmy Tajemnicy Krzyża – dziś stajemy przed Tajemnicą Zmartwychwstania Pana Jezusa. Tajemnicą, która objawia nam miłość Boga do człowieka. Miłość, która jest silniejsza niż śmierć. Nie do końca poznana miłość Boga do człowieka. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga i tym różni się od innych stworzeń, że może kochać, że może być podłączony do tej jedynej miłości-energii, która daje życie,  jaką jest sam Bóg. To On jest Panem życia i śmierci, bo On jest miłością.

Dziś praktycznie na całej kuli ziemskiej ludzie poszukują energii, potrzebnej do życia: węgla, ropy, gazu, energii słonecznej, atomu. Rzadko jednak podejmują się badań, systematycznych badań, nad największą energią, jaką posiada ziemia – nad ukrytą w sercu człowieka energią miłości… Tylko systematyczna praca nad tą energią, umiejętne ukierunkowanie tej energii, może przynieść człowiekowi, już tu na ziemi, początek szczęścia. Aby tak było, potrzebne jest przebudzenie człowieka. Słowo Boże wzywa jeszcze bardziej osobiście, każdego z nas osobno. Zbudź się człowieku!!!

Czy ludzie zachowują się jak krety?

Kret ma długość około 15 centymetrów. Zasadniczo żyje pod ziemią, przemieszczając się przez wydrążone przez siebie tunele – jest zmorą niejednego rolnika, ponieważ niszczy korzenie roślin i tworzy kretowiska. Kret ma ciemno-szare futro i krótki włochaty ogon. Ukryte w futrze małe oczy rozróżniają tylko zmiany natężenia światła. Stąd w opinii wielu ludzi, krety uważane są za symbol zwierzęcia, które jest kompletnie ślepe i zdane na „ślepy los”.

Nasze ludzkie życie przypomina czasami życie kreta. Mamy swoje schematy, wydrążone tunele, dzięki którym poruszamy się po ziemi. Nasze przyzwyczajenia prowadzą do przeświadczenia, że wszystko nam się należy, bo zawsze tak było. Nie potrafimy spojrzeć głębiej, szerzej, przestrzenniej. Swój osąd opieramy na powielanych schematach, które wprowadzają pozorny spokój ducha. Tymczasem wewnątrz nas narasta systematycznie frustracja, że inni ludzie widzą i wiedzą od nas lepiej i więcej, niż nam się pierwotnie wydawało.

Powinniśmy odrzucić przekonanie, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Aby tak się stało, potrzeba nam odwagi i przebudzenia. W naszej codzienności często widzimy lepsze rozwiązania, ale wybieramy najczęściej te, do których przywykliśmy.

Anthony de Mello w książce „Przebudzenie” proponuje metodę, która może nam pomóc w przebudzeniu – spojrzeniu na rzeczywistości z zupełnie innej perspektywy. Aby tak się stało, potrzebujemy „tysiąckrotnie” przećwiczyć i realizować cztery zaproponowane punkty. Po pierwsze musisz zidentyfikować swoje negatywne uczucia. Po drugie zaakceptować, że negatywne uczucia są w tobie, a nie na zewnątrz, czyli w świecie. Po trzecie, nie traktować ich (uczuć) jako integralnej części „ja”, bo są one czymś przejściowym. Wreszcie po czwarte zrozumieć, że kiedy się zmienisz, zmieni się wszystko.

Kret, jeśli skupiłby się tylko na swojej ślepocie, faktycznie nie widziałby tego, co dzieje się wokół niego. Nie widziałby on dobra, które jest jego udziałem, a jedynie same przeszkody, które stają mu na drodze. Nie byłby w stanie zobaczyć dobrodziejstwa, którego jest autorem,(użyźnianie ziemi, czy eliminowanie wszelkiego robactwa, które przeszkadza we wzroście plonów ziemi). Własna ślepota nie pozwałaby mu zobaczyć tego, co widzą wszyscy, którzy żyją obok niego.

Ludzka ślepota jest jak egocentryzm, który stawia człowieka w centrum świata. Jest to niezdolność do zaakceptowania poglądów i postaw innych ludzi. Automatycznie taka osoba izoluje się od innych i jest niedostosowana społecznie. Egocentryk postrzega świat tylko ze swojego punktu widzenia. Absolutyzuje własne doświadczenia, obserwacje i przemyślenia, przez co marginalizuje opinie innych ludzi. Nie przyjmuje racji innych osób nawet wtedy, gdy sam nie ma racji. Jest zaślepiony sobą, przekonując innych, że tak właśnie powinien wyglądać świat, a wszyscy ludzie powinni zatem postępować zgodnie z jego wolą i przekonaniami. Osoba myśląca w ten sposób schodzi jakby do podziemia, jak kret ukrywa się przed światłem. Aby to zmienić, trzeba wykonać pierwszy krok – wychylić swoją głowę poza własny tunel. Potem potrzeba jeszcze zewnętrznego światła, które obudzi w nim jego „nowe ego”.

Zobacz inaczej

W liście do Efezjan czytamy: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus”. Jeśli pragniemy, aby Zmartwychwstały nas oświecił, trzeba przede wszystkim otworzyć oczy. Tak jak to przeżyli uczniowie z Emaus, kiedy „oczy im się otworzyły i poznali Go”. Ale… okazuje się, że to nie wszystko…. bo Ewangelia dodaje: lecz On zniknął im z oczu…” Wynika z tego, że dopiero zniknięcie Zmartwychwstałego pozwoliło im Go poznać głębiej – jako Niewidzialnego. I wtedy dopiero otworzyły się im „oczy wiary”. Oczy, które widzą więcej, bardziej, jaśniej…

Inaczej widziała Jezusa po Zmartwychwstaniu Maria Magdalena, inaczej uczniowie z Emaus, Tomasz, pozostali uczniowie… Inaczej widzimy Go my, naszymi „oczami wiary”. Ale wciąż jest to ten sam Chrystus – Chrystus Zmartwychwstały. Obecny pod postacią chleba i wina, obecny w Eucharystii, w której bierzemy udział.

Co niedzielę przeżywamy tę Tajemnicę, podczas której „oczy nam się otwierają” i doświadczamy „energii miłości”. Doświadczamy też krzyża, śmierci, ale przede wszystkim Zmartwychwstania Jezusa, który jest naszą wiarą, nadzieją i miłością.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem, który nie był akceptowany od samego początku i który po dzień dzisiejszy nie może dotrzeć w pełni do naszej świadomości. Śmierć jest dla nas nadal ostatecznym i najsmutniejszym wydarzeniem ludzkiego życia. Będąc wierzącymi – nie do końca wierzymy w Zmartwychwstanie. Często mówimy: „Kto wie, jak to tam będzie” – są to ludzie, którzy niby wierzą w Boga, ale niestety nie wierzą Bogu…

Coś w tym jest, bo badania przeprowadzone w Polsce, pokazują, że spośród 92 proc. Polaków przyznających się do wiary, jedynie 69 proc. uznaje życie wieczne. W Zmartwychwstanie wierzy prawie 66 proc. badanych, a w istnienie piekła jedynie 31 proc. To pokazuje, że skarb Symbolu wiary otrzymany na chrzcie, przez część ochrzczonych został mniej lub bardziej świadomie odrzucony. Badania nie są w stanie ukazać poziomu zaufania Bogu, ale pokazane liczby dają do myślenia.

Dziś łatwo jest wprowadzić wątpliwość w serce, w nasza wiarę. Mechanizm powątpiewania we wszystkich i we wszystko, także w moc Boga, jest dziś wykorzystywany przez ludzi w każdym środowisku w jakim przyszło nam żyć.

W czasach Jezusa Palestyną zarządzali Rzymianie. Nieomal we wszystkich krajach imperium rzymskiego można było ubóstwić jakiegoś człowieka. W jednym tylko miejscu było to niemożliwe – w Palestynie. Żydzi byli monoteistami, to znaczy wierzyli w jednego Boga, dlatego w Izraelu była tylko jedna świątynia. Żydzi uznawali i szanowali cesarza rzymskiego, ale raczej gotowi byli zginąć niż wyznać, że mógłby on być Bogiem.

Jak więc wytłumaczyć niewiarygodny zwrot, jaki dokonał się w sposobie myślenia uczniów Jezusa po Jego śmierci? To nie do pomyślenia wydarzenie, które ogarnęło całą Palestynę, mogło mieć jedynie miejsce pod warunkiem, że Jezus był Bogiem.

Robert L. Cleath w książce pt.: „Chrześcijaństwo dzisiaj”, pisze: „Gdyby ten niewykształcony człowiek (Chrystus) sprytnie spreparował fikcję, trzeba by rozumnie wnioskować, że wcześniej czy później któryś z jedenastu uczniów przyznałby się do takiego kłamstwa w obliczu grożącej im wszystkim śmierci. Nikt jednak czegoś takiego nie zrobił. Ich świadectwo pozostało niewzruszone. Na odwrót, zaczęli doświadczać zadziwiającej mocy, dzięki której dokonywali nawet cudów”.

Tajemnica

Od czwartku do soboty dotykamy Symboli: Tajemnicy Krzyża, ale potem, w niedzielę, przede wszystkim dotykamy Tajemnicy Zmartwychwstania Pana Jezusa. Tajemnica ta objawia nam miłość Boga do człowieka. Miłość, która jest silniejsza niż śmierć, bo jest dla nas symbolem naszej nadziei, symbolem naszej wiary i symbolem naszego uzdrowienia. Jest symbolem życia.

Francuski filozof Wolter szydzący z religii chrześcijańskiej udzielił pewnego razu zaskakującej odpowiedzi na pytanie o Zmartwychwstanie. Pewna dama zapytała go, jak to jest możliwe, że są w ogóle tacy ludzie, którzy wierzą w zmartwychwstanę. Kto wie, dlaczego Wolter się jej sprzeciwił… Być może dlatego, że dama ta napawała się swoją mądrością albo oczekiwała jedynie taniego poklasku, lub dlatego, że chciała usłyszeć od Woltera tylko osąd o głupocie innych ludzi. Jego odpowiedź brzmiała: „Madame, Zmartwychwstanie jest najprostszą rzeczą na tym świecie. Ten, kto raz stworzył człowieka, może stworzyć go i po raz drugi”.

Jak mówi św. Paweł w liście do Koryntian: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.” (1Kor 15,13-17)

Życzenia

Moi drodzy, na koniec chciałbym życzyć Wam w te Święta Zmartwychwstania Pana Jezusa, radości – mimo codziennych trosk, często przygniatających i obciążających nasze życie, sprowadzających je do zwykłego szarego dnia!

Życzę Wam chrześcijańskiego, paschalnego optymizmu. Z wiarą i radością wołajmy w kościele nie tylko: „Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu Chryste”, ale (przede wszystkim) „Wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale!”.

Niech ta wspaniała prawda ma coraz wyraźniejszy wpływ na nasze codzienne postawy życiowe. Niech Chrystus Zmartwychwstały zagości w Waszych sercach z wiarą, nadzieją i miłością. Dzielcie się tym z innymi każdego dnia.

Wesołego Alleluja!!!