Ojciec Avito, po latach świętej samotności, zapragnął odwiedzić pewnego brata, znanego z cnotliwego trybu życia, jakie wiódł w jednym z regionów Syrii. U końca niekrótkiej i niełatwej drogi stary mnich znalazł cnotliwego Marcjana i z radością został przezeń przyjęty.

Marcjan powiedział do Avito: – Chodź, umiłowany ojcze, spożyjmy razem posiłek. Avito odrzekł: – Nie pamiętam, bym kiedyś jadł przed zmrokiem; często nawet poszczę dwa lub trzy dni. Na to Marcjan: – Zmień dla mnie, ojcze, twoje zwyczaje. Jestem wątlej budowy i nie mogę pościć az do wieczora. Po czym, nieco urażony, dodał: – Jestem naprawdę rozgoryczony i przykro mi, podjąłeś bowiem niełatwe zadanie, by odwiedzić człowieka, którego brałeś za miłującego trud i za mędrca, a zamiast tego stajesz w obliczu osoby nieumiarkowanej, nie zaś ascety.

Na te słowa Avito zasępił się i rzekł, że wolałby raczej jeść mięso niz. słyszeć podobne wypowiedzi. Marcjan zaś pocieszył go, dając mu taką oto lekcję: – I ja, bracie, prowadzę żywot taki, jak ty, a przedkładam post nad posiłek, który zazwyczaj jadam przed zmrokiem. Wiem też jednak, że miłosierdzie więcej znaczy niż post, bowiem wymaga go prawo Boże, podczas gdy post zależy tylko od naszej woli. Zazwyczaj bardziej szanuję prawa Boże niż nasze wyrzeczenia(opowiadanie pt. „Miłosierdzie, czy post?, opracowanie Teodoreto[1])

Wstrząsające są słowa z księgi Joela: „Nawracajcie się do mnie całym waszym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty”. Ich kontynuacją i rozwinięciem są słowa samego Chrystusa, który w Ewangelii mówi jeszcze wyraźniej: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was inni widzieli”.

Wielu z nas – w czasie rozpoczynającego się dziś Wielkiego Postu – podejmie różnego rodzaju umartwienia i wielkopostne zobowiązania. A przecież nie post – jako taki – jest celem, ale nawrócenie i przemiana serca, a także zmiana myślenia, wartościowania i przyszłego postępowania. A w ostatecznym efekcie chodzi przecież o to, aby uwierzyć Bogu, aby do Niego przylgnąć, uczynić Go centrum i źródłem naszego codziennego życia.

Tak ładnie mi się to napisało i tak okrąglutko, ale czy ja naprawdę wiem, a co w tym wszystkim chodzi i jak ma się dokonać we mnie to wewnętrzne i prawdziwe nawrócenie? Od tylu już lat próbuję i stale jakoś mi to nie wychodzi i nie udaje się poprawa. Stale potykam się o własny egoizm i pychę, o moje malutkie przyzwyczajenia i słabostki, o mój charakterek i robienie wszystkiego na pokaz.

Obym tylko nie zrezygnował i nie przestał próbować i stale na nowo podejmować wysiłków. Obym tylko nie zapomniał, że to ostateczne i dogłębne nawrócenie mojego serca nie dokona się jedynie dzięki moim własnym wysiłkom, ale że to On sam tego we mnie dokona, Jego mocą i Jego słowem. A moim zadaniem jest ustawiczne zmaganie się ze sobą i stałe podnoszenie się, nawet jeśli zaraz po tym, znowu upadam i znowu się zapominam.

A post, płacz i lament, posypanie głowy popiołem, jałmużna i umartwienie pomagają mi tylko w przygotowaniu się do przyjęcia Jego działania, pomagają nie zapomnieć, że wielkie rzeczy wymagają wielu wyrzeczeń i uczciwej pracy.

Dla ilu z nas powyższe słowa są tylko „pobożnym ględzeniem”? Przecież praca nad sobą, post i umartwienie są absolutnie nie w modzie w świecie współczesnym. Bardziej się liczy efektywność, a czasem nawet tylko tanie efekciarstwo i żeby tylko dobrze wypaść przed innymi. A ja tu ględzę tak pobożnie i słodko o poście i nawróceniu… A to takie niemodne i nudne, że aż płakać się chce, tylko nie wiadomo do końca, dlaczego tak jest…

A może jednak warto czasem inaczej popatrzeć na życie? Nie tylko przez pryzmat dochodów i nowszego modelu Mercedesa, czy bardziej wystawnego stylu życia? Może jednak są jakieś inne, większe wartości, niz trzeci już, elegancki i komfortowy domek budowany w coraz to bardziej luksusowej dzielnicy lub ubrania, które zalegają moją szafę? Na wielu z nich wiszą jeszcze metki z ceną, a chcę się wciąż więcej i więcej. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to tylko początek naszych nieograniczonych potrzeb w studni zachcianek i pragnień.

Posypanie głowy popiołem, to tylko znak i symbol. Ale ten znak może być równie pusty i bez znaczenia, jak całe moje życie…

Mt 6, 1-6. 16-18

Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».

[1] https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=147

Main Photo: (Lawrence OP / flickr.com/ CC BY-NC-ND 2.0)