W pobliżu Cripple Creek w Kolorado występuje złoto zmieszane z tellurem w postaci rudy zwanej tellurytem. Dawnymi metodami górniczymi nie umiano rozdzielić tych dwóch pierwiastków, więc rudę wyrzucano na hałdę odpadów. Pewnego dnia jeden z górników wziął kawał rudy za bryłę węgla i wrzucił do pieca. Gdy wyrzucał popiół, zobaczył, że dno pieca usłane jest grudkami czystego złota. Żar wypalił tellur zostawiając oczyszczone złoto. Odrzuconą rudę przetopiono, uzyskując fortunę. Ludzie są jak ta ruda. Mamy w sobie złoto, lecz często konieczna jest próba ognia w wielkim piecu życia, by nas przemienić (Oczyszczanie złota, Anonim)[1].

Dzisiejszy fragment Ewangelii św. Marka (6, 7-17) ukazuje nam bardzo ważny moment z publicznej działalności Chrystusa, a związany z przygotowaniem uczniów do podjęcia dzieła ewangelizacji świata. Zostają oni poddani temu „procesowi przetopienia”, „oczyszczenia”, „próbie ognia”, aby potem w przyszłości – z sercami ze złota – mogli działać w świecie. Zapewne zauważyliśmy, że Jezus cały czas myślał o sprawie działalności Jego uczniów i w różny sposób przygotowywał ich do tego dzieła. 

Ewangelista Marek ukazuje nam bardzo praktyczną formę ich „szkolenia”. Apostołowie od dłuższego czasu przyglądali się Jezusowi, przysłuchiwali się Jego nauczaniu, czasami mu pomagali, np. zaprowadzeniem porządku wśród osób, które były obok Niego. Chronili Jezusa przez tłumami, żeby te, nie zrobiły mu żadnej krzywdy. Ale na co warto też zwrócić uwagę, dotychczas jednak nie włączali się w samo przepowiadanie Ewangelii. Tymczasem dziś słyszymy, że Jezus „przywołał do siebie Dwunastu i zaczął ich rozsyłać „po dwóch”, aby – podobnie jak On to czynił – sami „spróbowali” głosić Królestwo Boże. Miała to być swego rodzaju praktyka duszpasterska, ćwiczenia, które miały ich przygotować do głoszenia w przyszłości Ewangelii: „Dał im też władzę nad duchami nieczystymi”. Jest to władza wcale nie taka byle jaka, ale konkretna, dająca wielkie możliwości w uzdrawianiu ludzi.

Wysyłając swoich uczniów udziela im wskazówek na temat sposobu wykorzystania zleconej im misji.

Wskazówka 1 

Najpierw otrzymują przestrogę od Jezusa, żeby nie zabierali ze sobą niczego zbędnego. Mają wziąć jedynie to, co konieczne. Zawiera się w tym ważne pouczenie: ten, który głosi Ewangelię powinien być wolny od trosk doczesnych i nie może się obciążać tym, co ziemskie. 

Tu jednak warto nadmienić, że Jezus jest realistą. Nie mówi, żeby nie brać nic, czy za wiele, ale dokładnie tyle, co jest im konieczne do głoszenia Ewangelii. Dla Jezusa najważniejsza jest wolność i dyspozycyjność tego, który głosi Ewangelię. Dlaczego tak ważny jest ten balans, o którym mówi Jezus? 

Na górskiej łące pokrytej zieloną trawą rosły obok siebie dwa kaczeńce. Pewnego dnia na łąkę przyjechali turyści. Rozłożyli koce, wyjęli jedzenie, rozstawili parasol przeciwsłoneczny i postanowili zrobić sobie piknik. Rozmawiali dużo o swojej rodzinie i interesach. Robili plany na przyszłość, mające przynieść im jeszcze większe zyski. Za zarobione pieniądze chcieli kupić sobie lepszy samochód i wybudować nowy dom.

Rozprawiali o znajomej parze, która zbiła fortunę na handlu elektroniką. Obydwojgu wiodło się naprawdę dobrze, aż tu nagle okazało się, że mężczyzna był niewierny swojej żonie. W rezultacie ich pozornie szczęśliwe małżeństwo rozpadło się.

Kaczeńce uważnie przysłuchiwały się tym wywodom. Kiedy turyści poszli się przejść, kwiaty zaczęły ze sobą rozmawiać: – Dziwni są ci ludzie, nie uważasz? – A czemu tak sądzisz? – Bo widzisz, niby mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, a jedynie ułatwiają życie, a mimo tego ciągle za nimi gonią. – Masz rację, to rzeczywiście trochę dziwne. Z jednej strony, mówią, że pieniądze nie są im potrzebne do szczęścia, a z drugiej strony, nawet wówczas, gdy mają trochę czasu tylko dla siebie, rozmawiają głównie o pieniądzach. – Myślę, że bez pieniędzy wiele im do szczęścia brakuje, jednak z nimi jeszcze więcej im do szczęścia przeszkadza (O pieniądzach, które szczęścia nie dają, Marcin Melon).[2]

Wolność od rzeczy materialnych jest dla ucznia Jezusa jedną z fundamentalnych spraw, bo dotyczy ona jego wolności. Nie możemy poświęcać naszego drogocennego życia TYLKO na rzeczy materialne, których nie weźmiemy przecież ze sobą do grobu. Oczywiście, że możemy zawsze powiedzieć, że to nie dla mnie, ale dla dzieci. Ileż jednak powstało kłopotów rodzinnych ze względu na bogactwo w domu. Ilu młodych ludzi ze szło na złą drogę, bo posiadało bogactwa tego świata, ale nie otrzymały miłości. Bogaty bez miłości jest najbiedniejszym człowiekiem na ziemi.

Wskazówka 2

Poleca następnie Jezus, by przez dłuższy czas pozostali w tym samym miejscu, co jest warunkiem skutecznego głoszenia Ewangelii. Przy okazji wspomina pośrednio o obowiązkach tych, którym głoszona jest Ewangelia. Mają przyjąć jej głosicieli i zatroszczyć się o nich, żeby bez przeszkód mogli wykonywać ważne dzieło.

Gościnność, to bardzo ważny element w życiu społecznym. Zarówno zaproszony, jak i zapraszający powinien mieć otwarte serca, bo zamknięcie go doprowadza każdego człowieka do śmierci duchowej. Duży dom wcale nie musi świadczyć o gościnności, może być dowodem tylko ambicji właściciela domu.

W jednym z barów samoobsługowych starsza pani wzięła duży talerz zupy, postawiła go na tacy, a po zapłaceniu postawiła tacę na wolnym stoliku. Powiesiła torebkę na krześle i zamierzała usiąść, aby zjeść dymiącą i pachnącą zupę, kiedy zauważyła, że zapomniała wziąć łyżkę. Zostawiła wszystko i podeszła do kasy, przy której leżały sztućce.

Po powrocie zdumiona zobaczyła, że na jej miejscu usiadł bezdomny młody człowiek i spokojnie zjadał jej zupę. Kobieta zaniepokoiła się i oburzyła. Następnie z kiepsko skrywanym poczuciem wyższości usiadła na krześle obok i zanurzyła łyżkę w zupie, tuż pod nosem intruza. Młodzieniec uśmiechnął się i kontynuował jedzenie. Nabrała kolejną łyżkę, młodzieniec podobnie.

Pomyślała: – Jaki bezczelny! O, gdybym była odważniejsza! Czas zrobić porządek z bezdomnymi!. Za każdym razem, kiedy kobieta nabierała łyżkę, siedzący naprzeciwko niej biedak, bez najmniejszej konsternacji, robił to samo.

Tak było do chwili, gdy na dnie talerza pozostała odrobina zupy. Wtedy przyszła jej myśl: – Zobaczymy, co powie, kiedy talerz będzie pusty. Młodzieniec zostawił jej ostatnią łyżkę. Następnie wstał, grzecznie ją pożegnał i odszedł. Kobieta popatrzyła na krzesło. Zdumiona spostrzegła: jej torebka znikła! – Złodziej! To był tylko pospolity złodziej! Rozczarowana, wściekła, z wypiekami na twarzy rozejrzała się wokoło. Ale po młodzieńcu bezdomnym ani śladu. Kiedy tak rozglądała się wokoło, jej złość stopniowo zamieniła się w zmieszanie i wielkie zakłopotanie, bo dostrzegła tacę bez łyżki, ze stygnącą zupą. Na poręczy krzesła wisiała jej torebka, tak, jak ją zostawiła.

Kobieta mocno się zawstydziła. Właśnie zrozumiała, dotarło do niej, że pomyliła stoliki. I że ten młodzieniec, który jadł zupę taką samą, jak ona, podzielił się z nią bez oburzenia, zdenerwowania czy poczucia wyższości. Był spokojny, kiedy ona parskała, a nawet poczuła urażoną dumę.

Ileż to razy w naszym życiu „zjedliśmy czyjąś zupę”, nie wiedząc o tym? Ileż to razy na dzień wykradamy innym czas, szacunek, uczucie, uwagę i nie mamy najmniejszego nawet wyrzutu sumienia? (Zupa, Bruno Ferrero)[3].

Wskazówka 3

Jezus poucza wręczcie Apostołów, jak mają się zachować w wypadku, gdy nie zostaną przyjęci: „Strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Tak więc ci, którzy nie przyjmują Ewangelii sami wydają na siebie wyrok, ponieważ sami nie skorzystali z okazji przyjęcia Królestwa Bożego? Tak mamy interpretować ten fragment? Raczej chodzi o to, ażeby ten, który posłany jest do innych ludzi, nawet, jeśli nie zostanie przez kogoś wysłuchany, to ma odejść nie z pogardą do tego człowieka, ale wielką miłością. Ma „strząsnąć proch”, czyli inaczej pozostawić po sobie jakiś ślad w tym człowieku, a resztą zajmie się sam Bóg.  

Jezus kieruje te słowa, dotykając pośrednio też problemu niewiary ludzi w nauczanie apostołów. Ze sceptyków, którzy nie ufają Jezusowi i apostołom trzeba się modlić, aby zobaczyli więcej i nie zatrzymali się tylko na widzeniu rzeczywistości przez swój sposób obserwacji, wiedzy i spostrzegania świata. 

Przed wiekami, gdy przy kreśleniu map kartografom prędzej kończyły się znane lądy niż pergamin, rysowali smoki na brzegu zwoju. To był znak dla odkrywców, że wkraczają oto na nieznane obszary na własne ryzyko. Niestety niektórzy z nich odczytywali ten symbol dosłownie i obawiali się przekraczać granice znanego świata. Za to inni, bardziej żądni przygody, uznawali smoka za znak wielkiej szansy, wrota do nowych terytoriów.

Każdy człowiek ma w umyśle mapę zawierającą informacje wykorzystywane w kierowaniu codziennym postępowaniem. Podobnie jak na tych starożytnych, na naszych mapach również widnieją smoki. Czasem są to istotne ostrzeżenia. Jednak niekiedy przeszkadzają nam one w odkryciu czegoś nowego (Starożytne mapy, Roger Von Oech)[4].

Każdy z nas jest zatem wezwany, aby skorzystać z wiedzy i informacji innych. Od nas zależy, czy to, co słyszymy, ostatecznie może nam pomóc w naszym codziennym życiu, czy wręcz odwrotnie – zaszkodzi do tego stopnia, że już nie warto żyć. Jezus głosił naukę, która oparta była na miłości siebie i bliźniego. Zbalansowanie tych relacji to trudne zadanie, ale możliwe do wykonania pod warunkiem, że będziemy słuchać słów Jezusa.  

Po tych trzech napomnieniach i uwagach, Apostołowie poszli głosić Królestwo Boże na ziemi. Tak oto Chrystus nie tylko wybrał, ale przygotował w czasie swojej publicznej działalności tych, którym po swoim zmartwychwstaniu, potem już miał powiedzieć: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19).

Zauważmy, że podobne wybieranie, przygotowanie i posyłanie ma miejsce po dziś. Każdy z nas jest wybierany i posyłany, aby swoim życiem i słowem głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. 

Mk 6, 7-13

Rozesłanie Dwunastu

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien».

I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich».

Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.


[1] https://adonai.pl/opowiadania/zycie/?id=154
[2] https://adonai.pl/opowiadania/zycie/?id=235
[3] https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=118
[4] https://adonai.pl/opowiadania/zycie/?id=152