Poszukuje się Jezusa Chrystusa! Pseudonimy: Mesjasz, Syn Boży, Król Królów, Król Pokoju itp. Znany On jest jako przywódca tajnej, podziemnej organizacji.

Poszukuje się Go z powodu dokonywania następujących przestępstw: cudownych uzdrowień, nielegalnej produkcji wina i rozdawania żywności bez licencji państwowej, zakłócania spokoju kupcom; kontaktów z kryminalistami, z elementem aspołecznym, wywrotowcami i osobami z wyrokami za złe zachowanie; rozgłaszania, że z ludzi dorosłych uczyni dzieci Boże:

Rysopis: długie włosy, wąsy i broda, uboga szata, na nogach sandały. Najczęściej przebywa wśród biedoty, aczkolwiek ma kilku bogatych i wpływowych przyjaciół, z którymi spotyka się na wieczornych rozmowach. Często ucieka na pustynię.

Ostrzeżenie: ten mężczyzna jest nadzwyczaj niebezpieczny; jego płomienne wezwania i apele są groźne przede wszystkim dla młodzieży. On głosi, że zmienia ludzi i czyni ich wolnymi.

Uwaga: człowiek ten przebywa wciąż jeszcze na wolności. Za wskazanie miejsca jego pobytu wyznaczono nagrodę w wysokości 30 srebrników. Anonimowość gwarantowana!

Za pomoc udzielaną poszukiwanemu, jak i za świadome wprowadzanie władz w błąd, grozi wysoka kara pieniężna i długoletnie więzienie[1].

Chrystus nie miał na głowie korony, tylko ciernie. Zamiast berła – trzcinę. Zamiast wierzchniej szaty, dali mu… płaszcz szkarłatny. Z punktu widzenia ludzkiego nie są to atrybuty, które ukazują władzę króla. Poczucie siły jest ludzkim pojmowaniem królewskości. To król wyznacza normy postępowania i wszyscy mają mu się podporządkować. Myślenie Boga jest zupełnie inne. Mówi On: „Uczcie się ode mnie, bo ja jestem łagodny i pokorny sercem”. Nasza logika jest inna, bo chcemy być silni i mieć przewagę nad innymi. Tymczasem takie myślenie prowadzi tylko do wojny.

Założyciel Towarzystwa Jezusowego – Jezuitów, św. Ignacy Loyola od wczesnej swojej młodości był rycerzem. Walczył pod sztandarem króla Nawarry przeciwko Francuzom, którzy zaatakowali jego kraj. Ignacy pochodził z bogatej rodziny, bardzo wpływowej na dworze Hiszpanii. Sam był baskiem, mieszkańcem północnej części swojego kraju. To młodzieńcze życie poświęcał przez lata szermierce, walkom i współzawodnictwie z rówieśnikami, zdobywaniu serc księżniczek, czy byciu bohaterskim rycerzem. Te marzenia dotyczyły zatem życia pełnego światowych przygód. Jak sam potem przyznał się: „do 26 roku życia oddawałem się marnościom tego świata”.

Przełom nastąpił w czasie Bitwy pod Pampeluną (w tym roku, 20 maja 1521 roku obchodziliśmy 500-tna rocznicę tego wydarzenia), gdy jedna z francuskich kul armatnich roztrzaskała obie nogi Ignacego, z tego jedną tak poważnie, że trzeba było ją kilkakrotnie składać. Okupione to było ogromnym cierpieniem, bo jak wiemy nie było wtedy podawanych środków znieczulających. Jak sam potem wspominał, zabieg przypominał „jatkę”. Po tym zabiegu, który wykonano parokrotnie, Ignacy do końca swoich dni kulał, trzymając bardzo często w dłoni kij lub laskę. 

W czasie rekonwalescencji w swoim rodzinnym zamku w Loyoli, przyszedł taki moment, gdy Ignacy zorientował się, że dotychczasowe „szalone życie” przeminęło bezpowrotnie. Ciszę opustoszałego własnego pokoju i umysłu chciał „zagłuszyć” czytaniem książek. Oczywiście tematem były walki i pojedynki innych rycerzy. Czytał wiele, bo pustka po przeszłości było również wielka. Pewnego dnia, do jego rąk wpadła książka „Żywotów Świętych – Złota Legenda” oraz „Życie Chrystusa”. Po przeczytaniu zwłaszcza tych dwóch książek, życie Ignacego i jego nastawienie do tego życia zmieniło diametralnie. Zorientował się on bowiem, że dotychczas służył królowi ziemskiemu, który zawsze używał broni, zwyciężał armatami i wojskiem, a przy tym siał śmierć, niszcząc wszystko to, co jest na jego drodze. Ignacy, dzięki lekturom odkrył Króla, który „walczy” zupełnie inną bronią, której na imię miłość”. 

Król Nawarry, któremu dotychczas służył, został pokonany. Zwycięski król francuzów, po jakimś czasie również musiał uciekać ze zdobytego kraju. Nic zatem w tych podbojach nie było pewne. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Nic nie było pewnego i stabilnego. Królestwa ziemskie nie były na tyle mocne, aby zdobyć cały świat. Królestwo zaś Jezusa, choć może na zewnątrz nie było tak bardzo „efekciarskie i skuteczne w kategoriach rzemiosła wojennego”, zdobywało jednak serca wielu. 

Zobaczymy pewną zależność ostatnich tysięcy lat na ziemi. Królowie i monarchowie tego świata, czy to egipscy, rzymscy, babilońscy, wcześniej czy później upadli. Ich królestwa ziemskie, które zdobywali krwią własnych żołnierzy i ludzi, którym zabierali wolność, rozpadały się w pył. Wszystkie totalitaryzmy tej ziemi wraz z ich twórcami i przywódcami, wcześniej, czy później upadli. Wojska Nabuchodonozora, Legiony rzymskie, wojska Napoleona, Hitlera czy Stalina, czy jakiegokolwiek dyktatora przeszły w niechlubną pamięć. Dziś jedynie uczymy się – a czasem niestety odnoszę wrażenie, że niestety nie – od nich, jak nie należy postępować. 

Tymczasem Chrystus nadal kieruje ludzkim życiem. Dlaczego? Tu niech podpowiedzią niech będzie historia wspomnianego przeze mnie Napoleona. Generał Bertrand i Napoleon rozmawiali o Jezusie. Bertrand wyrażał pogląd, że Jezus nie był Synem Bożym, leczy zwykłym dynamicznym, ludzkim przywódcą, podobnie jak Napoleon. 

Napoleon wyraził sprzeciw twierdząc, że Jezus zdolny był czynić to, do czego nie jest zdolny żaden ludzki przywódca. Zdolny był przekazać tym, którzy poszli za Nim, coś z siebie i ze swojej mocy. Napoleon wyraził to tymi słowami: „Znam się na ludziach i mówię ci, że Jezus Chrystus nie jest tylko człowiekiem… Ja również natchnąłem tłumy tak, że gotowe były umrzeć za mnie… Błysk moich oczu, mój głos, moje słowo – i święty ogień zapalał się w ich sercach. Faktycznie, posiadałem tajemnicę tej magicznej siły, która podnosi duszę, ale nie mogłem jej nigdy przekazać nikomu. Nie mam również żadnych możliwości, aby utrwalić moje imię i miłość ku mnie w sercach ludzi. 

Nie siła pięści, lecz siła ducha. To jest sposób działania Jezusa. Jezus posiadał tę samą moc, lecz w nieskończenie większym stopniu, jak przyznał sam Napoleon. I to odróżnia tak bardzo Jezusa od innych przywódców. Inni przywódcy mogą nas tylko inspirować. Mogą wywierać na nas psychologiczny wpływ. Jezus może na nas wywierać wpływ nie tylko psychologiczny, lecz również mistyczny. Co to oznacza? 

Oznacza to, że inni przywódcy mogą tylko rozbudzać nasze emocje i pobudzać nasza wyobraźnię. Nie mogą nam przekazać swojego własnego ducha. Nie są zdolni dotrzeć do naszego wnętrza i przekazać nam cząstkę własnej, osobistej mocy i siły. 

Jezus może tego dokonać. Może napełnić nas swoim duchem. Może podzielić się z nami swoja mocą. Może opanować nasz umysł i nasze serce i że może pomóc nam, byśmy stali się tym, czym nigdy nie stalibyśmy się o własnych siłach.      

Nie siła pieści, lecz siła ducha i serca – to jest sylwetka Jezusa. Kim był Jezus – Król? Oto młody człowiek, który narodził się w niewielkim miasteczku, syn wieśniaczki… Pracował w warsztacie jako cieśla aż do trzydziestego roku życia… Nie napisał żadnej książki. Nie sprawował nigdy żadnego urzędu. Nie posiadał domu. Nie miał nigdy rodziny. Nie chodził nigdy do szkoły… Nie dokonał czegoś nadzwyczajnego, co zwykle jest miarą wielkości. Nie miał listów polecających oprócz samego siebie. 

Kiedy był jeszcze młodym człowiekiem, fala opinii publicznej zwróciła się przeciw Niemu. Opuścili go przyjaciele. Został wydany wrogom… Przybito go do krzyża między dwoma łotrami. Podczas gdy umierał, jego oprawcy grali o jedyną Jego własność na ziemi – o Jego szaty. Kiedy umierał, złożono go w wypożyczonym grobie, dzięki litości przyjaciela. 

Minęło dwadzieścia stuleci i dzisiaj jest on… przywódca sił postępu… Wszystkie armie, które wędrowały po tym świecie i wszyscy królowie kiedykolwiek panujący, razem wzięci, nie wpłynęli tak na życie człowieka na tej ziemi, jak Jedno Samotne życie[2].  

Św. Jan Paweł II powiedział: „Dzisiaj często człowiek nie wie, co kryje się w jego wnętrzu, w głębokości jego duszy i serca. Tak często niepewny sensu życia na tej ziemi i ogarnięty zwątpieniem, które zamienia się w rozpacz. Pozwólcie więc, proszę was, błagam was z pokorą i zaufaniem! Pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka!

Wpatrując się dzisiaj w oblicze Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata, naśladujmy go tak, aby każdy z nas o swoim postępowaniu mógł kiedyś powiedzieć: „Nawrócone zostało przeze mnie jedno ludzkie serce”.

J 18, 33b-37

Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata

Piłat powiedział do Jezusa: «Czy Ty jesteś Królem żydowskim?»

Jezus odpowiedział: «Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?»

Piłat odparł: «Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Co uczyniłeś?»

Odpowiedział Jezus: «Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd».

Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?»

Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu».


[1] Opowiadanie pt. „O pewnym liście gończym”

[2] Anonimowy autor