Objawienie Pańskie, czyli Uroczystość Trzech Króli, czyli Trzech Mędrców. W tradycji utrwaliło się, że było ich trzech, choć Ewangelista Mateusz nic na ten temat nie pisze. Nie jest określona dokładna ich liczba. Liczba zatem „3” jest umowna lub raczej pochodzi z dedukcji, bo jeśli przynieśli oni złoto, kadzidło i mirrę, to znaczy, jeśli nikt z nich nie przyszedł z pustymi rękami, to było ich trzech. Dary przez nich złożone są okazaniem wdzięczności i otwartości na dar objawienia im miłości przez samego Boga. 

Jest jednak też bardzo stara legenda rosyjska, która tę „3” Mędrców-Królów uzupełnia jeszcze jednym, ale za to bardzo biednym. Ten właśnie Król zabrał ze sobą o wiele mniej darów niż pozostali, aby ofiarować to, co ma Jezusowi z całego serca. Wyszedł on ponoć ze Wschodu razem z resztą, ale po kilku dniach podróży z braku sił, nie miał bowiem jak pozostali wielbłąda, został z tyłu z braku sił. Ale nie tylko to, bo czuły na nędzę ludzką wokół siebie, na nieszczęścia jakie dotykały innych ludzi, bardzo angażował się w to, aby im pomóc. W końcu został sam, bo jego towarzysze poszli przed siebie. 

On za nimi nie szedł, ale pod drodze wykupywał niewolników, wspomagał nadarzy, ścigał rozbójników. To złoto, które miał wydał na dzieła miłosierdzia. I w końcu sam stał się biedakiem. W końcu dla uwolnienia z galer syna biednej wdowy zostaje sam galernikiem i przez 30 lat wykonuje tę ciężką pracę. W końcu jednak dobija do celu swojej podróży. Szuka nadal Jezusa i… znajduje Go w momencie, gdy Ten niesie na swoich ramionach krzyż – idzie na Kalwarię – miejsce, gdzie ma umrzeć. Biedny, zmęczony król przynosi w ofierze nie złoto, kadzidło czy mirrę, ale samego siebie Gdy Jezus spojrzał na niego, czwarty Król wiedział, że te 33 lata ciężkiej pracy nie poszło na marne. Zbawienie stało się jego udziałem.

Złoto oznacza królowanie, kadzidło – boskość, mirra – człowieczeństwo (mirra to specjalna maść wykonana z kory balsamów). Uznali zatem Jezusa za króla, Boga i człowieka. Idą w nieznane, kierowani przez gwiazdę. Ich zaufanie do znaków, które daje im sam Bóg, otwiera ich na świat. Nie są zamknięci w ciasnocie swoich idei, pomysłów, własnych przemyśleń, bo są przecież Mędrcami i grozi im przez to pewnego rodzaju skostnienie w swoich poglądach. Oni jednak otwierają się na działanie Boga w ich życiu, w tym, co On do nich mówi tu i teraz. 

Droga każdego z tych króli była inna. Każdy z nas też ma swoją drogę, mniej lub bardziej trudną, zaangażowaną w pomoc także innym ludziom, ale ta droga zawsze prowadzi do Jezusa – do Niego. Czwarty Król miał wiele wyrzeczeń, wiele trudów, niebezpieczeństw w swojej drodze do Jezusa. Dojście do celu jego podróży zajęło mu o wiele więcej czasu niż pozostałym trzem królom, ale samo spojrzenie Jezusa zrekompensowało mu poniesiony trud. Mógł lamentować, narzekać jak ciężkie życie zgotował mu Bóg, ale on tego nie robi, bo droga do Jezusa jaką wybrał sam osobiście sprawiła mu radość. Nie było to życie nudne, pozbawione przygód, zmartwień i trosk. Trzej królowie, mimo, że ich droga do Jezusa była obiektywnie była łatwiejsza, pozbawiona trudów i trosk, udręk i wielkich wyrzeczeń, pracy fizycznej, narażenia życia i trosk doczesnych, to jednak była pozbawiona czegoś pięknego, co w naszym ludzkim, codziennym funkcjonowaniu i działaniu nadaje smak naszemu życiu. Jest „motorem i siłą napędową” naszego działania. Bo właśnie wdzięczność jest – jak to bardzo mądrze ujął – siostrą miłości.

Jest to jedna z najbardziej znanych baśni japońskich, na podstawie której powstała między innymi sztuka teatralna oraz opera. Jej głównymi bohaterami jest para staruszków. Pewnego śnieżnego zimowego dnia, dziadek wybrał się jak zwykle do miasta sprzedawać chrust. W drodze powrotnej zauważył żurawia schwytanego we wnyki. Zrobiło mu się żal ptaka, więc go uwolnił.

Jeszcze tej samej nocy, podczas śnieżycy, do domu staruszków zapukała piękna dziewczyna, prosząc o schronienie. Dziadek z babcią z radością zgodzili się, a ponieważ śnieżyca nie ustępowała, niespodziewany gość został u nich na dłużej. Dziewczyna, wdzięczna za gościnę usługiwała staruszkom, a pewnego oświadczyła, że chciałaby utkać materiał i poprosiła o zakup odpowiednich nici. Następnie, udając się do pomieszczenia z warsztatem tkackim, zabroniła komukolwiek zaglądać do środka, dopóki nie skończy. Materiały tkane przez dziewczynę były nadzwyczaj piękne, tak więc staruszkowie sprzedawali je i w krótkim czasie stali się bogaczami. 

Jednak ciekawość nie dawała im spokoju i pewnego razu postanowili zajrzeć do pokoju z warsztatem. Ku swojemu bezgranicznemu zdumieniu ujrzeli żurawia, który wyrywał sobie pióra, wplatając je następnie pomiędzy nici osnowy. Okazało się, iż był to ocalony wcześniej przez dziadka żuraw, który tkając piękny materiał chciał okazać swoją wdzięczność. Jednak gdy tajemnica wyszła na jaw, nie mógł dłużej przebywać pod postacią dziewczynyi odleciał, płacząc żałośnie.

Nie ma człowieka, który by czegoś nie zawdzięczał drugiej osobie: dar życia (rodzice), wychowanie, wykształcenie, pierwsza przyjaźń czy miłość, różne codzienne sytuacje: czasami trudne, wymagające łez i poświecenia. Wdzięczność w wymiarze ludzkim jest tym, co pozwala zachować pogodę ducha, a więc radość z życia. Daje też nadzieję. 

Dziś warto zapytać siebie samego: komu ja jestem wdzięczny? Bogu? Konkretnej osobie? Może wielu osobom?  Samemu sobie? Warto zastanowić się nad wartością wdzięczności w naszym codziennym życiu. 

Basia i Jola do czterech tygodni stały się zażyłymi przyjaciółkami. Kiedy pewnego popołudnia przy grze w chowanego Basia odkryła w Joli pokoju dziwny obrazek – kawałek postrzępionej granatowej szmaty z wypaloną dziurą. O mało nie doszło do zerwania dziecięcych więzów. Basia nie mogła zrozumieć, że takie „okropieństwo” traktuje się jako obraz. Jola z kolei była obrażona, że ktoś wyśmiewa się z jej rzeczy pamiątkowych. Całe szczęście, że w porę wkroczyła mama Joli i wyjaśniła całą sprawę. A było to tak: 

„Gdy Jola miała 5 lat, rodzice jej poszli pewnego wieczoru do teatru. Kiedy wrócili zastali cały dom w płomieniach i kłębach dymu. Na ulicy wielki chaos, pełno gapiów i straż pożarna w akcji. Matka była jakby nieobecna i wzdychała tylko: moje dziecko, moje dziecko jest w mieszkaniu. Wtedy pewien młody strażak – nie namyślając się wcale – wszedł po drabinie, przez okno prosto w żar. Po jakimś czasie wyszedł z zawiniątkiem w ręku. Ludzie zamarli z wrażenia, a on ostatkiem sił zszedł na dół, zatoczył się i upadł. Umarł – ale Jola żyje”.

„- Widzisz, to jest kawałek munduru tego strażaka – powiedziała matka wskazując obraz. Teraz rozumiesz, dlaczego ten obraz jest dla nas tak drogi i dlaczego wisi nad Joli łóżkiem”[1].

„Wdzięczność jest siostra miłości”. Biedni są ludzie, którzy nie widzą, a jeszcze gorzej, jeśli nie chcą nawet widzieć Autora ich życia, który dał im talenty, możliwości, zdolności, siły, dary czy ludzi wokół nich. Tego, który im błogosławi każdego dnia w ich życiu. Takimi właśnie ludźmi byli uczeni w Prawie i Faryzeusze. Pobożni, prawi, na zewnątrz ładnie poukładani, spełniający wymogi Prawa Mojżeszowego, dający datki i jałmużnę, ale na pokaz, poszczący, kiedy tylko Prawo nakazywało, pełni powagi i dostojeństwa, dumy z powagi pozycji w społeczeństwie, ale jak bardzo przywiązani do swojego egoizmu i własnej wizji świata, która była tak naprawdę podporzadkowaniem Boga do własnego planu. Dlatego nie mogli w tym swoim bogu dojrzeć miłości i miłosierdzia, ale jedynie zewnętrzne formy prawa, które eliminowały te ważne składowe z życia. Nie da się żyć bez miłości i miłosierdzia, bo w ich miejsce pojawia się pustka i brak poczucia szczęścia. Bardzo trafnie wyraził to Monika Regiec w swojej książce[2]. Pisze ona tak:

„Zapamiętaj – nie doznasz momentu w życiu, który ostatecznie wypełni Cię wdzięcznością i pełnią szczęścia na zawsze. Nawet na łożu „śmierci” powiesz „ah, żałuję, że nie zrobiłem tego i tego, bo dopiero wtedy to byłbym szczęśliwy”. Ale to wszystko ułuda, iluzja.

NIE ISTNIEJE moment ostatecznego szczęścia, jakaś sytuacja, która na wieki Cię uszczęśliwi, bo jesteś człowiekiem, a ludzka natura ma do siebie to, że zawsze chce więcej. Ludzkie ego nigdy nie ma dość, jest wiecznie głodne. Więc jeśli osiągniesz to, co w tym momencie uważasz już za najwyższe szczęście, to zapewniam Cię, wtedy pojawi się znowu pragnienie czegoś nowego, większego, droższego.

Za każdym razem, kiedy przyjdzie do Ciebie coś dobrego, pochyl się nad tym, podziękuj w sercu. Im częściej będziesz czuć wdzięczność, tym częściej zaczniesz doświadczać w swoim życiu dobrych rzeczy”.

Kątem oka zerkając na czwartego z czterech króli, który jest takim pewnego rodzaju wzorem, jak wykorzystał swoje życie, bo miał w sobie tyle wdzięczności za wszystko, co otrzymał. My również mamy za co być wdzięczni, mimo, że często nad tym się nie zastanawiamy. Ale ktoś pięknie to zauważył:  

„Jestem wdzięczny:

– kiedy mogę sprzątać po imprezie, bo to znaczy, że mam przyjaciół;
– za podatki, które płacę, bo to znaczy, że mam dochody;
– za ubrania, które są nieco ciasne, bo to znaczy, że mam jedzenie na stole;
– za osobę, która fałszuje, śpiewając, bo to znaczy, że mogę słyszeć;
– za zmęczenie i ból w mięśniach, bo to znaczy, że mogłem ciężko pracować;
– za budzik, który dzwoni z rana, bo to znaczy, że mogę żyć kolejny dzień”[3].

Wspominając tych Trzech Króli, pisząc na naszych drzwiach K+M+B i rok, tym razem 2022, pamiętajmy o tych, którzy uczą nas wdzięczności i otwartości w pójściu za Jezusem.   

Michaił Lermontow
Wdzięczność
Podziękowanie 

Za wszystko, wszystko Tobie, Boże dzięki: 
Za męki serca, których nikt nie słucha, 
Za gorycz łez i za trujące wdzięki, 
Za zemstę wroga i za potwarz druha, 
Za wszystko, w czym mnie oszukało życie, 
Za ogien duszy, dzisiaj już w popiele, 
Spraw tylko jedno, o Panie w błękicie, 
Abym dziękować mógł już dni niewiele

„Bądź wdzięczny za to, co masz, a będziesz miał tego więcej. Jeśli koncentrujesz się na tym, czego nie masz, nigdy nie będziesz miał wystarczająco dużo” (Oprah Winfrey)

Mt 2, 1-12

Pokłon mędrców ze Wschodu

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».

Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».

Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.


[1] Kazimierz Wójtowicz, Ramotki.

[2] Monika Regiec, Przypomnij sobie, kim jesteś naprawdę. Przebudź się do swojej prawdziwej natury, powróć do siebie i odzyskaj swoje życie.  

[3] https://zwierciadlo.pl/ekologia/524866,1,nowoczesnosc-funkcjonalnosc-i-ekologia-w-kuchni.read?r=true