Noc Wielkanocna jest nocą nadzwyczajną, kiedy moc zmartwychwstałego Chrystusa pokonuje ostatecznie siły ciemności i śmierci, zapala w sercach wierzących nadzieję i radość (Jan Paweł II)

Pewnego razu diabeł chciał się zaofiarować św. Marcinowi jako jego oparcie i siła. Ukazał się więc w całym przepychu królewskiego majestatu i przemówił w te słowa: „- Marcinie, dziękuję ci za twoją wierność. Chciałbym, abyś wiedział, że i ja jestem ci wierny i że cieszysz się moją bliskością. Możesz na mnie liczyć!”. „- Kto ty właściwie jesteś?” – zapytał Marcin. „- Jestem Jezus Chrystus” – odrzekł szatan. „- Gdzie są w takim razie twoje rany?”. „- Przychodzę z chwały niebieskiej” – tłumaczył diabeł – „a tam nie ma przecież żadnych ran”. „- Chrystus bez ran nie jest dla mnie Chrystusem! Na Chrystusa, który nie ma znaków krzyża, nie mogę liczyć!” – odparł święty Marcin[1].   

Taktyka szatana jest taka, że próbuje człowieka „oczarować” tak, aby wpadł w samouwielbienie. Pycha zbiera wtedy żniwa, bo człowiek popada w stan idealizowania siebie i świata. Ale szatan ma też i inną metodę, bo potrafi wprowadzić w życie ludzkie zupełnie inny stan. Nerwy, stres, lęk, strach to druga skrajność, które jeśli zostaną zbytnio wyeksponowane przez człowieka lub zbyt dużo poświeci im swojego drogocennego życia, to wtedy zło osiąga swój cel. Dlatego każdy z nas dąży do ucieszenia się, nadania życiu wewnętrznego pokoju z którego potem wiąże się również ten zewnętrzy spokój. Życie przynosi jednak mnóstwo sytuacji, które mogą doprowadzić człowieka do tragedii. 

Pewien król zaoferował nagrodę dla artysty, który namaluje najlepszy obraz przedstawiający spokój. Wielu artystów podjęło się wyzwania i dostarczyło swoje prace. Król przejrzał obrazy i w konsekwencji skupił swoja uwagę na dwóch szukając zwycięzcy.

Pierwszy obraz przedstawiał spokojne jezioro. Piękne, z gładką taflą wody, otoczone majestatycznymi górami i cudownym błękitnym niebem z obłoczkami. Każdy, kto patrzył na ten obraz widział, odczuwał spokój i uważał ten obraz za zwycięski.

Na drugim obrazie też były góry, ale jakże inne od tych na obrazie pierwszym. Surowe, groźne i skaliste. Powyżej było niebo z niespokojnymi i burzowymi chmurami, z których padał deszcz. Widać było także błyskawice, szalejące wietrzysko i fale na jeziorze ścierające się z brzegiem. Ten obraz z pewnością nie był obrazem spokoju!

Król jednak nadal przyglądał się szukając zwycięskiego obrazu ukazującego spokój. Patrząc na drugi obraz dostrzegł wśród skał szczelinę, a w niej krzew, na którym ptasia mama zbudowała gniazdo. Pośrodku tego całego zgiełku, szalejących sił natury oaza spokoju, ptasia rodzina w swoim własnym pełnym pokoju świecie.

„- Jak myślisz, który obraz wygrał? Drugi. A wiesz, dlaczego? Ponieważ” – wyjaśnił król – „spokój nie znaczy być w miejscu, gdzie nie ma hałasu, kłopotów lub trudnych relacji. Spokój oznacza być w środku tego szaleństwa i nadal odnajdować samego siebie i panować nad tym co się dzieje…”.

No właśnie… można zrzucić nasze wewnętrzne rozchwianie, bałagan i niepokój na okoliczności, czy też na ludzi wiszących nam nad głową, tysiące domagających się uwagi spraw, ale można też nauczyć się i zbudować swoją wewnętrzną oazę, która zawsze będzie źródłem spokoju. Da się.[2] Tego dowiódł nam sam Jezus, który w pełni przyjął wolę Ojca, dał się ukrzyżować, zmarł na krzyżu, dał się pogrzebać, aby po trzech dniach… zmartwychwstać! To On daje nam wzór do naśladowania, jak oddać się woli Ojca. Przemienia nasze życie i daje nadzieje poprawy na lepsze jutro. Ale żeby tak się stało, potrzebujemy uczestniczyć w pewnym procesie, który często nie jest łatwy. Wszystko bowiem chcemy od razu, bo nie potrafimy dziś czekać, a potrzeba nam czasu, aby powstało coś ważnego i wartościowego.   

Viggo Mortensen (amerykański aktor teatralny i filmowy, a także poeta, fotograf, malarz oraz reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Trzykrotnie nominowany do Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego), powiedział kiedyś: „Najlepsza rada jaką kiedykolwiek otrzymałem pochodziła od mistrza koni. Powiedział mi on, abym zwolnił bym mógł przyśpieszyć. Myślę, że to ma zastosowanie do wszystkiego w życiu. Żyjemy myśląc, że dzień ma za mało godzin, ale jeśli robilibyśmy wszystko spokojniej i bardziej dokładnie efekt uzyskalibyśmy szybciej i przy znacznie mniejszej ilości stresu”.

Zmartwychwstanie do nowego, to rozpoczęcie czegoś od początku. W naszym życiu bowiem, gdy „zwalniamy”, to schodzimy na dno cierpienia, bólu, rozpaczy, prawie śmierci fizycznej i duchowej. Wtedy potrzeba nam światła nadziei, która swoim blaskiem oświeca nasze życie i przemienia do takiego stopnia, że daje nadzieje zmartwychwstania do nowego, lepszego jutra. 

Królowa Wiktoria zwiedzała pewnego razu papiernię. Majster oprowadzał ją, nie wiedząc, kim jest dostojny gość. Królowa weszła do sortowni, gdzie pracownicy wybierali szmaty z miejskich odpadów. Na pytanie, co się później dzieje z tymi brudnymi gałganami, odpowiedziano jej, że powstaje z nich najdelikatniejszy biały papier listowy. Po jej wyjściu majster dowiedział się, kogo u siebie gościł.

Jakiś czas potem Jej Wysokość otrzymała paczkę cieniutkiej, śnieżnobiałej papeterii z własną podobizną na znaku wodnym. Dołączono do niej liścik, mówiący, że papier powstał z brudnych szmat, które królowa niedawno oglądała.

Ta historia może równie dobrze być ilustracją działania Chrystusa w nas. Bierze nas On z całym naszym brudem i przemienia w nowe istoty. Przyjąwszy Jezusa, stajemy się duchowo inni niż przedtem, podobnie jak śnieżnobiały papier różni się od brudnych szmat, z których powstał[3]

Zbawiciel stał się na krótko jednym z nas, byśmy dostąpiwszy obiecanej nam nieśmiertelności, żyli z Nim na zawsze. Taka jest łaska niebiańskich tajemnic, taki dar Paschy, taka upragniona doroczna uroczystość, taki początek odrodzenia wszystkiego (starożytna homilia wielkanocna)

Naszym zadanie jest zatem szukanie Tego, który zmartwychwstał, aby przemieniał nasze codziennie życie swoim słowem, które do nas kieruje i to każdego dnia. Mimo, że czasem wydaje nam się, że On do nas nie mówi, że jest daleko, że jest nieobecny. I jest to prawda. On jest nieobecny w grobie, tam go nie znajdziemy! Jeśli szukamy Jezusa w grobie, to tam go nie ma! 

W czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie biskup Grzegorz Ryś podzielił się poruszającym osobistym świadectwem. Mówił: „W dziesiątym roku kapłaństwa pierwszy raz pojechałem do Ziemi Świętej z moim rocznikiem z seminarium. Miałem wrażenie, że Pan mówi do mnie w każdym miejscu. I tak było do momentu, kiedy po raz pierwszy weszliśmy do grobu Jezusa w Jerozolimie. Spędziłem w nim jakieś siedem minut i nie usłyszałem nic. Wyszedłem z tego grobu. Koledzy poszli na obiad. A ja wróciłem do grobu. Prawosławny mnich, który pilnuje grobu był miłosierny i pozwolił mi tam siedzieć pół godziny. To się nigdy tam nie zdarza. Przeklęczałem pół godziny w pustym grobie Jezusa i nic nie usłyszałem. Byłem spanikowany. I tak mówiłem do Jezusa: „wiem, że to jest najważniejsze miejsce na świecie; nie rób mi tego”. Wyszedłem z grobu. Siadłem w odległości pięciu metrów od niego. Otwarłem Ewangelię o kobietach, które idą do grobu i przeczytałem zdanie: „wiem, że szukacie Jezusa z Nazaretu, nie ma go tutaj”. Pamiętam jak wychodziłem z Bazyliki Grobu Bożego, wiedząc, że muszę Go znaleźć i że Go na pewno nie ma w tym grobie. To jest ostatnie miejsce na świecie, gdzie można Go szukać. Do dziś mam w sobie to desperackie „muszę Cię znaleźć”, „wiem, że żyjesz”[4].

Z samego rana wyszliśmy zobaczyć, czy Pana Jezusa nie ma w grobie. Poszliśmy jak Maria Magdalena, jak Apostołowie Piotr i Jan i tak jak oni przekonaliśmy się, że grób jest pusty. Wyznaliśmy naszą wiarę, że On żyje, że jest wśród nas! Chrystus bowiem zmartwychwstał i nie ma go wśród umarłych! Alleluja! Wielu było takich, którzy ogłosili jedynie Jego śmierć, tymczasem to on jest Panem życia i śmierci! To on przezwyciężył śmierć, aby życie zwyciężyło! 

Niech całe nasze życie będzie odpowiedzią na Jezusowe wezwanie. Obyśmy naszą wiarą wyznawali, że Bóg jest żywy, a nie umarły i to, że On jest zwycięzcą śmierci, piekła i szatana. Dlatego „Jego Królestwo życie wiecznego” wyda tu na ziemi owoce naszej wiary, nadziei i miłości, która skierowana niech będzie wzgledem Boga, siebie samego, drugiego człowieka, ale także rzeczy materialnych, które niech będą jedynie środkiem do celu, jakim jest niebo. To tak staniemy się „nowymi istotami” zanurzonymi w Chrystusie Zmartwychwstałym!

J 20, 1-9

Apostołowie przy grobie Zmartwychwstałego

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.


[1] Kazimierz Wójtowicz CR, Glosarium, O diable i św. Marcinie, s. 1097.

[2] Znalezione w Internecie… Krótka niedzielna historyjka…

[3] Anonim

[4] Ks. Sławomir Machowski, blog: Wędrując ścieżkami wiary, http://www.ksiadzslawek.pl/?page_id=6829