Pewien właściciel gospody został aresztowany i postawiony przed sądem pod zarzutem, że do panierowanych kotletów z drobiu dodawał koninę. Sędzia- zanim ogłosił wyrok – chciał wiedzieć, w jakim stosunku były mieszane oba te mięsa. Restaurator pod przysięgą zeznał, że jeden do jednego. Po procesie jeden z przyjaciół zapytał go, co dokładnie oznacza to „jeden do jednego”. – „Jak to co” – zdziwił się oberżysta – „na jednego konia przypada jedna kura”.

Kłamstwo, którym arcykapłani chcieli zakryć „sprawę Jezusa” kosztowało ich majątek. Tłumaczyli się przed namiestnikiem pokrętnie z tego, co zaplanowali. Odrzucili prawdę, natomiast wybrali kłamstwo w które potem musieli już brnąć w nieskończoność, aby nie zdradzić swojej podstępnego planu zlikwidowania Tego, którego od początku chcieli pozbyć życia. Udało im się, jak wiemy, ale przypłacili to nie tylko pieniędzmi, ale własnym honorem i godnością. Zamiast życia w prawdzie, wybrali kłamstwo, którego natura polega na tym, że kiedy już raz się mu poddamy, to pociąga to za sobą konsekwencje, które trwają nieraz i całe lata. Kłamstwo „zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty”. Ale trzeba pamiętać, że kłamstwa mogą wygrać sprint, ale to prawda wygrywa cały maraton. Najgorsza prawda lepsza jest niż najlepsze kłamstwo. Dlatego tylko na prawdzie można budować nasze relacje z drugim człowiekiem. Kłamstwa niczego nie naprawiają. Nawet nie czynią rzeczy łatwiejszymi, a przynajmniej nie na długo. Najlepiej powiedzieć prawdę i uczciwie posprzątać bałagan. 

Tymczasem, „niestety, często przedkładamy kłamstwo nad prawdę dla doraźnych korzyści. Jesteśmy krótkowzroczni. Jezus natomiast wyprowadza nas na szerokie przestrzenie, gdzie są dalekie horyzonty. Te horyzonty roztacza prawda. I one zakreślają naszą wolność. I leczą nas z lęku”[1].

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o lęku, który miały w sobie kobiety: „Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom”. Ale mamy też fragment mówiący o lęku arcykapłanów i starszych, którzy z lęku: „po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu»”.

Widzimy tu jakże dwa różnie odmienne od siebie rodzaje lęków. Temu pierwszemu uczuciu niewiast towarzyszy „lęk wynikający z radości tego, co zobaczyli”, aby podzielić się z innymi tym, co się widziało. Temu drugiemu, a który dotyka arcykapłanów i starszym, towarzyszy lęk o swoje pozycje społeczne i prestiż, którego konsekwencją jest kłamstwo.    

Pewnego dnia Szatan wymyślił wspaniały sposób, aby się doskonale zabawić. Zbudował diabelskie lustro, które posiadał magiczną właściwość: wszystko, co było piękne i dobre, odbijało się w nim jako brzydkie, wręcz koszmarne; podczas, gdy to, co złe i odrażające, wydawało się wielkie i wspaniałe. Szatan wędrował sobie wszędzie ze swym straszliwym lustrem. A wszyscy ci. którzy się w nim przeglądali, zaczynali drżeć ze strachu: zamiast siebie widzieli istoty koszmarne i przerażające. Złośliwiec świetnie się przy tym bawił: im bardziej coś było odrażające, tym bardziej mu się podobało. Pewnego dnia to, co ujrzał w lustrze tak mu przypadło do gustu i rozbawiło, że ogarnął go niepohamowany śmiech: lustro nagle wypadło mu z rąk i rozbiło się na miliony kawałków. Wkrótce potem potężny i złośliwy huragan rozwiał po świecie potłuczone cząstki zwierciadła.

Niektóre z nich mniejsze od ziarenek piasku i dostały się do oczu wielu, wielu ludzi, którzy wtedy zaczęli widzieć wszystko na opak: dostrzegali jedynie i przede wszystkim to, co było złe. Inne odłamki zostały przerobione na szkła okularów. Ludzie noszący takie okulary nie potrafili zauważać już tego, co było dobre, ani sprawiedliwe, zatraci możliwość właściwej oceny czynów i wydarzeń. Czy nie natknęliście się przypadkiem na takich osobników? Któryś z kawałków lustra był tak duży, że użyto go jako szybę okienną. Biedacy spoglądający przez to okno dostrzegali jedynie antypatycznych sąsiadów, którzy przez cały swój czas poświęcali na to, by dokuczyć wszystkim. 

Kiedy dobry Bóg zauważył, co się wydarzyło na świecie, bardzo się zasmucił. Postanowił pomóc ludziom, którzy padli ofiarą żartu Szatana. Powiedział: – Poślę na świat mojego Syna. On jest moim obrazem, moim zwierciadłem. Odbija moją dobroć, sprawiedliwość i miłość. Uosabia człowieka takiego, jakim go wymyśliłem i zapragnąłem. Jezus przybył jako zwierciadło dla ludzi. Kto się w Nim przeglądał, odkrywał dobro i piękno, uczył się odróżniać je od egoizmu i kłamstwa, niesprawiedliwości i pogardy. Chorzy odnajdowali odwagę do życia, cierpiący czerpali siły, by pokonać ból, zrozpaczeni odzyskiwali nadzieję. Jezus pocieszał strapionych i pomagał ludziom pokonać strach przed śmiercią.

Wielu ludzi kochało lustro Boga i podążało za Jezusem. Czuli, że On rozpalił ich serca. Jednak niektórzy, widząc to, pękali ze złości: postanowili zniszczyć Boże zwierciadło. Jezus został zabity. Lecz krótko po tym zerwał się nowy, potężny huragan: Duch Święty. Uniósł miliony kawałków lustra Boga i rozsiał je po całym świecie. Jeśli do czyjegoś oka dostanie się nawet najmniejszy okruszek tego zwierciadła, człowiek ów zaczyna widzieć świat i ludzi tak, jak widział ich Jezus. Dostrzega przede wszystkim rzeczy dobre i piękne, sprawiedliwość i szlachetność, radość i nadzieję; natomiast zło i niesprawiedliwość wydają mu się łatwe do pokonania[2].

Arcykapłani i starszyzna widzieli świat przez pryzmat diabelskiego lustra lęku o siebie i dlatego spreparowali kłamstw. Od tego momentu musieli już żyć w obłudzie, którą sami wymyślili i zrealizowali za własne pieniądze: „Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego”. Nie przeszkadzało im nawet to, że jest ono nie do obronienia, bo „po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy”. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu»”. Jak można rozpowiadać o czymś jako prawdzie, co się niby wiedziało na własne oczy, kiedy się w tym czasie spało? Kłamstwo pociąga za sobą kłamstwo, które wcześniej doprowadzi człowieka do pułapki, którą na siebie sam zastawia. Jest to kwestia czasu.  

Dlatego Jezus zachęca nas, abyśmy założyli na nos okulary prawdy, a nie kłamstwa. Prawda wyzwala w człowieku energię do robienia rzeczy niezwykłych, dobrych, dających radość i satysfakcję. Tam, gdzie nie ma kłamstwa, jest kreatywność, bo prawda jest nieskończona. Jezus mówi: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą». Każdy z nas jest zatem wezwany do życia w prawdzie, by pójść i szukać Jezusa, aby być przy Nim każdego dnia. 

Przez nasze codzienne życie idziemy z bojaźnią, z licznymi obowiązkami i kłopotami, na które nie mamy bardzo często wpływu, bo są jakby poza nami, ale niech będą one przeżywane z Jezusem, który zmartwychwstał i żyje na wieczne czasy. Alleluja!   

Mt 28, 8-15

Chrystus zmartwychwstały ukazuje się niewiastom

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.

A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą».

Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu».

Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego.


[1] Mieczysław Łusiak SJ, Prawda nas wyzwoli z lęku – Mt 28, 8-15, https://deon.pl/wiara/komentarze-do-ewangelii/prawda-nas-wyzwoli-z-leku-mt-28-8-15,234174

[2] Bruno Ferrero, Ważna róża, Dwa lustra