Po latach poszukiwań, powiedziano mu by poszedł do jaskini, w której znajdzie źródło. „Zapytaj źródło czym jest prawda”, doradzono poszukiwaczowi, „ i źródło zdradzi ci ją”. Po odnalezieniu źródła, poszukiwacz zadał to fundamentalne pytanie. Z głębin dobiegła odpowiedź, „Idź do wioski na rozstaju dróg: tam znajdziesz to czego szukasz”.

Pełen nadziei pobiegł więc w stronę wioski i znalazł trzy mało interesujące sklepy. Jeden ze sklepów sprzedawał kawałki metalu, drugi oferował drewno a cienkie druciki były w ofercie trzeciego. Nic i nikt w tych sklepach nie wydawał się mieć nic wspólnego z wielkim odkryciem prawdy. 

Rozczarowany poszukiwacz powrócił do źródła i zażądał wyjaśnień, jednak jedyna rzecz jaką usłyszał to „Zrozumiesz to w przyszłości.” Gdy człowiek ten zaprotestował, wszystko co otrzymał to echo jego własnych wrzasków. W ciągu następnych paru lat pamięć o całym wydarzeniu nad źródłem zatarła się. Nagle, spacerując przy blasku księżyca, usłyszał dźwięk gitary. Ktoś grał z niezwykłym wyczuciem i mistrzostwem. 

Głęboko poruszony, poszukiwacz prawdy podszedł do muzyka. Spojrzał na palce tańczące po strunach. Zwrócił uwagę na samą gitarę. Nagle wykrzyknął olśniony: gitara została zrobiona z drucików, kawałków metalu i drewna podobnych do tych jakie sprzedawano w trzech sklepach, które wcześniej nie zachwyciły go niczym nadzwyczajnym. 

W końcu zrozumiał to co źródło miało do powiedzenia na temat prawdy: wszyscy posiadamy już to, czego potrzebujemy, naszym zadaniem jest poskładać to wszystko i używać w odpowiedni sposób. Nic nie ma większego znaczenia jeśli postrzegamy jedynie poszczególne fragmenty. Jednak gdy tylko poszczególne części zostaną połączone, powstaje nowa jakość, której natury nie można przewidzieć, koncentrując się na oddzielnych fragmentach[1].

Tomasz Apostoł próbował „dostroić swoje myślenie” i wszystko sobie poukładać jak puzzle z fragmentów wiadomości i informacji o Jezusie, które dotychczas posiadał w swoich rękach. Miał ich bardzo wiele, bo przecież przebywał z Jezusem przez trzy lata chodząc z Nim i słuchając każdego Jego słowa. To doświadczenie przebywania z Panem nie ułatwiło mu i nie potrafił poukładać wszystkiego, co widział i słyszał w jedną spójną całość. Wraz z śmiercią Jezusa kończy się w jego życiu etap poznawania swojego Mistrza w dotychczasowy sposób. Jezus zostaje osadzony, męczony, zabity i pogrzebany przez Jego oprawców. Aż tu nagle dochodzi do niego wieść, że Jezus… żyje. Tymczasem Tomasz opierał swoje życie na faktach, a nie domysłach. Fakty mówiły jasno, precyzyjnie i tylko jedno (powtórzmy!): Jezus został umęczony, na śmierć skazany, powieszony na krzyżu, umarł i pogrzebano Go. Tymczasem słyszy, że On żyje i zmartwychwstał. Po ludzku były to sprawy nie do ogarnięcia ludzkim rozumem, a przecież na nim i na swoich zmysłach opierał swoją wiedzę i rozeznanie Tomasz Apostoł. Ale to, co trzeba oddać Tomaszowi, to jedno, że nie poddawał się w swoich dociekaniach, analizach i bardzo chciał osobiście sprawdzić, czy to, co dochodzi do jego uszu, czyli to, że Jezus żyje, bo zmartwychwstał, nie daje mu spokoju. Nie poddaje się w szukaniu prawdy. To bardzo ważna cecha w codziennym życiu, a w poszukiwaniu Jezusa wręcz bezcenna. Ci, którzy Go szukają, znajdą Go! Nigdy nie możemy się poddawać!        

Lata temu w Illinois, młody człowiek z sześcioma miesiącami nauki na swoim koncie, ubiegał się o stanowisko we władzach miasta. Jak się można było spodziewać, został pokonany. Następnie zajął się biznesem, jednak i w tym mu się nie udało. Przez następne siedemnaście lat spłacał długi swojego partnera w interesach. Zakochał się w pięknej kobiecie i zaręczył się – niestety zmarła. Przeżył załamanie nerwowe. Ubiegał się o fotel kongresmana i po raz kolejny został pokonany. Później wystartował w wyborach do władz stanowych. Odniósł kolejną porażkę. Został kandydatem na Vice – prezydenta i przegrał. Dwa lata później przegrał walkę o fotel senatora. Ubiegał się o to stanowisko raz jeszcze i udało mu się. Nazywał się Abraham Lincoln. Winstonowi Churchillowi zajęło trzy lata przejście ósmej klasy, ponieważ nie mógł zaliczyć języka angielskiego. Wiele lat później został poproszony o wygłoszenie wykładu na Oxfordzie. Jego sławne przemówienie składało się jedynie z czterech słów: „Nigdy się nie poddawaj!”[2]

Tomasz się nie poddał i dlatego odkrył w swoim życiu Jezusa „jakby na nowo”. To nie był Jezus, którego znał z codzienności przebywania z Nim w codziennym życiu, ale Jezus zmartwychwstały, który swoim „życiem po śmierci” dał jakby nowe światło do tego, jak człowiek powinien podchodzić do swojego ziemskiego życia. Teraz ma on żyć przede wszystkim w perspektywie tego życia, ale po śmierci. To jakby nowe drzwi, który otwierają perspektywę wieczności, a nie tylko tego, co jest tylko tu, na ziemi. Życie osoby wierzącej nie jest już odtąd widzeniem tego świata jedynie z perspektywy ziemskiego patrzenia na rzeczywistość, ale przez pryzmat nieba i życia wiecznego we wspólnocie. 

Kultura bogata w legendy i podania zna wielu „niewiernych Tomaszów”, upartych pesymistów, którzy tylko czekają z wyciągniętym przed siebie palcem. Taki obraz Apostoła powielają od wieków liczni kaznodzieje podkreślając, że Tomasz, aby uwierzyć, musiał: dotknąć, zobaczyć, posmakować, zmierzyć, zwa­żyć, pomacać. Już ks. Piotr Skarga, chwaląc wiarę „bez dowodów i cudów”, woła do Boga: „Z błędów wszystkich, jako tego Tomasza, wyrywaj”. W jednej z interpretacji pastoralnych o samym imieniu Didymos — (gr.) Bliźniak, autor pisze: „Tomasz jest bliźniakiem. Ma brata, który chodzi za nim wszędzie — jest nim cień niewiary”. W kazaniu biskupa Józefa Zawitkowskiego natomiast Apostoł, gdy uczniowie obwieszczają radosną nowinę, mówi: „Panowie, nie wciskajcie mi takiej ciemnoty”. Trudno się dziwić podobnym tendencjom, skoro nawet co niektórzy egzegeci (!) odważnie nazywają Tomasza „upartym pyszałkiem”, który „śmiał rzucić Panu wyzwanie będące czystą niedorzecznością”.

Przez całe wieki istnienia Kościoła Tomasz, jak chyba żaden inny święty z grona Dwunastu, nie doczekał się tylu niepochlebnych opinii na swój temat. Dlatego pewnie w świadomości społeczeństw związanych z kulturą chrześcijańską powszechnie pojmowany jest jako symbol niewierności i sceptycyzmu. Ten stereotyp zawdzięcza Apostoł relacji Czwartej Ewangelii, gdzie we fragmencie 20,24-29 Jan przedstawił objawienie się Jezusa zmartwychwstałego wątpiącemu uczniowi. Wówczas padają słynne słowa Tomasza: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”. W kontekście perykopy Tomasz po dziś dzień ukazywany jest jako Apostoł, który w godzinie próby nie potrafił zaufać.

Tymczasem Ewangelia Janowa zawiera również dwa inne fragmenty, które ukazują Tomasza w całkiem odmiennym świetle: raz, gdy wyraża gotowość, żeby zginąć razem z Chrystusem (J 11,16); i po raz drugi, kiedy poszukujący prawdy Apostoł, pyta Jezusa o drogę (J 14,5). Swoim pytaniem prowokuje wówczas Nauczyciela do kolejnego objawienia się uczniom, jako jedyna droga, prawda życie[3]

Tomasz jest też widziany jako ten, który był w swoim myśleniu poza pozostałymi Apostołami. Był poza wspólnotą do której mentalnie i sercem nie należał, bo nie był świadkiem tego, co widzieli i wierzyli jego najbliżsi. To też daje nam wiele do myślenia w sprawie życia we wspólnocie. Dlatego może parę słów o wspólnocie, czym ona dla nas jest.    

Następnej jesieni gdy zobaczysz gęsi lecące na południe w kluczu, możesz wziąć pod uwagę odpowiedź jakiej nauka udzieliła na pytanie: „Dlaczego gęsi latają w kluczach?”
Za każdym razem gdy ptak uderza skrzydłami, zwiększa on siłę nośną skrzydeł ptaka lecącego zaraz za nim. Dzięki temu, że gęsi lecą w kluczu, zwiększają zasięg swojego lotu o 71 procent w stosunku do zasięgu jaki mógłby osiągnąć samotnie lecący ptak. 

Zawodnicy w grupach treningowych również zmierzają w podobnym kierunku i mogą dotrzeć do swojego celu szybciej niż gdyby mieli to zrobić w pojedynkę, wykorzystując turbo doładowanie dostarczane przez innych członków zespołu. Gdy któraś z gęsi wypadnie z klucza, nagle odczuwa duży opór związany z lotem w pojedynkę i szybko wraca do formacji, aby wykorzystać siłę wznoszącą generowaną przez ptaka z przodu. Jeśli mielibyśmy instynkt gęsi to trzymalibyśmy się formacji ludzi którzy zmierzają w tym samym kierunku. Gdy gęś, która była na czele klucza, zmęczy się, wraca na koniec jednego ze skrzydeł formacji i inna gęś zajmuje jej miejsce. Zamiana ról ma sens w przypadku trudnych zadań, zarówno w przypadku ludzi jak i gęsi lecącym na południe. Gęsi lecące z tyłu gęgają aby zachęcić tych z przodu do utrzymywania prędkości. Jakie wiadomości wysyłamy tym którzy są przed nami?

Ostatnia składowa instynktu gęsi zdaje się być tak samo ważna jak wszystkie pozostałe. Jeśli jedna z gęsi się rozchoruje lub zostanie postrzelona i wypada z formacji, dwie inne gęsi wypadają razem z pechowcem i podążają za nią aby zaoferować pomoc lub ochronę. Pozostają przy rannej do momentu w którym jest ona w stanie dalej lecieć lub zginie. Tylko wtedy ruszają dalej na własną rękę lub z inną formacją gęsi aby dogonić swoją grupę. Jeśli mielibyśmy instynkt gęsi, podobnie dbalibyśmy o siebie nawzajem[4]

Uczmy się od Tomasza, że warto kierować się własnym umysłem, aby jeszcze bardziej rozwijać swoją wiarę. Pamiętajmy też, że nie żyjemy sami, ale we wspólnocie, dzięki której nie tylko czerpiemy pomoc, ale uczymy się nawzajem jak ubogacać się nawzajem naszą wiarą, nadzieją i miłością. Zwłaszcza dzielenie się miłosierdziem wobec innych ludzi jest wyrazem naszego chrześcijańskiego i religijnego życia w Zmartwychwstałym Panu. 

Miłosierdzie jest jednym z imion Boga. Spośród wielu określeń Pana Boga występujących na kartach Pisma św. może najbliższe jest nam to, które podaje św. Paweł Apostoł: „Ojciec miłosierdzia” (2 Kor 1, 3). Imię to, przekazywane z pokolenia na pokolenie, stanowi jakby latarnię morską dla ludzi, którzy chcą żyć zgodnie z sumieniem i mieć na ziemi nadzieję.

Żaden przymiot Stwórcy nie jest tak mocno podkreślany w Biblii jak miłosierdzie. Objawia się w nim ogromna miłość Boga, który wzywa wciąż ku sobie, gestem najlepszego Ojca przygarnia do serca grzeszną ludzkość i każdego człowieka. Świeci ta prawda jasno wśród nocy rozpaczy, nocy wyrzutów sumienia. Jawi się jak tęcza Bożego uśmiechu, słodkiego przebaczenia i pokoju, zwiastun pogody i szansa na normalne życie dziecka Bożego[5].

W każdej ofierze Mszy świętej dotykamy źródła z którego wnika Boże Miłosierdzie na nas i na cały świat. Otrzymujemy w darze Dawcę Miłosierdzia, a z Nim owoce odkupienia. Uczestnicząc w każdej Eucharystii dotykamy przedsionka nieba, jakim jest Miłosierdzie Boga Ojca Wszechmogącego. Od Niego uczymy się jak być miłosiernym i dawać miłosierdzie, którego nigdy nie zabraknie, bo Bóg jest wszędzie, Jego miłość ogarnia bowiem cały świat i wszechświat. Pamiętajmy o tym za każdym razem, gdy odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia, która przybliża nas do Jego miłosierdzia, aby tym miłosierdziem dzielić się z innymi, ale i samemu kosztować tego miłosierdzia.  

J 20, 19-31

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»

Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».

Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»

Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».

I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.


[1] Opowieść nr 16: Poszukiwacz prawdy, http://www.seductionpoland.pun.pl/viewtopic.php?id=1041

[2] Opowieść nr 13: Nieugięty, http://www.seductionpoland.pun.pl/viewtopic.php?id=1041

[3] Tomasz Wieczorek, „Niewierny” Tomasz jako uczeń Jezusa w Ewangelii według św. Jana, Studia Elbląskie 8/207, ss. 123-140. https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Studia_Elblaskie/Studia_Elblaskie-r2007-t8/Studia_Elblaskie-r2007-t8-s123-140/Studia_Elblaskie-r2007-t8-s123-140.pdf

[4] Opowieść nr 7: Instynkt gęsi, http://www.seductionpoland.pun.pl/viewtopic.php?id=1041

[5] Ks. Stanisław Mrozek SJ, Czym jest miłosierdzie? https://deon.pl/wiara/czym-jest-milosierdzie,14541