Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne

W jednej ze swoich książek James Carroll pisze o tym, że w niedzielnych wydaniach gazet można często spotkać w rubryce rozrywkowej różne zagadki w formie rysunków. Na przykład, jeden z takich rysunków przedstawia rodzinę podczas pikniku. Pod obrazkiem zamieszczono pytanie: „Czy możesz odnaleźć człowieka ukrytego w tej scenie?”. Można wpatrywać się przez dłuższy czas w rysunek i niczego nie zauważyć. Można obracać wokół rysunek, by przejrzeć się mu z różnych punktów widzenia. I nagle w chmurze zauważysz ucho. Potem między liśćmi drzewa dostrzeżesz usta, i tak dalej, że wreszcie możesz dostrzec pełną twarz człowieka uśmiechającego się do ciebie na tej stronie. 

Po tym, jak odkryłeś tego człowieka, scena pikniku nabiera innego sensu i już nigdy nie będzie tym, co widziałeś na początku. Znalazłeś bowiem ukrytego człowieka. Zobaczyłeś jego uśmiechniętą twarz. Podobnie jest w życiu. My chrześcijanie wiemy, że w każdym wydarzeniu naszego codziennego życia jest ukryta pewna osoba. Tą osobą jest Bóg. Nie występuje On w naszym życiu tylko w biernej formie. Jest obecny jako dawca darów: życia, talentów, powietrza, pokarmu, odświerzającego deszczu. Wszystko w naszym świecie jest darem Bożej miłości do ciebie i do mnie. 

Każdy z nas realizuje swoje powołanie w inny sposób. Sztuką życia jest znalezienie swojego miejsca i ludzi z którymi chcemy dzielić się tym, co dostaliśmy najcenniejszego od Boga, czyli naszego życia. Dziś mamy Dzień Matki, która całym sercem dzieli się sobą z osobą, której dała życie. Nie byłoby tego życia, gdyby nie serce przepełnione miłością. Matka uczy odkrywać Boga, ale też i człowieczeństwo, którego dziś nam tak nam potrzeba, w tym bardzo trudnych czasach. Odkrywania na czym polega miłość do Boga, siebie samego i drugiego człowieka i tego jak używać rzeczy materialnych, aby nie być ich niewolnikiem jest kluczem do szczęścia tutaj na ziemi. Wolność jest tu pojęciem kluczowym. Matka jeśli w wolności nie odda się swojemu dziecku, to życie nie będzie uścielone czerwonym różami. Tak samo życie siostry zakonnej, jeśli nie odda się w pełni Bogu, to życie takie będzie ukrzyżowaniem. Każdy z nas jest taką małą cegiełką, która ten Kościół buduje tak, jak tylko najlepiej potrafi, opierając się na swoich siłach fizycznych i duchowych, bazując na talentach, predyspozycjach, ale też na współpracy z Bogiem, sobą samym i innymi ludźmi, wykorzystując też te dary materialne, które pochodzą od Boga, a są takim narzędziem, aby dojść do celu, jakim jest niebo. Indywidualna modlitwa przybliża nas do Boga, na którego wzór i podobieństwo każdy z nas został stworzony, i do którego przez całe nasze ziemskie życie zdążamy wykonując Jego pracę tu na ziemi. 

Św. Franciszek z Asyżu zwykł być nazywać słońce „bratem”, a księżyc „siostrą”. W odróżnieniu od Franciszka, ani ty ani ja nie myślimy o słońcu i księżycu jako o bracie i siostrze. Czyżby więc Franciszek był dziwną osobą, postępując w ten sposób? A może to my jesteśmy dziwni, nie postępując tak jak on? Wychowani w zachodniej cywilizacji i nauce, jesteśmy przyzwyczajeni, by dostrzegać, jak bardzo jedna rzecz różni się od drugiej. Wychowany w atmosferze innej wiedzy, Franciszek był przyzwyczajony, by dostrzegać jak bardzo rzeczy są podobne, jedna do drugiej. Nie uważał siebie za istotę poza przyrodą, lecz jako stanowiąca cząstkę. Franciszek był przyzwyczajony, na przykład, by widzieć różę jako pochodząca z ręki miłującego Boga. Jeśli Bóg był rodzicem róży, czyż w takim razie Franciszek nie był jej bratem? Franciszek nazywał słońce i księżyc „bratem” i „siostrą”, ponieważ stanowiły część Bożej rodziny. Nosiły w sobie odblask Boga, tak jak on. 

Wytrwałość, praca i właśnie konsekwencja prowadzą nas końcowego do sukcesu. Jest takie opowiadanie pt. O wytrwałości, które o tym mówi: Zapytano kiedyś Benjamina Franklina (1706-1790), skąd u niego tyle wytrwałości w dążeniu do wytyczonego celu. Wynalazca piorunochronu miał odpowiedzieć: „ – Obserwował pan kiedyś rzeźbiarza przy pracy? Sto razy uderza on w to samo miejsce, a mimo to nie widać najmniejszej rysy. Ale potem za sto pierwszym razem kamień pęka. Jednak przecież nie ostatnie uderzenie przynosi sukces, lecz tamte sto poprzednich prowadzi do niego”.

Za­zwyczaj Bóg nasze posłuszeństwo wypróbowuje na drobnych sprawach: kto jest Mu wierny w drobnych rzeczach, z czasem otrzymuje do wy­konania wielkie zadania (por. Mt 25,23). Natomiast ci, którzy są pochłonięci ziemską karierą, przeżywają sytuację całkiem odwrotną. Wy­ruszają z wielkimi projektami, organizują wspaniałe przedsięwzięcia, a pod koniec życia często pozostają z pustymi rękami. Słowo Boga na­tomiast jest małym nasionkiem, które samodzielnie rośnie. Wielcy święci fundatorzy z reguły nie żywili zamiaru zakładania czegokol­wiek. Święty Franciszek z Asyżu zaczął odbudowywać malutki, zrujnowany kościółek i z tego drobnego gestu zrodził się wielki ruch aktywny aż po dziś. Sumienność w wykonywaniu małych rzeczy jest bardzo ważna.

To, o czym chciałbym powiedzieć mówi pewne opowiadanie: „Był sobie kiedyś zamiatacz ulic, który swoją pracę wykonywał sumiennie i z radością. Kiedy zamiatał ulicę, czynił to wolno, ale systematycznie i dokładnie. W ciągu wielu lat pracy zdobył niemałe doświadczenie, którym się chętnie dzielił ze słuchaczami. Oto jedna z rad mądrego zamiatacza: – Czasami ma człowiek przed sobą bardzo długą ulicę. I wtedy myśli: mój Boże, ja tego nigdy nie skończę. Więc zaczyna się spieszyć i zamiata coraz szybciej, a tu ulicy wcale nie ubywa. Więc się denerwuje i na koniec brak mu tchu, pada ze zmęczenia. A ulica czeka dalej na jego miotłę. To jest zła metoda. Nie można myśleć o całej ulicy naraz. Trzeba myśleć tylko o najbliższym kroku, o najbliższym oddechu, o najbliższym ruchu miotłą. To przynosi radość. W ten sposób ani się spostrzeżesz, kiedy krok po kroku przejdziesz przez całą ulicę”.

Najlepszą metodą, aby postępować zgodnie z planami Boga, jest sumienne wykonywanie tego, o co dzisiaj On nas prosi. Wydaje nam się czasami, iż to nieistotna sprawa. W sposób, którego mechani­zmów nie znamy, z całą pewnością stanie się wielką rzeczą. Życie matki dziecka to ogromna pokora poświęcenia własnego życia dla Pana Boga i drugiego człowieka. Pamiętajmy o tym za każdym razem, kiedy będziemy wręczać im czerwoną różę, która jest symbolem okazanej im, mamom – miłości. 

Dawno bardzo dawno temu, kiedy kwiaty umiały mówić wzniosły swe główki ku niebu i skarżyły się bogu na swój los. Małe niezapominajki prosiły by mogły róść w cieniu, gdyż ostre słońce szybko ścina ich delikatne płatki. Skromne stokrotki prosiły by rosły na łące, aby dzieci mogły je zbierać. Narcyz zaś prosił by rósł sobie nad stawem gdzie będzie mógł przeglądać się w wodzie do woli. – Wybierzcie spośród was jedną, która będzie wami rządzić – rzekł Bóg. Kwiaty nie mogły dojść do porozumienia które z nich będzie panować nad innymi. Bóg stworzył więc różę.

Pozwolił jej róść wysoko , obdarzył delikatnym zapachem , podarował jej piękne płatki i uzbroił w długie ostre kolce broń godną królowej. Róża panowała nad kwiatami była to dobra i mądra królowa.Pewnej nocy maleńki ptaszek usiadł tuż przy jej pąku i myśląc że letni wiatr zważy jej piękne płatki postanowił że otuli je choć by troszeczkę. Słowik zapomniał że róża ma kolce i zbliżył się tak bardzo iż jeden z tych kolców wbił się w jego serce. Ptak śpiewał tak pięknie że ustał wiatr, a cierń z każdą nutą wbijał się coraz głębiej. Cały świat ucichł zasłuchany w te piękną pieśń. Ptaszek padł martwy na ziemię. A dzika róża, tam gdzie upadła kropla słowiczej krwi, ma do dziś maleńkie czerwone znamie.Każda róża ma znamię!

Miłość nie kalkuluje, nie oblicza, nie spekuluje. Ją się po prostu daje, nie licząc w zamian nic. To wolny dar naszego serca i życia. Doceńmy go za każdym razem, kiedy go otrzymamy. Zwłaszcza dziś w Dzień Mamy.   

J 10, 27-30

Jezus daje swoim owcom życie wieczne

Jezus powiedział:

«Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».