Janek spacerował ze swoim dziadkiem po Paryżu. W pewnym momencie ujrzeli szewca, którego obrażał jakiś klient, twierdząc, że źle naprawił mu buty. Szewc wysłuchał spokojnie skarg klienta, przeprosił go i obiecał prędko naprawić swój błąd. Janek z dziadkiem zatrzymał się w kawiarni. Przy sąsiednim stoliku kelner prosił jakiegoś mężczyznę, sprawiającego wrażenie bardzo ważnej osoby, aby przesunął nieco swoje krzesło, bo nie mógł swobodnie przejść. Mężczyzna obsypał go potokiem obelg i kategorycznie odmówił. „Nigdy nie zapomnij tego, co właśnie widziałeś.” – rzekł dziadek do Janka. „Szewc przyjął skargę klienta, podczas gdy ten człowiek obok nas, nie chciał ruszyć się z miejsca. Ludzie, którzy wykonują jakieś przydatne zajęcia, nie przejmują się wcale, jeśli są traktowani tak, jakby byli bezużyteczni. Natomiast ludzie, którzy nie robią nic pożytecznego, zawsze uważają siebie za osoby niezwykle ważne i swój brak kompetencji zasłaniają autorytetem władzy.”

Telewizja, szkoła, praca, polityka, biznes – prawie każdy element naszego życia jest naznaczony jakoś mnie lub bardziej współzawodnictwem. Prawie wszystko przecież kręci się wokół bycia najlepszym, pierwszym, albo przynajmniej przebywania wśród tych co się liczą, co są na pierwszych stronach gazet, ważnych, wpływowych, ze znajomściami to tu czy tam. Każdy z nas przecież marzył skończyć dobrą szkołę, mieć dobrą pracę, by awansować, czy też mieć wspaniałą i szczęśliwą rodzinę. To wszystko, by mieć zapewnioną bezpieczną przyszłość. Te piwerwsze miejsca mają nam to zapewnić, by również być na pierwszym miejscu, osiągnąć stanowisko, prestiż, władzę, pieniądze. Jak to wszystko zatem pogodzić ze słowami Jezusa z dzisiejszej Ewangelii?

Jezus – reagując na zachowanie współbiesiadników – poucza ich przez opowiedzenie im przypowieści. Warto myślę tu zaznaczyć, że Jezus nie gani bycia najlepszym, nie zabrania też zdobywania stanowisk, kariery czy sławy. Chodzi Mu raczej i zwraca uwagę na egoizm człowieka. Przestrzega nas przed zapatrzeniem się tylko w siebie, zdobywając to wszystko, co jest naszym pragnieniem. Nawołuje zatem każdego z nas do postawyy pokory, która jeśli jest takim strażnikiem naszego egoizmu, wtedy życie człowieka ma ustawione właściwe proporcje w osiągnięciu każdego z wymienionych celów. Bogactwo, władza, czy pieniądze mają przecież też i tę pozystywną wartość. Będąc bogatym w miarę łatwy sposób można wielu osobom pomóc, np. odbić się od dołka finansowego, a dzięki posiadanej władzy można podjąć decyzje, które mogą dopomóc ludziom w ich konkretnych problemach życiowych. Ale jak wiemy, poprzez ludzki egozim, wartości te mogą w bardzo łatwy i szybki sposób owładnąć i zamnipulować człowiekiem. Okręcić go wokół jego własnej osi, skoncenrować na jego egoizm i doprowadzić tym samym do wielu nieszczęść. Znane są nam przypadki zamozniszczenia.

Jest takie opowiadanie, pt. „Konkurs w supermarkecie”, autor nie jest znany. W pewnym konkursie zorganizowanym w supermarkecie każdy z finalistów dostał piętnaście minut na zrobienie zakupów. Zwycięzcą miał zostać ten, który przedstawi paragon kasowy z najwyższą sumą. Finaliści popędzili między regałami zderzając się wózkami, wrzucając do nich najdroższe towary, wpadając ną półki. To był gorączkowy, szalony wyścig. Zza regału wynurzył się młody człowiek, który powoli przesuwał się wzdłuż półek, co jakiś czas coś z nich zdejmując i wkładając do wózka. Pośród gorączkowej bieganiny jedna z finalistek ze zdziwieniem dostrzegła jego spokojne ruchy i zawołała: – A ty, dlaczego się nie spieszysz tak jak wszyscy? – Dlaczego? – odparł młodzieniec. – To mój ojciec jest właścicielem tego sklepu.

Komantarz do tego opowiadania może być właśnie taki, że wiele osób podchodzi do życia tak, jakby było ono ciągłym konkursem, w którym wszyscy biegają i wpadają na siebie. Trawi je żądza zgromadzenia jak najwięcej. Musimy nauczyć się od Jezusa, że życie to coś więcej niż tylko szaleńczy wyścig. On nam przypomina, że Bóg jest naszym Ojcem i w końcu to On jest właścicielem tego sklepu.

No właśnie, zachowujemy, się jakbyśmy ciągle brali udział w reklamie telewizyjnej. Wszystko musi być „super”, nowe, kolorowe, na pokaz i najlepiej, jeśli jeszcze jest bardzo drogie. To najbardziej może zaimponować innym 0 myślimy. W tym wszystkim bardzo brakuje nam dziś skromności. Mam na myśli ogólnie wspólczesne społeczeństwo, a nie konkretne osoby. Patrząc dziś na Internet, czy oglądając TV, przysłuchując się stacji radiowej, czy przeglądając magazyny i czasopisma wydaje się, że wszystko wydaje się być na pokaz i co gorsza, także na sprzedaż. Nie ma zatem prywatności. Wiele spraw, które można przecież załatwić w spokoju i „zaciszu” własnego domu, wywleka się na zewnątrz, wierząc, że taki „ekshibicjonizm” pomoże w rozwikłaniu konfliktu. Wywleka się szambo ludzkiego grzechu wierząc, że zewnetrzny anonimowy obserwator  pomoże. Tymczasem jest jeszcze gorzej, bo emocje sięgają zenitu i nie ma perspektywy końca. Bo z zewnątrz nie ma pomocy ludzi, ale jest za to ogromna presja sprostaniu kolejnym zachciankom anonimowej widowni, która żywiąc się ludzkim nieszcześciem robi to kosztem osoby, która nie ma z nikąd pomocy. W ten sposób niszczone jest społeczeństwo, które zaczyna, a może i często już jest pozbawione wrażliwości na drugiego człowieka. Egoizm, lenistwo, tania sensacja czy ludzka próżność zbiera swoje owoce. A jak działa zły? Jak działa diabeł w ludzkim życiu?

Dino Semplici opisał to w swoim opowiadaniu, pt. „Posiłek dla diabła”. Pewnego dnia diabeł był głodny. Zabrał więc ze sobą worek i wybrał się na polowanie dusz. Miał „apetyt” na wyśmienity kąsek. Usadowił się więc między gałęziami liściastego drzewa, które rosło naprzeciw okna pewnego dobrego człowieka i czekał.

Dzień dobrego człowieka był jednak przejrzysty jak kryształ i przebiegał na modlitwach, wypełnianiu dobrych uczynków i szlachetnych myślach. Ani jednego odstępstwa od tej zasady. „Apetyt” diabła rósł coraz bardziej. Obawiał się jednak, że nie będzie mógł tutaj nic zdziałać. Aż pewnego dnia, kiedy przypatrywał się tej białej jak śnieg duszy, spostrzegł, że i ona, podobnie jak wszystkie inne, ma jedno malusieńkie pęknięcie. Otóż każdego wieczoru człowiek pojawiał się w oknie i zachwycając się zachodzącym słońcem, pogrążał się przez moment w melancholii i smutku.

Diabłu wystarczyło to w zupełności! Skupił całą swoją energię na tej chwili; wydrążył ją, rozszerzył i kiedy stała się już dostatecznie obszerna i pusta, wlał do niej wszystkie swoje wypróbowane mikstury: najpierw strach, potem niepewność, a na koniec desperację. Teraz wystarczyło mu już tylko sięgnąć ręką, aby mieć wspaniałą kolację.

Jezus uczy nas tego, że ludzie skromni dbają o to, aby w ich życiu nie panowała niezgoda, zwłaszcza z sobą samym. Nie należy zatem zajmować pierwszych miejsc przy stole, bo jeśli chcemy pomagać innym, trzeba być bez skazy przed Bogiem i samym sobą. Jeśli tak nie jest, to upadek nasz będzie wielki. Wtedy każą nam się przesiąść na ostatnie miejsca, a tam, to już nic nie będzie widać, bedzie tylko płacz i zgrzytanie zębów.

Kiedyś emocje kibiców sięgnęły zenitu. Do mety pozostało 200… 100… 60 metrów… Biegacz upadł. Trenerzy stali bezradni. Wszystko trenowali ze swoim zawodnikiem. Z wyjątkiem upadku… „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony…”

Znamy wiele przykładów osób bogatych, sławnych, znamy wielu ludzi wokół nas, którzy mimo zajmowanej pozycji, mimo posiadanych pieniędzy czy mimo popularności zostali „normalni”. Nie wywyższają się, nie domagają sie innego traktowania, nie zapomnieli o innych. Osoba, która wchodząc na ucztę biegnie na najlepsze miejsce myśli tylko o sobie – jest tak zadufana w sobie, że nie dostrzega innych osób wkoło siebie, które bardziej zaslugują na to pierwsze – zaszczytne miejsce. A może to miejsce ma należeć tylko do Boga?! Jaki ja jestem? Które miejsca ja obieram?

Jest takie opowiadanie pt:. „Lekcja pokory”: „Los Angeles Times” opublikował opis zdarzenia, jakie miało miejsce na lotnisku po odwołaniu jednego z zaplanowanych lotów. Przed kasą biletową ustawiła się długa kolejka.

Nagle z kolejki wyszedł zdenerwowany pasażer, podszedł do kasy biletowej i ze złością zażądał biletu pierwszej klasy na najbliższy samolot. „Bardzo przepraszam, ale muszę wcześniej obsłużyć ludzi, którzy stoją przed panem w kolejce” – odpowiedział kasjer. Zirytowany pasażer uderzył pięścią w blat i powiedział: „Czy pan wie, kim ja jestem?!” W odpowiedzi na takie zachowanie kasjer podał przez głośniki następujący komunikat: „Proszę o uwagę. Przy okienku biletowym stoi mężczyzna, który nie wie, kim jest. Jeśli ktokolwiek mógłby pomóc w zidentyfikowaniu tego pana, proszony jest o podejście do kasy biletowej”. Wśród ogólnego śmiechu upokorzony mężczyzna wycofał się ze wstydem.

W trakcie rekolekcji znany misjonarz mówił o siedmiu grzechach głównych współczesnego człowieka. Pycha stała na pierwszym miejscu. Ilustrując przykłademjej skutki, podkreślił: – Zazwyczaj wielkie mniemanie o sobie samym, świadczy że jest to jedyna wielka myśl tego, kto je o sobie posiada. „Służenie innym bez uczucia pokory jest jedynie zaspakajaniem egoizmu: zapatrzeniem się wyłącznie we własną osobę” powiedział Mahatma Gandhi.

Dobrze wiemy, co jest dobre, a co złe, co jest nakazane, a co zabronione. Często nasze dobre uczynki budują w nas to tzw. „nienaganne ja”. Wychodzi wtedy z nas „własna sprawiedliwość” i przy okazji też… wyniosłość, pycha i egoizm. Zawsze istnieje w nas pokusa manipulowania Bogiem, Panem nieba i ziemi. A jeśli Bogiem, to i przeważnie też i drugim człowiekiem. Dlatego dziś prosmy szczególnie o dar pokory i świadomość znalezienia swojego miejsca na ziemi w relacji z Bogiem i drugim człowiekiem.

——————

Łk 14, 1. 7-14

Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:

«Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce.

Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

Do tego zaś, który Go zaprosił, mówił także: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».