Szekspir napisał, że przebaczenie jest podwójnym błogosławieństwem. Błogosławieństwem dla tego, kto przebacza i dla tego, który doznaje przebaczenia. Jest błogosławieństwem, które niesie zbawienną jedność z Bogiem i bliźnim. Czy można piękniej i dosadniej, bardziej zrozumiale i przekonująco wyrazić myśl o słuszności przebaczenie, niż to czyni Ewangelia Chrystus odpowiada Piotrowi, że gotowość do przebaczenia bliźniemu, odpuszczania mu krzywdy, musi ciągle być otwarta, że nie ma dla niej granicy liczbowej; „siedemdziesiąt siedem razy” – ta symboliczna liczba ma znaczenie nieskończoności. A zatem mamy wybaczać w nieskończoność – czyli zawsze… tak jak długo żyjemy…

Przebaczenie nie jest sprawą prostą i łatwą – przebaczyć, szczerze i całkowicie temu, który wyrządził nam rzeczywistą, a zwłaszcza dużą, z premedytacją – krzywdę, nie jest łatwo. Jest to jedna i z najtrudniejszych rzeczy na tym świecie, od przebaczenia jednak zależy nasze zbawienie. Najtrudniej w drodze do przebaczenia jest zawsze zrobić pierwszy krok. A jest to konieczne zwłaszcza wtedy, gdy w tym, co zaszło, mogło być coś z naszej winy. Ale nawet, gdy wina drugiej strony jest oczywista, nie wolno zamykać serca na jej przebaczenie i szczerze dążyć do pojednania. Często jednak brak chęci pojednania, przebaczenia wynika z braku realnego przyznania się samemu sobie, że też jestem winny, że też zawiniłem. Widząc czyjeś błędy i niedociągnięcia łatwo wpada się w mechanizm osądzania i zarazem samouwielbienia.

Jest opowieść o pewnym pustelniku, który był znany powszechnie ze swego poświęcenia, aż w końcu zaczął popadać w samouwielbienie.

Przejęty tymi niebezpiecznymi myślami, wybrał się któregoś ranka do sąsiedniego kościoła. Po drodze nieopodal swojej chatki ujrzał siedzącego na brzegu rzeki jakiegoś biedaka, który tak mu się przynajmniej wydawało – gorzko płakał. Podchodząc bliżej, pustelnik rozpoznał w rozpaczającym mężczyźnie notorycznego rozbójnika, postrach całej okolicy. Pustelnik miał już zawrócić, gdy mężczyzna ruszył mu naprzeciw, padł do jego stóp i wyznał swoje występki, błagalnie pytając, czy może mieć nadzieję na przebaczenie.

Pustelnik, zdziwiony i zaszokowany wyznaniem tak wielkiej liczby ciężkich grzechów, porównał je ze swoimi, które wydawały mu się niewielkie. Przekonany o swoim niewinnym życiu, zaczął popadać w dumę i zawołał z oburzeniem: – Spodziewasz się przebaczenia? Ty nikczemny grzeszniku? Prędzej na tym kiju zakwitną róże niż sprawiedliwy Bóg wybaczy ci twe grzechy! Wypowiedziawszy te słowa zawrócił, zostawiając biednego grzesznika w rozpaczy. Nie uszedł daleko, gdy nagle laska, którą trzymał w dłoni, zaczęła wpuszczać korzenie do ziemi. Usiłował ją wyrwać, ona jednak opierała się jego wysiłkowi i z każdą chwilą coraz mocniej tkwiła w ziemi. Zaraz potem pojawił się pączek, liść, wyrósł także kwiat, a w końcu cała sucha laska pokryła się pięknymi różami. Jednocześnie pustelnik usłyszał cichy szept: – Prędzej na tej jałowej lasce zakwitną róże, niż dobry Bóg odmówi łaski skruszonemu grzesznikowi, a udzieli jej pyszałkowi. Na te słowa pustelnik pobiegł z powrotem do grzesznego rozbójnika, aby się  z nim pojednać.

Fikcyjna opowieść, ale jak dużo mówiąca o życiu – o realnym przebaczeniu, jak ono wygląda… Nie od dziś wiemy, że należy przebaczać i że trzeba przebaczać. Gdy jesteśmy postawieni wobec realnego faktu, gdzie trzeba pokazać miłość i współczucie – przebaczenie…no właśnie…sami sobie odpowiedzmy, jak to wygląda – życie ukazuje nam tysiące, setki tysięcy przykładów… jak to jest…

W Quo Vadis Sienkiewicza opisane jest wydarzenie – chodzi o Glaukosa – chrześcijanina umierającego wśród męczarni na polu jako żywa pochodnia Nerona. Wielu z was zapewne widziało to na filmie, który nie tak dawno powstał – polskim filmie Wajdy. Tego Glaukusa zdradził i w ten sposób wydał na stos Grek: Chilon Chilonides. Kiedy Chilon zobaczył żywcem płonącego Glaukusa zrozumiał swoją zbrodnię, zawołał rozpaczliwie: „Glauku, w imię Chrystusa przebacz! W ostatniej chwili usłyszał od umierającego – który doznał tyle złego od niego właśnie usłyszał: „Przebaczam”

Chrystus przebaczył człowiekowi na krzyżu, teraz czas na człowieka: na mnie. O postawę i gotowość przebaczania – ciągle, módlmy się o nią w nieskończoność i to każdego dnia.

Mt 18, 21-35

Przebaczenie Boga uwarunkowane przebaczeniem drugiemu człowiekowi

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»

Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.

Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».