Dziś Ewangelista św. Łukasz prowokuje nas do zastanowienia się na czym polegała słabość modlitwy faryzeusza. Sądził, że postępował jak człowiek sprawiedliwy, a jednak nie odszedł do domu usprawiedliwiony. Jego dobre uczynki skażone były grzechem pogardy i osądzania innych ludzi, w tym również celnika. Uznawał siebie za sprawiedliwego, a odmawiał innym bycia sprawiedliwym. Tak naprawdę on się nie modlił, tylko informował Boga, jak „dobrym” był człowiekiem, chwaląc się i przedstawiając Mu dowody swej nienaganności. Wszystko, co powiedział faryzeusz było zapewne prawdą, bo skrupulatnie przecież odmierzał dziesięciny (nawet te nie nakazane w zakresie jego obowiązków) i pościł, i nie był podobny do innych ludzi. Niestety, nie może dobrze się modlić ten, kto pogardza swoim bliźnim, bo modlitwa ma wznosić nasze myśli i serca do Boga, a nie wynosić nas ponad innych.

Dziś jakby samo nasuwa się pytanie: Czy nie ma w nas postawy faryzeusza? Dobrze wiemy często, co jest nakazane, a co zabronione. Może nasze dobre uczynki budują tylko w nas nienaganne „ja”, wychodzi wtedy: własna sprawiedliwość i wyniosłość? Jezus w tej przypowieści wyjaśnia, że do domu odszedł usprawiedliwiony – z miłosierdziem i przebaczeniem Boga – celnik, faryzeusz zaś odszedł tylko ze swoją własną sprawiedliwością. Kiedy człowiek przyjmuje w życiu i w modlitwie tylko postawę faryzeusza, pewnie nie przekroczy progu miłosierdzia Boga.

Zwróćmy uwagę na to, że w modlitwie celnika przedmiotem modlitwy jest Bóg: Boże, miej litość dla mnie grzesznika! Natomiast przedmiotem modlitwy faryzeusza jest własne „Ja”: Ja poszczę; Ja daję; Ja nie jestem jak inni. Tu na pierwszym miejscu widoczny jest w nim brak jakiejkolwiek pokory.

Życie może dawać nam gorzkie lekcje pokory. „Los Angeles Times” opublikował opis zdarzenia, jakie miało miejsce na lotnisku po odwołaniu jednego z zaplanowanych lotów. Przed kasą biletową ustawiła się długa kolejka. Nagle z kolejki wyszedł zdenerwowany pasażer, podszedł do kasy biletowej i ze złością zażądał biletu pierwszej klasy na najbliższy samolot. „Bardzo przepraszam, ale muszę wcześniej obsłużyć ludzi, którzy stoją przed panem w kolejce” – odpowiedział kasjer. Zirytowany pasażer uderzył pięścią w blat i powiedział: „ Czy pan wie, kim ja jestem?!” W odpowiedzi na takie zachowanie kasjer podał przez głośniki następujący komunikat: „Proszę o uwagę. Przy okienku biletowym stoi mężczyzna, który nie wie, kim jest. Jeśli ktokolwiek mógłby pomóc w zidentyfikowaniu tego pana, proszony jest o podejście do kasy biletowej”. Wśród ogólnego śmiechu upokorzony mężczyzna wycofał się ze wstydem.

Podobne sytuacje zdarzają się i tym, którzy noszą znane nazwiska. Christian Herter ubiegał się o ponowny wybór gubernatora stanu Massachusetts. Pewnego dnia przybył spóźniony na piknik. Nie zdążył zjeść ani śniadania, ani lunchu. Był bardzo głodny. Z talerzem w ręku staną w kolejce po pieczoną kurę. Gubernator zwrócił się do kobiety, która stała przy barze: „Czy mogłaby mi pani dać jeszcze jedną porcję? Jestem bardzo głodny”. „Bardzo przepraszam, mogę podać tyło jedną porcję dla jednej osoby” – padła odpowiedź. W tej sytuacji Herter zdecydował się użyć powagi swojego urzędu i donośnym, poważnym, pełnym pogardy i pychy głosem, ponownie odezwał się słowami: „Czy Pani ma świadomość, kim ja jestem? Czy pani ma świadomość z kim pani rozmawia? Czy pani wie, że ja jestem gubernatorem tego stanu?” „A czy pan wie, kim ja jestem?” – odpowiedziała kobieta – „A, ja jestem kobietą, odpowiedzialną za pieczone kury. Niech się pan przesunie w kolejce, bo blokuje pan przejście” – dodała kobieta….

Była to jedna lekcja pokory. Jednak jedna lekcja to za mało, żeby czegokolwiek człowiek mógł się nauczyć w życiu. To pojął celnik, który nie porównywał się z innymi: ani z faryzeuszami, ani z większymi niż on sam. Nie wyliczał swoich uchybień. Prosił tylko Boga o miłosierdzie. Wiedział, że sprawiedliwie może osądzać tylko Bóg, bo On jest Sprawiedliwością. Zwróćmy uwagę na postawę celnika: stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi. W pokorze przyznawał, że jest grzesznikiem i właśnie ta pokora zdobyła mu przychylność Boga.

W czasach Jezusa celnicy byli powszechnie znienawidzeni, bowiem popełniali przestępstwa przeciw sprawiedliwości, przeciw ojczyźnie, przeciw Bogu i religii Prawa. Spełniając swój urząd, niejednokrotnie go nadużywali dla własnych potrzeb, często okradali swych ziomków. Jednak Bóg przyjął modlitwę celnika…

Pomyślmy, przed czym przestrzega nas Jezus w tej przypowieści? Może tego, że niewłaściwie jest oceniać tylko według tego, co Bogu dajemy, bo może to prowadzić do pychy. Dwóch ludzi przyszło do świątyni, aby się modlić. Jednoczyło ich: pragnienie bycia sprawiedliwymi, modlitwa, jedno miejsce – świątynia. Czynili to, co ze swej natury powinno być miłe Bogu: modlili się; ale jakże rożne były to modlitwy, jakże różne były to postawy, jakże różne skutki miał ich wysiłek.

Zastanawiając się nad tym tekstem, warto nie przeoczyć, że Jezus opowiedział tę przypowieść tym: co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili. W modlitwie faryzeusza i każdego, kto sądzi, że doznaje usprawiedliwienia dzięki własnym zasługom, zawsze istniej pokusa manipulowania Bogiem, Panem nieba i ziemi. A jak Bogiem to i przeważnie też i drugim człowiekiem.

Dlatego o dar pokory módlmy się i to każdego dnia…

Łk 18, 9-14

Wysłuchana modlitwa skruszonego grzesznika

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”.

A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”

Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».