Warto dziś siebie zapytać, idąc za prowokacją Ewangelisty św. Jana: Jaka jest różnica między człowiekiem wierzącym, a niewierzącym? Co zyskuje człowiek przyjmując dar wiary? Co traci odrzucając go? Pytania, na które może odpowiedzieć tyko człowiek wierzący. Ten, kto nie wierzy, nigdy na nie odpowiedzieć nie potrafi. Nie zrozumie wierzącego, nie dostrzeże daru, który człowiek wierzący posiada.

Dla człowieka niewierzącego nie ma większej różnicy między wiarą  a  niewiarą. Uważa, że to jest sprawa przekonań. Jeden wierzy, bo mu z tym wygodnie,  drugi z tego samego powodu nie wierzy. A więc kwestia przyzwyczajenia, wychowania, przekonań. Zupełnie innego zdania jest człowiek wierzący. On wie, że wiara to nie  tylko kwestia takiego czy innego przekonania, ale to przede wszystkim sprawa bogactwa. Prawdziwy chrześcijanin wie, że między nim, a człowiekiem niewierzącym istnieje tak wielka, tak niepojęta i niewymierna różnica, że trudno to nawet wyrazić słowami. Najlepiej posłużyć się porównaniem. Otóż różnica będzie mniej więcej taka, jak pomiędzy człowiekiem o zdrowych oczach, a człowiekiem niewi domym. Chyba nikt z ludzi nie odważy się powiedzieć, że mieć oczy i nie mieć, widzieć i nie widzieć, to sprawa przekonań. Wszyscy doskonale wiemy, że chodzi o bogactwo…

W słoneczny, majowy dzień dwaj mężczyźni z branży reklamowej przechodzą obok niewidomego, który siedzi na chodniku i prosi o jałmużnę. Na szyi powieszony  ma szyld z napisem: ,,od urodzenia niewidomy”. Tylko niewiele osób zwraca na niego uwagę;  jego kapelusz  jest pusty. ,,On ma złą metodę”  –  zauważa  jeden z mężczyzn. ,,Założymy się, że uda mi się wypełnić jego kapelusz przy pomocy innego tekstu?” Odwraca więc szyld niewidomego i pisze coś na nim. Z oddalenia obaj obserwują potem, jak kapelusz niewidomego stopniowo zapełnia się. Wtedy jego kolega podchodzi do żebraka i czyta: ,,Jest wiosna. Wy ją, widzicie. A ja nie”… Dwa światy: człowieka widzącego i …. niewidomego. Tak odległe, ale jakże sobie bardzo bliskie.

Dla wielu z nas wiara jest jak dziecięce ubranie – niemodna i za ciasna. Dali ją nam rodzice – nauczyli „paciorka do Bozi”, prowadzili nas do „kościółka”, gdzie śpiewaliśmy piosenki  „z pokazywaniem” na roraty z lampionem,  by otrzymać  kolejny element „składanki”.

Ci, którzy bardzo kochają rodziców, ze względu na  nich  będą  ciągle wciskać się w to ubranko, ci zbuntowani  odrzucą  je  zupełnie.  Człowiek  nie  zniesie jednak pustki – a w naszym porównaniu – braku ubrania. Coś zamiast tego założą. Co? Wystarczy rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć cały panteon współczesnych bożków: narkotyki, alkohol, papierosy, muzyka, przemoc,  telewizja,  komputer,  Internet, pornografia, zakupy. Nie wszystko to jest z gruntu złe, ale staje się takie, gdy zajmuje pierwsze miejsce w naszym życiu  –  miejsce, które zarezerwowane dla Boga. Jest złe wtedy, gdy zasłoni (stanie się takim bielmem na oku człowieka) świat,  gdzie działa Bóg.

Każdy niewidomy chciałby mieć wzrok i dałby wszystko, aby widzieć. Żaden człowiek posiadający zdrowe oczy nie chciałby ich ucracić. Oddałby rękę , nogę, obie ręce, obie nogi, byle tylko nie stracić oczu. Niesłychane bogactwo. Wiara to właśnie takie wspaniałe, nowe oczy, dane człowiekowi bezpośrednio przez Boga. Dzięki tym oczom wiary poznaje nowy Boży świat i widzi zupełnie inaczej otaczającą go rzeczywistość. Bez wiary nigdy by nie odkrył, że świat jest tak piękny, że człowiek kryje w sobie tak wielkie bogactwo, że życie może być – mimo bólu, cierpienia, śmierci – tak wspaniałe. Jeżeli ktoś nie przeżywa swojej wiary jako bogactwa, jako nowych oczu, danych przez Boga, wtedy wszystko będzie dla niego niezrozumiałe i tak trochę „bez sensu”.

John Howard Griffin podczas li wojny światowej w czasie wybuchu samolotu stracił kompletnie wzrok. Przez dwanaście lat otaczała go fizyczna ciemność. Po tych latach ciemności, szedł pewnego razu ulicą i zobaczył przed sobą „czerwony piasek”. Był to początek pełnego odzyskania wzroku. Po tym wydarzeniu Griffin powiedział reporterowi: ,,Ty nie wiesz, co to znaczy dla ojca zobaczyć swoje dzieci po raz pierwszy. Było to wspanialsze, aniżeli mogłem wyobrazić to sobie w najśmielszych marzeniach”. Ewangeliczny niewidomy ujrzał wszystko po raz pierwszy. Mimo takiego natłoku przeżyć dokonało się w nim najważniejsze przejrzenie. W Chrystusie dostrzegł Mesjasza, uwierzył. W tym momencie zabłysnęło dla niego światło, którego nie może pochłonąć żadna ciemność. W życiu doświadczamy różnego rodzaju ciemności: choroba, śmierć, utrata sensu życia, nałóg. Wiara jest tym co daje nadzieję. Bez niej faktycznie wszystko  staje  się  „bez  sensu”. W sercu  bowiem,  pojawia  się pustka, ot chłań , ból i rozpacz. Wszelkiego rodzaju sytuacje życia wtedy stają się dla nas nie do przejścia, nie do zaakceptowania, nie do objęcia rozumem i sercem, po prostu niemożliwe do przebaczenia.

W powieści Na zachodzie bez zmian, młody żołnierz niemiecki leży w niewielkim okopie, chroniąc się przed ogniem artyleryjskim. Nagle jakiś francuski żołnierz skacze do tej samej dziury, również szukając schronienia. Młody Niemiec przeszywa go bagnetem. Podczas gdy żołnierz francuski powoli umiera; młodego Niemca  ogarnia nad nim li tość . Daje mu się napić z własnej menażki. Po jakimś czasie Francuz umiera. Jest on pierwszym człowi ekiem, którego Niemiec zabił i zaczyna się on zastanawiać, jak Francuzowi było na imię. W kieszeni zmarłego żołnierza zauważa portfel i wyjmuje go. Na fotografii widzi młodą matkę, trzymającą w ramionach małą dziewczynkę. Niemiec, ze ściśniętym gardłem uświadamia sobie, że zmarły nie jest wrogiem, lecz ojcem i mężem, człowiekiem takim, jak on. Człowi ekiem, który kocha i jest kochany. Głęboko wzruszony; przepisuje adres zmarłego żołnierza. Chce napisać jego żonie list. Co wydarzyło się w tym okopie? Czy Niemiec uświadomił sobie nagle swój chrześcijański obowiązek miłości nieprzyjaciół i zmusił się do  miłości umierającego żołnierza? Wcale nie. Po prostu zobaczył swego nieprzyjaciela w nowym świetle. I to nowe spojrzenie zmieniło jego postawę wobec drugiego człowieka. Wiara właśnie w ten sposób zmienia nasze patrzenie, widzimy wszystko w innym świetle…

Przyglądając się dziś niewidomemu, uczmy się wiary, która „góry przenosi”, która potrafi nam pokazać świat w „innym-nowym świetle”. Ucieszmy się tym co dał Bóg, wtedy nasza radość z posiadanej wiary, da siły do pokonywania przeszkód dnia codziennego. Módlmy się o to dzień w dzień w naszym życiu.

——————–

J 9, 1-41

Uzdrowienie niewidomego od urodzenia

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.

Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata».

To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.

A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».

Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem».

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».

Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».

Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie».

Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?»

Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi».

Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić».

Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.

A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».

Wersja krótsza

J 9, 1. 6-9. 13-17. 34-38
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.

A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».

Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».

Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.