Prawdziwym siedliskiem miłości jest serce człowieka i serce historii świata. Miłość jest siłą podstawową energią bez której ani człowiek, ani światy nie mogą harmonijnie się rozwijać i zaznać szczęścia. Prawdziwy wymiar miłości jest nieskończony. Miłość przekracza samą siebie. Przychodzi skądinąd i kieruje się gdzie indziej.

Któregoś dnia pastor przychodząc się wiejską drogą w towarzystwie starego przyjaciela, kiedy mijali pewne gospodarstwo, zauważył na dachu chorągiewkę wskazującą kierunek wiatru. Widoczne były na niej wypisane słowa: „Bóg jest miłością”. Pastor stwierdził, że jego zdaniem nie jest to właściwe miejsce dla tego wersetu: – Chorągiewka obraca się na wietrze – argumentował. – A przecież Boża miłość jest stała…

Po chwili namysłu jego przyjaciel odpowiedział: – Nie zgadzam się z twoim zdaniem. Źle zrozumiałeś sens tylko przesłania. Chorągiewka wskazuje prawdę, że niezależnie od tego, z której strony wieje wiatr, Bóg jest miłością. I taka właśnie jest miłość: stała.

Dla człowieka wierzącego miłość przychodzi od Boga i do Boga zmierza, bo Bóg jest miłością. Miłość staje się silniejsza, kiedy przepływa z nas na innych ludzi, kiedy jest systematyczna i wyraża się w małych gestach, które mówią wszystko.

W 1910 roku, w pewnej gazecie ukazała się pewna historia. Dziesięcioletni Jimmy bardzo kochał swoją sześcioletnią siostrzyczkę. Bardzo się przeraził, kiedy spadła z roweru i rozcięła sobie tętnicę. Krwawiła bardzo obficie, a kiedy zjawił się lekarz, była już bliska śmierci.

W początkach dwudziestego wieku transfuzje krwi nie były jeszcze powszechne powszechnie stosowane. Doktor przyniósł dziewczynkę do domu. Udało mu się zacisnąć krawędzie przeciętej tętnicy, ale małe serce wciąż słabło. Zdesperowany zwrócił się do Jimmy’ego: – Zgodzisz się oddać krew, żeby uratować jej życie?

Jimmy z trudem przełknął ślinę, ale skinął głową na znak, że się zgadza. Lekarz położył go na kuchennym stole i pobrał krew. Potem dał krew dziewczynce.

Przez następne pół godziny razem z rodziną obserwowali małą z niepokojem, modląc się. Doktor trzymał słuchawki przy piersi dziewczynki, żeby wsłuchać się, jak bije jej serce. Wreszcie kryzys minął. Lekarz otarł pot z czoła. Dopiero wówczas spostrzegł, że Jimmy wciąż leży na stole, przejęty i drżący.
– Co się stało chłopcze? – spytał.
– Kiedy… kiedy… ja umrę? – wykrztusił Jimmy przez zaciśnięte zęby.

Doktor zorientował się, że chłopiec źle zrozumiał jego prośbę. Wyobraził sobie, że wyobraził sobie że siostrze będzie potrzebna… cała jego krew. Oznaczało to, że Jimmy po tym krótkim wahaniu w duchu, zgodził się, żeby oddać nie tylko krew, ale całe swoje życie za siostrę. Ze łzami w oczach lekarz wyjaśnił, że musiał pobrać trochę krwi, więc chłopcu nie grozi śmierć. Jimmy był gotów poświęcić nawet życie, by jego siostra mogła dalej żyć…

Spotykamy jednak na naszych drogach życia wielu ludzi, którzy uważają, że ich najważniejszym zadaniem jest odizolowanie się od innych. Odczuwają bowiem chorobliwy strach przed tym, że ktoś ich kiedyś wykorzysta i że ich poświęcenie dla innych ludzi przekracza ich siły.

„Miłość – niebo, albo piekło” (autor nieznany). Nie wyraził tej sentencji nikt lepiej, niż C.C. Lewis. Napisał on:

„Miłość jest wystawieniem się na ciosy. Pokochaj cokolwiek, a możesz być pewien, że zrani, a może nawet złamie ci serce. Jeśli chcesz mieć gwarancję, że zachowasz je w stanie nienaruszonym, nie wolno ci oddać go nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je dokładnie przyjemnościami i wygodami, nie pozwól w nic się angażować, schowaj pod kluczem w szkatule czy trumnie swego egoizmu. Licz się z tym jednak, że we wnętrzu tej szkatuły – bezpiecznym, ciemnym, nieruchomym i dusznym – twoje serce ulegnie zmianie. Nikt ci go nie złamie, ale stanie się ono nie do złamania, nie do przeniknięcia, nie do zbawienia… Jedynym miejscem prócz nieba, gdzie można być absolutnie wolnym od wszelkich niebezpieczeństwie związanych z miłością jest… piekło”.

Dodatek dla małżonków… lub dla tych, co planują się połączyć

Prawdziwa miłość małżeńska nie powstaje tak po prostu. Musi być systematycznie budowana, a materiał, jaki użyjemy do tworzenia miłości, zadecyduje o jej jakości i trwałości.

Pierwszym podstawowym budulcem trwałego związku jest dawanie

Współmałżonek nie jest jedynie tym, który zaspokaja moje potrzeby, ale tym, którego potrzeby ja mogę zaspokoić. Przyjaźń w małżeństwie nie zaczyna się, gdy ktoś zostaje moim przyjacielem, ale w chwili, gdy sam decyduję się nim zostać.

Drugim składnikiem miłości jest dzielenie wspólnych zainteresowań

Jeśli jesteśmy prawdziwymi małżonkami, nie pozwolimy, aby zazdrość czy współzawodnictwo poróżniło nas: będziemy wspólnie pracować, dzielić wspólne dobro dla wspólnego dobra.

Trzecim elementem jest wzajemne wspieranie się

Zawsze wtedy, kiedy mój współmałżonek potrzebuje pomocy, mnie potrzebuje. Potrafię być z moim mężem/żoną zwłaszcza wtedy, kiedy życie staje się ciężkie, aby pomagać mu i dodawać otuchy, a także, aby zachęcać go do podążania drogą wyznaczoną przez Boga, chronić go przed trudnymi sytuacjami. Jeśli zawiodę go w tym momencie, zawiodę go w największej potrzebie.

Fiodor Dostojewski napisał: „Kochać to znaczy widzieć drugą osobę taką, jaką ją Bóg zaplanował”. I to jest sprawdzianem prawdziwej miłości; nie tylko widzieć współmałżonka takim, jaki jest, ale – przez wzgląd na to, że jesteśmy małżeństwem – działać w tym kierunku, aby „drugi” potrafił w większym stopniu przekształcać swoje możliwości w rzeczywistość.

J 13, 31-33a.34-35

Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie.

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.