Pewien misjonarz, który lata całe przepracował w Afryce, przywiózł stamtąd piękne określenie wiary. W jednym z afrykańskich narzeczy „wierzyć” znaczy tyle, co „wziąć w obie ręce swe serce i ofiarować je Bogu…” Według starej legendy, duński król, św. Kanut Wielki, umierając nakazał testamentem, aby po jego śmierci wyjęto mu z piersi serce, zaniesiono do Ziemi Świętej i złożono przy grobie Chrystusa…

Wykonawcą testamentu miał być kanclerz królewski. Więc po śmierci króla, rozcięto pierś królewską, wyjęto serce i zamknięto w złotej szkatule. Wybrano najdzielniejszego rycerza, aby to królewskie serce zaniósł do Ziemi Świętej. Rycerz pożegnał się z rodziną i ruszył w drogę, ale im bardziej zbliżał się do krańca ojczystej ziemi, tym większa ogarniała go tęsknota za domem, rodziną, ojczyzną.

Doszedł wreszcie do wniosku, że cała wyprawa nie ma najmniejszego sensu, postanowił więc zawrócić z drogi. Gdy jednak zrobił pierwszy krok do tyłu, posłyszał jakiś szmer w złotej szkatule, którą nosił na własnej piersi. Zdjął więc szkatułę, przyłożył do ucha i poczuł bicie królewskiego serca. Równocześnie wstąpiła w niego jakaś wewnętrzna siła. Zawstydził się własnego tchórzostwa, jakby stał przed nim żywy król i ruszył w dalszą drogę. Dotarł wreszcie do celu podróży, ale tu czekała go nowa próba. Na jego oczach toczyła się walka o miejsce święte. Pomyślał więc sobie: „Tu chyba zginę”. I zaczął uciekać.

Poczuł jednak bicie królewskiego serca w szkatule. Te uderzenia serca dodały mu takiej odwagi, że wmieszał się w szyki walczących i przechylił szalę zwycięstwa w stronę tych, którzy walczyli o grób Chrystusa. Po zwycięstwie odniesionym nie tylko nad wrogiem, ale i nad własną słabością, z żalem złożył królewskie serce, bo był już świadom, że będzie mu brakowało Jego bicia.

Legenda ta dobrze wprowadza w ducha uroczystości np. Bożego Ciała. Można bowiem znaleźć pomiędzy tą legendą, a tą uroczystością wiele ciekawych powiązań. Podobnie jak te dzielny rycerz wypełniał wolę swego króla, wyrażoną w testamencie, my również spotykamy się dziś, aby wypełnić wolę naszego Króla Jezusa, wyrażoną w słowach” „Czyńcie to na moją pamiątkę”.

Tak jak ten dzielny rycerz nosił bijące serce swego króla w złotej szkatule, my również przechowujemy Najświętsze Ciało naszego Króla i Zbawiciela w złotych szkatułach, w tabernakulum. Ile razy zaś przyjmujemy Chrystusa w Komunii świętej, tyle razy nosimy w naszych sercach, jak w bezcennych szkatułach, bijące miłością Serce Jezusa.

Dzielny rycerz otrzymał od swego króla polecenie, aby dotarł z jego sercem do Ziemi Świętej. My także otrzymaliśmy od naszego Króla, Jezusa, polecenie, aby pielgrzymować z Jego sercem do jeszcze świętszej Ziemi Świętej, bo do samego nieba…

W czasie podróży do Ziemi Świętej dzielny rycerz musiał przezwyciężyć wiele pokus, trudności i niebezpieczeństw. Ile razy nie starczyło mu sił i nadchodziła go pokusa, aby się wycofać i zrezygnować, tyle razy przychodziło mu z pomocą bijące serce jego króla. Nasza pielgrzymka do nieba nie jest wcale łatwiejsza. My również przeżywamy wiele pokus, trudności i niebezpieczeństw w naszym codziennym życiu. Kiedy brakuje nam sił i nadchodzi w nas pokusa rezygnacji, szukamy siły i pomocy w bijącym miłością Sercu Jezusa, naszego Króla.

Mistrz paradoksu Bernard Shaw (1856-1950), podczas dyskusji nad rozwojem techniki we współczesnym świecie, powiedział: – Teraz, kiedy nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki i pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam już tylko jednego: byśmy się nauczyli żyć na Ziemi jak ludzie… I faktycznie, często w naszym życiu podążamy pod płaszczykiem dobra w złym kierunku. Dla zilustrowania podam pewna historię pewnego nastolatka, który widząc jawną niesprawiedliwość świata, postanowił sobie: – Gdy tylko dorosnę, zmienię ten stan rzeczy! Młodzieniec rósł i mężniał, ale brakowało mu siły przebicia, bo pieniądz rządził światem. Więc postanowił sobie w duszy: – Gdy tylko zarobię trochę grosza, poświęcę go na walkę z niesprawiedliwością!

I stało się tak, że pieniądze szły do niego jak woda, ale on przekonał się, jak bardzo wydany jest prawom konkurencji i walki o byt. Więc znowu skorygował trochę swe młodzieńcze postanowienie: – Gdy tylko zdobędę odpowiednie stanowisko, wezmę się zaraz do zmiany starego świata. I jak to w bajce zwykle bywa; został rzeczywiście wpływową osobistością. Liczono się z nim w polityce i w gospodarce. Ale o dziwo teraz doszedł do wniosku, że właściwie na tym zastanym świecie nie jest tak źle, skoro on – idąc po szczeblach kariery – swą pilnością i pracą doszedł tak wysoko.

Pewnego dnia stanął – jak każdy – na Boskim Sądzie. Wielki Bóg postawił mu zaraz zasadnicze pytanie o pracę na rzecz innych. Były rewolucjonista odpowiedział bez wahania: – Całe życie walczyłem z niesprawiedliwością świata. I muszę stwierdzić – nie omieszkał dodać – że udało mi się ją niemal całkowicie wytrzebić. W każdym razie ja nie widzę żadnej. – Dobrześ wykonał swoje dzieło – odparł spokojnie sprawiedliwy Sędzia – trzeba ci zapłacić za to tym stanem w jakim żyłeś na ziemi. Od dziś zamieszkasz na chmurce numer siedem. Miejsce to jest otoczone gęstą i ciężką mgłą tak, że nigdy nie zobaczysz, co się wokół ciebie dzieje…

Egoizm w naszym życiu może być obecny pod różną postacią. Potrafi być niekiedy wszędobylski, może zamknąć oczy na potrzeby naszych najbliższych, przyjaciół, sąsiadów, bezdomnych, potrzebujących naszej pomocy. Tymczasem Jezus daje nam wskazówki jak to życie przeżyć, jak stawać się coraz bardziej Bożym Człowiekiem. Obiektywnie zobaczyć: kto, co i jak się wokół nas dzieje. Każdy z nas jest wezwany do stawania się dzień w dzień jeszcze lepszym człowiekiem. Każdy z nas powinien zdążać ku doskonałości…

Polski krótkometrażowy (trwa tylko 8 minut!) film rysunkowy pt. „Schody” jest udaną parabolą na temat dążenia do doskonałości, wspinania się wzwyż. Oto człowieczek idąc za strzałką z napisem „schody”, błądzi w labiryncie stopni i schodków. Droga prowadzi przeważnie w górę, ale czasami trzeba też schodzić w dół. Człowieczek idzie wytrwale we wskazanym kierunku, ale z biegiem czasu zaczyna odczuwać zmęczenie: kroki są coraz wolniejsze i mniejsze. Ostatkiem sił dochodzi do jednego ze szczytów, pada z wyczerpania i sam staje się wkrótce schodkiem…

Niech nikt nigdy nie odbierze nam marzeń, wiary, nadziei i miłości, które potrafią jak wiemy: góry przenosić. Nie poddawajmy się bezradności i zwątpieniu, bo niejednego na tym świecie pozbawiły one radości życia.