Antoine de Saint-Exupéry napisał w swojej książce: „Twierdza” takie słowa: „Albowiem wydawało mi się, że człowiek jest taki właśnie jak twierdza. Kruszy mury, żeby zapewnić sobie wolność, ale wtedy staje się fortecą zburzoną i wydaną gwiazdom. Wtedy rodzi się lęk nieistnienia.”

„O wszystkich tych wydarzeniach usłyszał również tetrarcha Herod i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Jana ja ściąć kazałem. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć” (Łk 9,7-9)

Poczucie niepokoju i lęku towarzyszy naszemu codziennemu życiu. Niepokoimy się o różne rzeczy: o pracę, pieniądze, a raczej o ich brak, jedzenie, zdrowie. Martwimy się o siebie samych, naszych najbliższych w rodzinie, przyjaciół i inne osoby. Martwimy się stale o rzeczy istotne dla naszego życia, ale też i o te mniej ważne… Jest to naturalny odruch każdego człowieka, bo bazuje on na poczuciu bezpieczeństwa. Tylko człowiek niemądry nie dba o tak ważne sprawy, które są mu potrzebne do codziennej egzystencji…

W wypadku Heroda chodziło jednak o jeszcze coś innego. Bo przecież miał on pieniądze, odzienie, zdrowie, pracę (rządził) oraz pałac, gdzie mógł spać i jeść pod własnym dachem, i to tyle, ile tylko chciał. Miał też ogromne bogactwo za które mógł sobie kupić co tylko sobie wymarzył i co tylko chciał kupić. Ale miał też coś bardzo dla niego ważnego, co dawało mu to wszystko, co posiadał. Była to władza i to na niej budował swoje życie. Dlatego bał się ją stracić. Strata tego jednego, ale jakże ważnego elementu w tej całej jego układance życia, puzzlach, które codziennie pieczołowicie układał, pozbawiłoby go wszystkiego. A na to nie mógł sobie pozwolić…

https://youtu.be/wLOLMR4jV5c

Herod zatem wybiera ryzyko takie życia, i podejmuje pod wpływem swojego niepokoju i lęku, mnóstwo dziwnych i strasznych zarazem decyzji, które wpływają potem nie tylko na jego osobiste życie, ale i życie, niczemu winnych, poddanych. Każe zatem pozbyć się tych wszystkich, którzy w jego mniemaniu, zagrażają jego pozycji. Zabił już Jana, teraz chce się dowiedzieć coś o Jezusie. Słyszymy, że „był zaniepokojony”, jak podaje Ewangelista Łukasz. Herod znalazł kolejnego człowieka, który mu zagraża, jest bardziej znany, popularny wśród ludu. Dlatego Herod musi coś z tym zrobić. Towarzyszy temu wszystkiemu nieustanny niepokój i lęk… To, co przeżywał w swoim sercu i umyśle oddaje doskonale krótki wiersz, który kiedyś znalazłem w Internecie:

„Herod ujrzeć pragnął tego,
Który cuda ludziom czynił.
Jana bał się… i co z tego?
Głowę ściął mu choć bez winy…

Może nocą Jan przychodził,
W snach się jemu wciąż objawiał.
Sen już krótszy nie nadchodzi…
Lęk zabija, a nie zbawia!”

Lęk jest różnie ujmowany przez wielu autorów. Najogólniej można powiedzieć, że jest on reakcją emocjonalną na sytuację zagrożenia. Codzienne życie stwarza mnóstwo nieuniknionych sytuacji w których człowiek czuje się jakoś zagrożony, doznaje lęku obezwładniającego jego ciało i umysł. A zatem można powiedzieć, że lęk towarzyszy nam przez całe życie i wpływa na nie z różnorakim nasileniem i czasem trwania.

Jakże wielu dziś ludzi popełnia ten sam błąd co Herod. Zaczyna się od zwykłego niepokoju, a potem poprzez kolejne złe decyzje popadają oni w coraz większe tarapaty. Wszystkie złe decyzje, których „motorem” jest lęk, niestety kończą się tak samo: śmiercią duchową, a czasami też i fizyczną…

Jezus mówi odrzućcie wszelki lęk, bo on jest przyczyną wszelkiego zła… Bóg niepokoi tylko tych, którzy są skoncentrowani na sobie, tak jak Herod. Kto ceni Miłość, znajdzie w Bogu sprzymierzeńca.

Herod był zaniepokojony dobrem, które czynił Jezus. Dla niego bowiem nie istniało dobro i zło, ale tylko to co było po jego myśli i to co było wbrew jemu. Niestety, taka definicja dobra jest dość często spotykana. Jest wielu ludzi, którzy za dobro uważają tylko to, co im służy, a od nich niczego się nie wymaga. Życie takiego człowieka jest do pewnego momentu satysfakcjonujące, ale szybko przychodzi pustka – brak poczucia sensu życia. Życie takiego człowieka zmierza donikąd, bo jest w nim tylko strach.

„Non abbiate paura…” („Nie lękajcie się…”), tak brzmiały pierwsze słowa wypowiedziane w czasie uroczystości inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, 16 X 1978 roku. Jan Paweł mówił wtedy: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, wskazując na osobę Jezusa, jako Tego, który może pomóc w przezwyciężeniu ludzkiego strachu. Nie lękajcie się – otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się – Chrystus wie, co jest we wnętrzu człowieka, tylko on jeden wie.

Jak wiele racji miał wtedy Jan Paweł II. Niedługo minie 37 lat od tamtych wypowiedzianych przez niego słów, a człowiek nadal „tak bardzo często nie wie, co w nim jest. Tak bardzo często jest niepewny sensu swojego życia na ziemi, miota się między zwątpieniem, a rozpaczą. Pozwólcie – proszę Was, błagam Was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. On jeden ma słowa życia – życia wiecznego.”

Chrystus każdego dnia do nas mówi: Wstań, nie lękaj się. Nie bój się pójść do przodu. Inaczej: nie oglądaj się wstecz (z przeszłości wyciągnij jedynie wnioski na przyszłość), ale ruszaj z odwagą przed siebie. Poznawaj to co nowe, nie bój się tego co jest tu i teraz. Poszerzaj swoje horyzonty widzenia, swój punkt patrzenia. Próbuj ogarnąć wolą i umysłem to, co widzisz, słyszysz, dotykasz, co czujesz, i czego dotykasz i doświadczasz tu i teraz. Ubogacaj tym wszystkim swoje wnętrze. Próbuj stale wychodzić poza granice swojego widzenia swojego ….egoizmu i lęku.

Pewne mongolskie przysłowie mówi: „Żaba żyjąca w studni ocenia rozmiar nieba według krawędzi tej studni”. Czasami warto zadać sobie pytanie i szukać odpowiedzi, czy nie jestem w swoim myśleniu podobny do takiej żaby, która ocenia rozmiar nieba po brzegach studni. Dostrzegam jedynie to, co znajduje się na pierwszym planie. Żaba pływa w wodzie i tylko od czasu do czasu spogląda w górę. Podobnie i my pływamy pośród wielu zadań i obowiązków naszej codzienności. Od czasu do czasu podnosimy wzrok i spoglądamy w niebo, lecz często czujemy, że nie dostrzegamy jego bezkresu.

Anselm Grün, w swojej „Książce o tęsknocie” napisał:

„Tylko ci, którzy naszą w sobie tęsknotę za nieskończonością potrafią dostrzegać bezkres nieba. I w tym leży paradoks: tylko ludzie spoglądający w głąb własnego wnętrza potrafią właściwie patrzeć na zewnątrz, tylko ci, którzy noszą w sobie tęsknotę za światłem, wykraczającym poza widzialną rzeczywistość, mają wyczucie tego świata. Dla nich nie jest on wszystkim. Tęsknota koryguje to, co dostrzegają i w ten sposób wszystko nabiera właściwej miary”.

Świadomi tego, jak jest w naszym życiu, prośmy Boga o siły w przezwyciężaniu naszych codziennych lęków, które bardzo często okazują się być zwyczajnymi przyzwyczajeniami, abyśmy wstając, podnosząc się z naszych upadków mogli z odwagą stanąć przed Chrystusem i Jemu mogli powierzyć siebie samych. Aby to On – Chrystus w nas działał, a nie nasza pycha.