We wrześniu 2005 roku głośno było o chłopcu z Szanghaju, Qui Chengwei’u, miłośniku gier komputerowych w sieci. Zabił on nożem swojego kolegę Zhu Caoyuana w odwecie za sprzedaż na giełdzie wirtualnego miecza z gry RPG (Real Play Game) Legend of Mir 3 . Miecz miał wartość 7.200 Yuan’ów, czyli ok. 500 euro. Qui nie mógł pogodzić się z tym, że jego miecz został zdobyty podstępnie i nieuczciwie po wielu godzinach rozgrywki w wirtualnym świecie. W gniewie i desperacji zgłosił on kradzież miecza na policji. Tam jednak spotkał się z wielką obojętnością i bezradnością policjantów, ponieważ w Chinach nie ma prawa, które chroniłoby wirtualną własność. W przypływie złości i rozgoryczenia Qui postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, co ostatecznie zakończyło się tragedią. Później okazało się, że wirtualny przeciwnik Zhu, chciał zwrócić osobiście pieniądze, ale Qui nie dał mu szansy na „rehabilitację” w realnym świecie…

Włączając komputer do gniazdka sieci, wchodzimy w „inny świat”. Tak nazywany jest „bajeczny” świat komputerów i wirtualnej rzeczywistości. Dla jednych to kopalnia wiedzy, dla innych ucieczka od szarej, codziennej rzeczywistości. Dla wielu z nas świat w którym można zrealizować swoje marzenia, szczęście, radość, przeżyć też pierwszą „prawdziwą” przyjaźń i miłość, ale także i… śmierć. Miliony ludzi biega po stworzonych „korytarzach śmierci”, siejąc zniszczenie i pustkę. Dreszczyk niespotykanych dotąd emocji prowokuje do współzawodnictwa graczy, którzy spędzają przed monitorem własnego komputera nawet po kilkanaście godzin dziennie.

Korzystanie z wirtualnego świata, zwłaszcza gier, często prowadzi jednocześnie do redukcji własnych zainteresowań. Prowadzi niejednokrotnie do uzależnień zarówno psychicznych jak i fizycznych. Wiąże się ono z ogromną potrzebą przeżycia emocji, uzyskania efektu pobudzenia i sprawdzenia swoich umiejętności. Sprawia to, że uczestnik traktuje grę komputerową jako formę ucieczki od realnego życia. Egzystencja w nierealnym świecie gry może stanowić problem, ponieważ gracz odrywa się od świata realnego, przenosząc się w świat wyobraźni i fikcji. „Autyzm komputerowy” zaciera w ten sposób granice pomiędzy życiem realnym, a stworzoną fikcją. Człowiek jest wyalienowany od świata realnego: pracy, nauki, życia w rodzinie. Dotyka to szczególnie osób samotnych, czy nie mających stałego zajęcia na co dzień. W niektórych krajach, uzależnionych od Internetu jest więcej niż narkomanów.

Dziś wiele serwisów internetowych oraz konferencji poświęconych jest właśnie temu zagadnieniu. Przypominają one, że miliony ludzi na świecie tkwi w wirtualnym świecie. Wyobcowani poza społeczeństwem. Mówią one, że wiele stron internetowych, takich jak np. The Second Life , oferują nam godziny zabawy w świecie, którego nie ma, ale w którym „wirtualni ludzie” gawędzą, zaprzyjaźniają się, rozmawiają, zwiedzają miasta i okolice, kłócą się, a nawet … zabijają. Przykładem tego ostatniego mogą być takie gry jak: Call of Duty , czy Warcraft .

Ludzie z wirtualnego świata żyją pośród nas. To jest fakt z którym dziś ciężko polemizować. Stworzony przez ludzi sztuczny świat staje się coraz bardziej popularny. Często, niestety, jest jedyną alternatywą na lepsze i bardziej radosne życie. Jest to świat atrakcyjny dla wielu pokoleń ludzi, którzy anonimowo, bez ukazania swojej twarzy, prawdziwego ja, często też bez wstydu czy skrępowania, pozwalają sobie na to, co w realnym świecie jest przez nich nie tylko niepraktykowane, ale nie akceptowane moralnie.

Prawie 40% internautów przyznaje, że Sieć jest dla nich „drugim domem”, miejscem ucieczki od realnego świata, od często przygnębiającej rzeczywistości. Twory wirtualne stają się codziennością. Wielu ludzi przyzwyczaiło się do życia nie w jednym, ale dwóch równoległych światach. Uzależnieni od jednego z nich, przechodzą równocześnie obojętni względem drugiego. Bez emocji, radości i poczucia obowiązku, tracą w ten sposób kontakt z otoczeniem. Zamykają się we własnym, wymyślonym przez kogoś świecie. „Autyzm uzależnienia” od komputera zbiera swoje żniwo codziennie. Już dziś jest wiele instytucji, które zajmują się pomocą dla osób uzależnionych od Internetu, czy gier komputerowych. Relacje pomiędzy ludźmi przybierają formę tymczasowości i bezwzględnie zmniejszają ich wartość. Ludzie ci żyją nasiąknięci „głodem wirtualnej relacji”, a tym samym iluzją lepszego jutra.

Chyba to miał na myśli pan Adam Gawęda, który napisał, że dziś już „żyjemy iluzją, a zabija nas życie…IIuzją warto się bawić, ale nie warto nią żyć.” Komentarz i tytuł artykułu, który napisał, dotyczył książki o Harrym Poterze, ale to zdanie równocześnie oddaje problem tego, co jest obecne w świecie gier wirtualnych. Warto skorzystać z tej rady, bo ona daje nam perspektywę, która otwiera na prawdziwe życie wśród żywych ludzi. Czując się często bezsilni wobec zmian narzuconych nam przez technologię komputerów, ich ogromnych możliwości obliczeniowych, często poddajemy się ich „urokowi”, poddając się złudzeniu, że jesteśmy w stanie go „opanować”, a tymczasem to on wciąga nas w swoje niekończące się „story”.

Ucieczka od świata, siebie samego, to zarazem ucieczka od Boga, który przecież akceptuje człowieka takim jakim on jest. Zgoda na to, co przynosi nam codzienne życie jest zarazem pogodzeniem się z planem Boga względem każdego z nas. Akceptacja to nie walka na miecze lub dryfowanie w obłokach, świecie komputerowej iluzji, ale odważne rozpoznanie i rozeznanie, czym jest współpraca z Bogiem i podążanie z Nim po powierzchni naszej ziemi.