Wczoraj w Uroczystość Wszystkich Świętych myśleliśmy o tych, którzy już osiągnęli szczęście wieczne. Dzisiaj naszą modlitwą obejmujemy Wszystkich Wiernych Zmarłych, którzy „pragną” wejść do Królestwa Bożego. Nie jest to dzień skargi z powodu utraty kogoś bliskiego ani dzień pocieszenia i ukojenia bólu, ale dzień modlitwy. Również dzień refleksji nad sobą. Podobnie jak ludzie wszystkich czasów i kultur pochylamy się nad tajemnicą śmierci, która – jak napisał Seneka – jest „[…] niekiedy karą, często darem, dla wielu łaską” („Herkules na Ecie” 930).

Dzień modlitwy za naszych zmarłych jest dniem pytań o sprawy ważne i zasadnicze dla naszego życia doczesnego, ale w świetle naszej wiary, przede wszystkim życia wiecznego: dlaczego śmierć, dlaczego umieramy, dlaczego nasze ciało rozsypuje się w proch, dlaczego musimy przeżywać ból rozstania z bliskimi i kochanymi przez nas osobami? Ale też zadajemy pytania: kto daje nam nieśmiertelność, jak wyglądać będzie nasze przyszłe życie, jak pocieszyć nas w czasie smutku? Co zrobić, aby odchodząc z tego świata mieć poczucie szczęścia?

Pewnego dnia Anioł Śmierci zapukał do drzwi domu pewnego człowieka. – Wejdź i rozgość się – powiedział mężczyzna. – Czekałem na ciebie. – Nie przybyłem tu na pogawędki – powiedział Anioł – ale żeby zabrać twoje życie. – A cóż innego mógłbyś mi zabrać? – Nie wiem. Ale wszyscy, kiedy przychodzę, chcieliby, żebym wziął cokolwiek, byle nie ich życie. Gdybyś wiedział, jakie mi czyniono propozycje! Ludzie oddawali wszystko o mieli. – Ale ja niczego dać ci nie mogę. Radości, jakie mi ofiarowano, przeżyłem. Zmartwienia rzuciłem na wiatr. Problemy, wątpliwości, niepokoje spaliłem za sobą, by móc się ogrzać przy ogniu nadziei. Dóbr doczesnych wyrzekłem się. Uśmiech podarowałem tym, co mnie o niego prosili; serce – tym, których kochałem i którzy mnie kochali. Swoją duszę powierzyłem Bogu. Zabierz więc moje życie, bo nie mam nic innego do ofiarowania.

Wtedy Anioł Śmierci uniósł tego człowieka w ramionach i stwierdził, że jest lekki jak piórko, a Pan otworzył na oścież bramy Raju, bo przez nie miał wejść święty…  (opowiadanie pt.: „Anioł Śmierci”, autor: Pier D’Aubrigy)

Człowiek i jego życie widziane oczyma bez wiary jest nierozwiązywalną zagadką, a śmierć – zagadką nad zagadkami. Człowiek widziany oczyma bez wiary jest istotą bez sensu, całkowitym nieporozumieniem, zbytecznym dzieckiem szalonej przyrody. Jego życie jest przegraną walką. Z chwilą narodzin rozpoczyna się łańcuch cierpień, których końcem jest grób, ostateczna klęska i przegrana. Mówi się, że życie jest drogą do grobu, a jednak człowiek przez całe życie walczy o przetrwanie. Do walki przeciwko śmierci mobilizuje wiedzę, technikę, medycynę i pieniądze. „Ludzie w tej pogoni za władzą, pieniędzmi czy sławą uciekają od samych siebie, boją się refleksji nad śmiercią, ostatecznością, tym, czy są na to przygotowani, czy się boją. A przecież śmierć to jedyna rzecz, która tak naprawdę nam się przydarzy” (Katarzyna Nosowska).

Można by zatem powiedzieć, że życie to nieustanna i daremna walka ze śmiercią i ucieczka przed nią. Pojawia się w nim strach i rozpacz. Czy takie życie wtedy ma sens? Opisuje to jedno z opowiadań:

Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni.
– Dokąd pędzisz? – zapytał wódz.
– Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”.

W drodze powrotnej z Damaszku, Zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział:

– Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”.
– Nie – rzekła Zaraza – Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę. (opowiadanie pt. „Strach zabrał 50.000”, autor: nieznany)

„Często przyczyną śmierci jest lęk przed śmiercią – powiedział Seneka Młodszy, filozof, urodzony w Hiszpanii, zmarł w Rzymie 12 kwietnia 65 roku n.e. Dodał on: – Jeśli popatrzysz na kres życia nie jak na karę, lecz jako na prawo natury, i wygnasz z serca strach przed śmiercią, odtąd żaden lęk nie ośmieli się zakraść do niego”. A zakończył tymi słowami: – Upragniona to śmierć – umrzeć bez strachu przed śmiercią”.

Człowiek i jego życie postrzegane oczyma wiary wygląda zupełnie inaczej. W głębi naszej istoty, na dnie duszy, tkwi pragnienie, myśl i przekonanie, że śmierć nie jest czarną kropką po tym życiu, ale początkiem innego, nowego, lepszego życia. Pusty grób Jezusa Chrystusa „dowodzi”, że Jego historii nie można zamknąć w trzech wyrazach: urodził się, cierpiał i umarł. Musimy dodać: On zmartwychwstał i żyje! Ostatnie słowo nie należy więc do śmierci, lecz do życia.

Dzień Wszystkich Wiernych Zmarłych jest dniem nieśmiertelnych. Nasi zmarli żyją i to jest dla chrześcijanina największa pociecha. Grób nie jest końcem, ale początkiem życia bez końca, kresem łez a początkiem wiecznej pieśni. Nasi zmarli nie zniknęli, przesiedlili się tylko do nowej ojczyzny. Bo śmierć jest zmianą na lepsze. Trafnie wyraził to bośniacki pisarz Mesa Selimović: „Śmierć jest przesiedleniem z domu do domu. To nie jest unicestwienie, ale drugie narodzenie. Podobnie jak pęka skorupka jajka, kiedy pisklę zupełnie się rozwinie, tak też przychodzi czas na rozłąkę duszy i ciała”.

Jednak tylko człowiek doskonale czysty i święty, oczyszczony od wszelkich ziemskich brudów, zasługuje na wieczną nagrodę. Przedtem trzeba spłacić wszystkie długi. Świętość Boża przyjmuje tylko świętych. Wielu przeniosło się do wieczności w stanie łaski Bożej, ale bez pełnej świętości. Muszą więc spłacić długi i w czyśćcu cierpieć za grzechy. Dlatego Kościół – matka wszystkich ochrzczonych – staje nad grobami swoich dzieci i modłami wyprasza u Boga „wieczny pokój”, aby mogli stanąć przed Bogiem.

Dzień ten, to również dzień przestrogi dla żywych. Na ścianie kostnicy szpitala w Mostarze widnieje łaciński napis: „Mortui vivos docent” – Umarli pouczają żywych. Groby naszych bliskich uczą nas jak żyć po chrześcijańsku, by śmierć była tylko snem w Chrystusie, nasz czyściec krótki, a wieczność szczęśliwa.

Wspominamy zatem tych, którzy byli bliscy naszemu sercu, a dzisiaj już ich wśród nas nie ma. Wydawać by się mogło, ze to dzień smutku i rozpaczy. Dla nas chrześcijan to jednak dzień przede wszystkim zadumy nad własnym życiem, ale przede wszystkim radości i wiary w to, że już wkrótce będziemy cieszyć sobą tam, daleko w niebie.

Bohdan Korzeniewski w książce „Sława i infamia” opisuje swój pobyt w klasztorze kartuzów Grandę Chartreuse koło Grenoble. Widział, jak mnisi żyli w pustelniach, zbierali się w nocy na wspólną modlitwę. Pewnej nocy obudził go wesoły gwar. Zakonnicy podskakiwali klaszcząc w ręce, rzucali się sobie w objęcia. Przyczyną tej radości była… śmierć jednego ze współbraci. Chowano go bez trumny, z kapturem nasuniętym na twarz. Radosne śpiewy podkreślały fakt, że Bóg powołał zmarłego do siebie. Z tą łaską wiązał się przywilej mówienia przez całą godzinę.

Jednocześnie to dzień, w którym obejmujemy naszą modlitwą i wspomnieniem tych, którzy z pragnieniem chcą wejść do Królestwa Bożego w którym – taka jest nasza wiara – kiedyś się spotkamy. Oprócz tych miłych naszemu sercu, będą tam i ci, którzy za życia wyrządzili nam wiele zła. W perspektywie nieba wszystko zmienia swoje oblicze. Wierzymy, że tam z Bogiem i w Bogu, będzie tak, jak to sobie wymarzyliśmy tutaj na ziemi. Dlatego modlimy się za naszych zmarłych, gdyż po naszej śmierci możemy ich spotkać.

Módlmy się też i za nas, bo tak jak mówi Horace Kallen: „Są ludzie, których życiu nadaje kształt strach przed śmiercią. I są ludzie, których życiu nadaje kształt radość i zadowolenie z tego, że żyją. Ci pierwsi żyjąc umierają; ci drudzy umierając żyją. Wiem, że los może zabrać mnie jutro, ale śmierć jest nieistotną ewentualnością. Kiedykolwiek przyjdzie, mam zamiar umrzeć żyjąc”.

W książce Dale’a Carnagie’go Jak pokonać zmartwienia i poradzić sobie ze stresemczytamy: „Bardzo łatwo stracić nadzieję, kiedy widzimy, że nic nam się nie udaje. Czasami odnosimy wrażenie, że bez względu na to, co zrobimy, nic nie osiągniemy. Poniższa przypowieść pokazuje nam, jak spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy.

Młoda kobieta odwiedziła swoją mamę i pożaliła jej się, że życie ostatnio daje jej w kość. Nie potrafiła rozwiązać swoich problemów. Tak bardzo była znużona walką i ciągłą szamotaniną, że miała ochotę się poddać. Miała wrażenie, że gdy tylko udawało jej się uporać z jakimś problemem, natychmiast pojawiał się następny.

Mama zabrała ją do kuchni. Nalał wodę do trzech garnków i każdy z nich postawiła na ogniu. Wkrótce woda zaczęła wrzeć. Do pierwszego garnka kobieta włożyła marchewki, do drugiego jajka, a do trzeciego zmieloną kawę. Usiadła obok córki i w milczeniu wpatrywała się w trzy garnki.

Po około dwudziestu minutach włączyła ogień. Wyłowiła marchewki i przełożyła je do miski, To samo zrobiła z jajkami. Z trzeciego garnka nabrała chochlą kawę i też wlała ją do miski. A potem zwróciła się do córki: „Powiedz mi, co widzisz”.

„Marchewki, jajka i kawę, odpowiedziała córka. Matka poprosiła ją, żeby podeszła do misek i dotknęła marchewek. Córka zauważyła, że są miękkie, Potem mam poprosiła córkę, żeby rozbiła jajko. Po zdjęciu skorupki okazało się, że e jajko ugotowało się na twardo. Na końcu kobieta poprosiła córkę, żeby wypiła łyk kawy. Córka uśmiechnęła się, gdy skosztowała kawy i poczuła jej głęboki aromat. A potem zapytała: „O co w tym wszystkim chodzi?”.

Matka wyjaśniła jej, że każda z tych rzeczy spotkała się z tą samą przeciwnością losu: z wrząca woda. I każda z nich zareagowała inaczej. Surowe marchewki były mocne twarde i nieelastyczne. Po zanurzeniu we wrzątku stały się miękkie i słabe. Jajko na początku było delikatne. Jego cienka skorupka chroniła płyn znajdujący się w środku, ale po kilku minutach we wrzątku wnętrze jajka zrobiło się twarde. Najbardziej niezwykłe było to, co stało się ze zmieloną kawą: zmieniła wodę, w której została zanurzona.

„Którą z tych rzeczy jesteś?”, spytała córkę. „Jak reagujesz na przeciwności losu? Jesteś marchewką, jajkiem czy ziarnem kawy?”.

Rozważamy następujące pytania: Kim jestem? Czy jestem marchewką, która wydaje się mocna, ale pod wpływem bólu i przeciwności losu robi się miękka i traci swoją siłę? Czy jestem jajkiem, które na początku ma miękkie serce, ale pod wpływem gorąca twardnieje? Czy byłem wolnym duchem, ale trudna życiowa sytuacja, taka jak śmierć bliskiej osoby, rozstanie czy problemy finansowe sprawiła, że stałem się twardy i nieustępliwy? Czy moja skorupa wygląda tak samo, ale w środku straciłem swoją elastyczność, stałem się zgorzkniały, a moje serce zrobiło się twarde?

A może jestem jak ziarno kawy? Kawa zmienia gorącą wodę – okoliczność będącą źródłem cierpienia. Kiedy woda wrze, wydobywa z kawy jej smak i aromat. Jeśli jesteśmy jak ziarno kawy, problemy w naszym życiu sprawiają, że stajemy się lepsi i zmieniamy sytuację wokół siebie. Czy wznosimy się na wyższy poziom, gdy stajemy przed naprawdę trudnymi przeciwnościami losu? Jak radzimy sobie z problemami? Czy jesteśmy marchewką, jajkiem czy ziarnem kawy?

Najszczęśliwsi ludzie wcale nie mają idealnego życia; po prostu potrafią najlepiej wykorzystać to, co przynosi im los. Fundamentem jasnej przyszłości zawsze jest zapomnienie o przeszłości; nie możemy iść naprzód, dopóki nie przestaniemy przywiązywać wagi do dawnych porażek i żalów.

Żyjmy zgodnie ze starym powiedzeniem: „Kiedy się rodzimy, płaczemy, a wszyscy dookoła nas się uśmiechają. Musimy żyć tak, żebyśmy na końcu to my byli tymi, którzy się uśmiechają, a wszyscy dookoła nas płakali”.

Łk 23, 44-46. 50. 52-53; 24, 1-6a

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha.

Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany.

W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach.

Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał».